Polska kiedyś mocno wspierała Białorusinów. Dlaczego teraz to Litwa gra pierwsze skrzypce?

Ze wszystkich europejskich krajów to Litwa podjęła najodważniejsze kroki, by pomóc opozycjonistom z Białorusi. Polska pozostaje nieco w cieniu. A przecież kiedyś to nasz kraj szczycił się tym, jak wspiera prodemokratycznych Białorusinów i Ukrainców. O tym, co i dlaczego się zmieniło, mówił w TOK FM Dominik Wilczewski z portalu Przeglądbałtycki.pl.
Zobacz wideo

Agnieszka Lichnerowicz zaprosiła Wilczewskiego do "Światopodglądu" po tym, jak opublikował w "Więzi" tekst pt. "Polska nie może udzielić Białorusi konkretnego wsparcia. Z własnej woli". W audycji dziennikarz powtórzył zarzuty stawiane w artykule.

- Główną ideą zawartą w tym tekście było to, że Polska mogłaby udzielić większego wsparcia Białorusi, gdyby mogła działać wspólnie z innymi państwami członkowskimi UE. A to jest w tym momencie utrudnione z uwagi na krytykę Polski ze strony Brukseli związaną z kwestiami praworządności - stwierdził Wilczewski.

Dodał, że pomoc Białorusinom utrudnia także "bałagan w MSZ". - W czasie, gdy już trwały protesty, w polskim MSZ nie było osoby odpowiedzialnej za politykę wschodnią. Te kompetencje przechodziły z rąk do rąk - wyjaśnił.

Wyjątkowo mocno w sprawę Białorusi zaangażowała się za to Litwa. To właśnie ten kraj przyjął opozycyjną kandydatkę na prezydenta Swiatłanę Cichanouską po jej ucieczce z Białorusi. W środę z inicjatywy prezydenta Gitanasa Nausedy powstał trzypunktowy plan wyjścia z kryzysu. Podpisał się pod nim także Andrzej Duda, jednak nie sposób nie zauważyć, że to Wilno nadaje ton dyskusji o Białorusi i prowadzi w jej sprawie aktywniejszą politykę. Dlaczego tak jest?

- Czy to są gesty humanitarne, czy wynika to z historycznej bliskości tych krajów w ramach Wielkiego Księstwa Litewskiego? A może to jakaś dyplomatyczna rozgrywka? - dopytywała Lichnerowicz. Zdaniem jej gościa, wszystkie te kwestie odgrywają tu znaczącą rolę.

- Wilno jest od dawna ważnym ośrodkiem działalności białoruskiej diaspory - mam tu na myśli też uchodźców politycznych. Działają tam różne organizacje, są wydawane białoruskie pisma i książki. Oczywiście aspekt historyczny ma tu ogromne znaczenie, bo dla Białorusinów Wilno jest czymś w rodzaju historycznej stolicy - tłumaczył Wilczewski.

- Druga rzecz to działania dyplomatyczne i na swój sposób wizerunkowe. Na Litwie zresztą trwają wokół tego dyskusje. Działania władz nie wzbudzają powszechnego poklasku. Jest też dużo krytyki i głosów, że to głównie PR prezydenta i ministra spraw zagranicznych - powiedział dziennikarz. Wskazał, że szef MSZ mógł uznać, że na koniec kadencji przyda mu się duży sukces dyplomatyczny. Z kolei prezydent Nauseda potrzebuje ocieplenia wizerunku po krytyce, jaka spadła na niego z powodu bierności w czasie pandemii koronawirusa.

Wilczewski przyznał jednak, że niezależnie od motywacji, propozycje Nauseda ws. Białorusi są "ambitne". Zauważył, że temat relacji z Mińskiem również budzi na Litwie spore kontrowersje. Obecnie są one dość chłodne, ale Białoruś pozostaje ważnym partnerem gospodarczym.

- Z drugiej strony jest sprawa elektrowni w Ostrowcu, która dla Litwinów jest kością w gardle. Białorusini budują 50 km od Wilna elektrownię atomową. Zdaniem Litwinów, nie przestrzegają przy tym standardów bezpieczeństwa. I jest duży problem, bo Litwini nie nie wiedzą, co zrobić - czy to porzucić, czy umiędzynarodawiać - podsumował Wilczewski.

Na temat sytuacji na Białorusi i tego, czy Polacy mogą jakoś pomóc Lichnerowicz rozmawiała również z dr Martą Jaroszewicz z Ośrodka Badań nad Migracja Uniwersytetu Warszawskiego:

DOSTĘP PREMIUM