Białoruś. Błędy reżimu Łukaszenki ośmielą Putina? "Interwencja wojskowa na końcu listy działań"

Myślę, że gdyby nie seria błędów władz, to nie mielibyśmy takiego natężenia protestów na Białorusi - ocenił w TOK FM Wojciech Konończuk, wiceprezes Ośrodka Studiów Wschodnich. Eksperci zastanawiali się też, jak na sytuację na Białorusi zareaguje prezydent Rosji Władimir Putin.
Zobacz wideo

Na Białorusi trwają protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich z 9 sierpnia, które według oficjalnych wyników wygrał ubiegający się o reelekcję Aleksandr Łukaszenka. Zatrzymano blisko 7 tys. osób, wiele z nich brutalnie pobito. Według oficjalnych danych zmarło dwóch protestujących. Od tygodnia strajkują białoruskie zakłady pracy.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Zdaniem Michała Potockiego z "Dziennika Gazety Prawnej" dołączenie do protestów robotników to wielkie wyzwanie dla reżimu Łukaszenki. – Studentów czy klasę średnią można by pewnie przeczekać, może postoją na ulicach Mińska i się rozejdą. A strajku w przemyśle, szczególnie jeśli doszłoby do nich na masową skalę, to już realne koszty dla białoruskiej gospodarki. Teraz najważniejsze pytanie dotyczy determinacji ludzi, bo władza, jak widać, nie jest skłonna do żadnych ustępstw – wskazywał Potocki.

Dodał, że podkreśleniem takiego stanu rzeczy, jest publikacja listy milicjantów nagrodzonych, za brutalne tłumienie antyprezydenckich protestów. – Ta lista liczy 25 stron. To pewien szantaż skierowany w stronę przedstawicieli resortów siłowych. Przecież to gotowa lista osób, które gnębiły opozycjonistów. To zapewnienie sobie lojalności milicjantów i pokazanie im, że teraz już nie mają innego wyjścia niż stanie przy reżimie do końca – podkreślał dziennikarz "DGP".

Lista błędów Łukaszenki 

A zdaniem Wojciecha Konończuka, wiceprezes Ośrodka Studiów Wschodnich, lista tylko dołoży "paliwa do kotła" protestów i jest kolejnym błędem ze strony reżimu. – Myślę, że gdyby nie seria wpadek władz, to nie mielibyśmy takiego natężenia sprzeciwu – wskazywał Konończuk. Jego zdaniem Łukaszenka przesadził z wymyśleniem swojego wyniku wyborczego. – Wpisał prawie 80 procent głosów dla siebie, a wiadomo było, że nikt w to nie uwierzy. Do tego przemoc na taką wielką skalę w tłumieniu protestów, choć przecież jest internet, więc pół Białorusi wiedziało o tym od razu. Sam prezydent ciągle w aroganckim tonie wypowiada się o protestujących, nie pokazuje żadnej woli dialogu – wyliczał ekspert.

Michał Potocki zgodził się z Konończukiem, że brutalna próba pacyfikacji protestów stała katalizatorem rozlania się strajku na grupy społeczne, które do nie dawna spokojnie reagowały na poczynienia władzy. – Nie przypadkowo robotnicy dołączyli do strajków w czwartek, bo wtedy pierwsi zatrzymani protestujący byli wypuszczani z aresztów i zaczęli opowiadać o tym, co przeżyli na komendach. Co ciekawe, decyzja władz o demonstracyjnej brutalności z cynicznego punktu widzenia była racjonalna, bo w 2010 roku takie zdecydowane użycie siły zamroziło protesty. Jednak tutaj stało się inaczej – podkreślał Potocki.

Co na to Rosja?

W poniedziałek w mediach społecznościowych i na portalach informacyjnych w Rosji pojawiły się doniesienia o nieoznakowanych ciężarówkach zmierzających ku granicy z Białorusią. Według Wojciecha Konończuka takie doniesienia to zwykłe fake newsy. – Rosja ma na Białorusi swoje interesy, ale sięgnięcie po instrument wojskowej interwencji jest chyba na końcu listy działań, które Kreml może podjąć w tej sprawie – ocenił. Jego zdaniem Władimir Putin wie, z jakim kosztami musiałaby się liczyć, jeśli zdecydowałby się na interwencje swoich wojski na Białorusi. – Bo spora część społeczeństwa w Rosji popiera protesty Białorusinów. Co więcej, otwarta ingerencja oznaczałby konflikt z Zachodem i niemal pewne sankcje. Do tego Kreml też patrzy na to, jak zareagowaliby sami Białorusini, których spora część sympatyzuje z Rosją i Rosjanami. Użycie techniki wojskowej pewnie zostałaby oceniona negatywnie – wyjaśniał wiceprezes Ośrodka Studiów Wschodnich i dodał, że prognozuje raczej ostrożne działania Kremla.

Zdaniem Michała Potockiego dla Rosji podstawowy scenariusz to utrzymanie reżimu Łukaszenki. – Jednak na pewno Kreml przymierza się do sytuacji, że nie będzie go już w Mińsku. To się zapewne dzieje za kulisami, ale na pewno taki scenariusz jest w Moskwie rozważany – ocenił ekspert. Dodał, ze może chodzić o wariant „miękkiej tranzycji” przekazania władzy na Białorusi w ręce kogoś, kto będzie akceptowalny zarówno dla Rosji, jak i dla protestujących. – I tutaj otwiera się nam paleta nazwisk, na czele z Wiktorem Babaryką, który teraz siedzi w więzieniu. Gdyby zezwolono mu na start w wyborach,  a głosowanie byłoby uczciwe, to pewnie zdobyłby większość głosów. A  wcześniej Babaryka przez 20 lat był prezesem Biełhazprambanku, działającego na Białorusi banku należącego w 99 proc. do dwóch rosyjskich spółek – Gazpromu i Gazprombanku. Dlatego, choć oczywiście nie jest to pewne, mógłby mieć zielone światło z Moskwy. Myślę, że Rosja nie musi być skazana na jeden scenariusz – wskazał dziennikarz "DGP".

DOSTĘP PREMIUM