Białoruś. Manifestacja przed budynkiem telewizji państwowej. "Chcemy prawdy!"

Ponad 1000 osób zgromadziło się przed budynkiem telewizji państwowej w stolicy Białorusi Mińsku, domagając się uczciwego relacjonowania wydarzeń w kraju.
Zobacz wideo

"Pokażcie Akrescyna!" skandowali zebrani przed telewizją ludzie, mając na myśli miński areszt, gdzie po wcześniejszych protestach powyborczych przetrzymywano setki osób. Wypuszczeni z aresztu ludzie opowiadali o biciu, torturowaniu, więzieniu bez jedzenia i picia.

Telewizja państwowa nie pokazała dotąd ani aresztu, ani OMON-u, który bił pałkami ludzi po protestach związanych z wyborami prezydenckimi z 9 sierpnia. Teraz jednak operatorzy zapowiedzieli, że szykują się do strajku. -Skoro zaczynają protestować dziennikarze w tej telewizji, która jest podporą reżimu Łukaszenki, to znaczy, że się coś zmienia. Niedziwne, że na miejsce od razu na miejsce pojechała rzeczniczka Łukaszenki, żeby ich pewnie odwieźć od tego pomysłu - mówił w TOK FM Jakub Biernat dziennikarz polskiej wersji portalu Belsat.eu. 

- Ta rozmowa nie ma sensu. Oni nas w ogóle nie słyszą - powiedział jeden z operatorów, który wyszedł do prasy.

- Nawet jak dziennikarze zastrajkują, to pamiętajmy, że na Białorusi nadaje chyba dziewięć telewizji rosyjskich - dodaje Biernat.

Według relacji jednej z kobiet, w czasie wewnętrzego spotkania pracownicy telewizji podnosili ręce, by pokazać, na kogo głosowali. To nie była miażdżąca większość, ale wygrała Swiatłana Cichanouska, rywalka Łukaszenki.

Alekander Łukaszenka grozi tymczasem, że prezydent Rosji Władimir Putin obiecał mu pomoc. Zapowiada też, że na zachodnią granicę Białorusi będzie przeniesiona brygada powietrznodesantowa.

Wcześniej stwierdził, że jest zaniepokojony z powodu "eskalacji i rozbudowywania zbrojnego komponentu" w Polsce i na Litwie.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM