"Łukaszenka to człowiek, który mówi: jak mnie nie chcecie, to odejdę. Przy czym nigdy nie odchodzi"

- Łukaszenka to człowiek, który mówi "jak nie będziecie mnie chcieli, to odejdę". Przy czym nigdy nie odchodzi. Nawet jak mu się to krzyczy w twarz - tak jak dziś robotnicy w dwóch fabrykach. Ja w ogóle nie wiem, po co on tam pojechał. To było żałosne, został kompletnie spostponowany - relacjonował z Białorusi Sławomir Sierakowski.
Zobacz wideo

Publicysta i współzałożyciel "Krytyki Politycznej" jest na Białorusi, gdzie obserwuje protesty, które na wielką skalę wybuchły po zmanipulowaniu wyborów prezydenckich.

- System się sypie. Łukaszenka jeszcze wczoraj groził armią. Mówił o samolotach, o interwencji rosyjskiej, mówił, że rozstawia wojska na granicy z Litwą i z Polską. A dziś miałby obiecywać nowe wybory? Zupełnie w to nie wierzę, chociaż faktycznie widzę desperację, utratę pewności siebie jego i jego współpracowników - powiedział Sierakowski Mikołajowi Lizutowi z TOK FM w "Popołudniu Radia TOK FM".

Publicysta dodał, że wystąpieniom tych ostatnich przyglądał się szczególnie uważnie. Szukał oznak tego, że ich "lojalność się sypie". Zdaniem Sierakowskiego jeśli Łukaszenka zostanie sam, jego prezydentura zakończy się ucieczką z kraju. Albo i gorzej. - Będzie jak Janukowycz albo jak Ceaucescu - skwitował krótko.

- Białoruska opozycja dziś nie potrzebuje lidera. I nawet lepiej, że jego lub jej nie ma, bo z opozycją bez lidera trudniej się walczy. Dotychczas gdy Łukaszenka miał jakiegoś zorganizowanego przeciwnika, strukturę z liderem na czele, to tego lidera aresztował i ruch się sypał - ocenił Sierakowski.

- Czyli teraz jest trochę taka "logika Majdanów" - wtrącił Lizut.

- Albo "logika Hongkongów". Tyle że tu zamiast Chin, których naprawdę się nie da pokonać, jest Łukaszenka, którego da się pokonać - odparł Sierakowski.

Omonowcy boją się dziewczyn

Dziennikarz opowiadał o wielu osobistych obserwacjach z Białorusi, m.in. o tym, co zobaczył na wiecu, na którym wystąpił Łukaszenka.

- Przemawiało przed nim 10 ludzi. Im ktoś był zwyklejszy, tym częściej mówił jak normalny człowiek - że nie chce wojny, że trzeba się porozumieć. Ale byli też tam tacy twardzi omonowcy. Jak jeden oficer przemawiał, to aż się można było przestraszyć. Oni są szkoleni na zwyrodnialców, specjalnie selekcjonowani. Krążą legendy o tym, że są brani z sierocińców i szkoleni jak takie psy wojny. I oni z kolei mówili, że będą walczyć do końca świata. Że są gotowi strzelać, zabijać, katować, torturować - mówił Sierakowski.

Wspomniał, że niewiele brakowało, a sam stałby się ofiarą brutalności funkcjonariuszy OMON (czyli milicyjnych sił specjalnych). - Człowiek nawet nie wie, czego tam się spodziewać. Raz wsiedliśmy z chłopakami w samochód. Nie wiedzieliśmy, że władza akurat wpadła na pomysł, żeby łapać kierowców, wyjmować z samochodów, bić i wsadzać do więzień. Przejeżdżaliśmy koło patroli i uratował nas tylko rachunek prawdopodobieństwa, mieliśmy po prostu szczęście - opowiadał.

Wielu innych jednak tyle szczęścia nie miało. - Widziałem reanimowanego człowieka. Nagrałem go i wstawiłem na Facebooka. To był jeden z katowanych. Poznałem wiele innych ofiar, takich "fioletowych ludzi" (fioletowych od rozległych siniaków powstałych wskutek bicia - red.) - wymieniał Sierakowski. 

- Wszystko ratują dziewczyny. To niesamowite, one się w ogóle nie certolą, są superodważne. Pierwsze poszły pod budynek KGB, gdy wszystko siadło. Nie rozmawialibyśmy w tak dobrych humorach, gdyby one wtedy nie uratowały sytuacji - zachwycał się publicysta. Zauważył, że ani omonowcy, ani Łukaszenka nie wiedzą, jak postępować z kobietami zaangażowanymi w protesty.

- System się sypie, bo nie wie, jak sobie radzić z tym protestem. Przywódca to jedna rzecz, ale druga to grupy, które przeciw niemu wychodzą, czyli robotnicy, kobiety, lekarze... Myślę, że stąd to wahanie Łukaszenki. Ale jak mówiłem, to nie jest przywódca, który spróbuje wbudować opozycję w system, powie, że ustępuje - zaznaczył Sierakowski.

Dlaczego Putin nie spieszy z pomocą

Czy upór Łukaszenki może wynikać z tego, że liczy na pomoc Władimira Putina? Lizut zauważył, że relacje między prezydentami Białorusi i Rosji są skomplikowane i interesujące. Sierakowski bez wahania mu przytaknął.

- Łukaszenka to chyba jedyny polityk na świecie, który naprawdę umiał ogrywać Putina. Był jeszcze bardziej zdemoralizowany i jeszcze rzadziej dotrzymywał słowa. Parę razy obiecywał Rosji aneksję Białorusi i jeszcze w drodze do Mińska zapominał, co obiecał. I to mu się udawało bardzo długo! - mówił z pewnym podziwem publicysta.

Sierakowski zaznaczył też, że odniósł wrażenie, że Białoruś jest teraz "naprawdę fajnym miejscem do życia". - Jak ktoś nigdy tam nie był, będzie zaskoczony. Może się spodziewać, że tam jest jakaś bieda, że nic nie działa. Tymczasem to kraj, w którym nie ma korków, są świetne drogi, dobre sklepy. Owszem, nie wszystkich stać na zakupy w nich, ale nie ma jakiejś oligarchii, tylko kilku bogatych ludzi - relacjonował. Dodał, że "jak Białoruś obali dyktatora, to szybko dołączy do Europy i stanie się krajem podobnym np. do Estonii".

W tym momencie Lizut przypomniał o porzuconym wątku - czy temu obaleniu nie zapobiegnie Putin? Łukaszenka przecież już się odgrażał, że wezwie rosyjską pomoc. - Ludzie nie wierzą we wszystko, co mówi Łukaszenka. On już groził wielokrotnie, a łatwo tu zrobić fact checking - zbył to Sierakowski. I zapytał na koniec: - Jaki interes ma Putin w tym, żeby zniechęcić do siebie kolejny kraj, który dziś jest relatywnie przyjazny?

DOSTĘP PREMIUM