"10 tysięcy dzieci miesięcznie umiera przez ekonomiczne skutki koronawirusa"

- Liczba głodujących osób na świecie może się podwoić ze 135 milionów do 260 milionów tylko ze względu na ekonomiczne skutki koronawirusa - mówił w TOK FM Rafał Grzelewski z Polskiej Akcji Humanitarnej. Podkreślał, że w krajach najbiedniejszych COVID-19 bywa nazywany wirusem głodu.
Zobacz wideo

19 sierpnia obchodzimy Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej, który został ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 11 grudnia 2008 roku. Upamiętnia on zamach bombowy, który miał miejsce w 2003 roku na placówkę Narodów Zjednoczonych w Bagdadzie. Zginął wówczas Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Sérgio Vieira de Mello. Dzień ten ma też zwiększać świadomość społeczną na temat działań związanych z niesieniem pomocy humanitarnej na świecie.

Z tej okazji gościem Pierwszego Śniadania w TOK-u był Rafał Grzelewski z Polskiej Akcji Humanitarnej. Pytany przed redaktora Piotra Maślaka, czego powinno się życzyć osobom zaangażowanym w niesienie pomocy humanitarnej na świecie, odparł: "Zawsze powtarzam, że pracownicy humanitarni są trochę jak lekarze - życzyć nam się powinno jak najmniej pracy". - Niestety to się nie zapowiada, wręcz przeciwnie. Już w grudniu ubiegłego roku Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegała, że ten rok będzie rekordowy, jeśli chodzi o liczbę ludzi na świecie, którzy będą wymagać pomocy humanitarnej. Wtedy mówiło się o 168 milionach osób na świecie, ale nikt nie przewidywał jeszcze tych kryzysów, które teraz nas trapią - powiedział.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Grzelewski podał, że w krajach najbiedniejszych COVID-19 nazywany jest często po prostu wirusem głodu. Jak wyliczał, przez różnego rodzaju restrykcje ludzie nie mogą wychodzić z domu (lub mogą w bardzo ograniczonym zakresie), nie mogą pracować, a w konsekwencji nie mają pieniędzy na jedzenie. - Dodatkowo przerwane zostały łańcuchy dostaw do tych państw, więc ceny żywności poszybowały - uzupełnił.

Pojawiają się także problemy z dostarczeniem pomocy humanitarnej do takich miejsc. - Czasami są godziny policyjne związane z COVIDEM, odcięte drogi, zamknięte miasta i organizacje humanitarne podlegają tym restrykcjom jak wszyscy inni. W efekcie liczba głodujących osób na świecie może się z tego tytułu podwoić ze 135 milionów do 260 milionów tylko ze względu na ekonomiczne skutki koronawirusa - mówił gość TOK FM.

A to nie wszystko. Jak mówił przedstawiciel PAH, aż "10 tysięcy dzieci miesięcznie umiera właśnie ze względu na ekonomiczne skutki koronawirusa". - Także dlatego, że nie mogą dotrzeć do nich lekarze, nie mogą ich leczyć, szczepić, nie mogą im zapewnić opieki - mówił. 

Trudna sytuacja w Libanie

Zdaniem Grzelewskiego koronawirus jest jedną z największych katastrof tego roku. Jako inną wielką tragedię wymienił także potężną eksplozję w porcie w Bejrucie, która miała miejsce dwa tygodnie temu. - Trudno było przewidywać, że Liban sam stanie się odbiorcą pomocy humanitarnej (…). To wielki cios dla kraju, który zdarzył się w fatalnym momencie wielkiego kryzysu gospodarczego - powiedział.

Grzelewski podkreślał, że do Libanu przyjeżdża regularnie od 20 lat. Zauważył, że w tym roku jest wyjątkowo dużo osób, które żebrzą na ulicach. Podkreślał, iż nie są to tylko uchodźcy z Syrii, ale też Libańczycy. - Kolejki Libańczyków ustawiają się po to, żeby dostać używane ubrania. Już samo to świadczy o tym, jak zła jest sytuacja w społeczeństwie, które jeszcze parę lat temu było uznawane za dość zamożne na tle państw regionu - powiedział. 

DOSTĘP PREMIUM