Polski ksiądz 26 lat spędził na Białorusi. "Wiedziałem, że kiedyś musi to pęknąć. I tak podziwiałem ich cierpliwość"

Ksiądz prałat Sławomir Laskowski przez blisko trzy dekady prowadził pracę duszpastersko - misyjną na Białorusi. Trafił tam jeszcze za czasów Związku Radzieckiego. Stworzył parafię w Homlu. Do Polski wrócił trzy lata temu. Jak dziś patrzy na to, co dzieje się na Białorusi?
Zobacz wideo

Ksiądz Laskowski spodziewał się, że wcześniej czy później w Białorusinach przeleje się czara goryczy. - Mieli już dość rządów Aleksandra Łukaszenki - mówi. Dodaje, że wielokrotnie o tym z nimi rozmawiał, bo ma na Białorusi wielu znajomych i przyjaciół.

- Białorusini są bardzo cierpliwym narodem. Są dumni z tego, że są Białorusinami. W czasach komunizmu zmieniano ich tożsamość. To była najbardziej sowietyzowana republika. Oczywiście oni próbowali swoją tożsamość odbudowywać, ale nie udało się np. wprowadzić języka białoruskiego na dużą skalę - mówi ksiądz Laskowski. Przyznaje, że mimo narzuconego z góry języka rosyjskiego, rzesza młodzieży i tak mówi po białorusku - w jakimś sensie na znak protestu przeciwko obecnej władzy.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

- Gdy wielokrotnie z nimi rozmawiałem, mówili "co możemy zrobić, by coś się u nas zmieniło?" Nie wierzyli do końca w możliwość zmiany. To mały naród, ale ogromny aparat władzy - milicja, wojsko. Oni pragnęli zmian, ale widzieli swoją bezsilność, może brak pewnej odwagi - dodaje nasz rozmówca.

"Nie słyszę w ich głosie strachu"

Ksiądz jest w stałym kontakcie ze znajomymi na Białorusi. Przyznaje, że to, co się tam teraz dzieje, nie jest dla niego zaskoczeniem. - Widziałem przez lata zmiany w ludziach, że dojrzewają do pewnych postaw. Wiedziałem, że kiedyś musi to pęknąć. Ja i tak, mówiąc szczerze, podziwiałem ich cierpliwość. Może tylko zaskoczyło mnie to, że dziś rzeczywiście mają większą odwagę w wyrażaniu swoich opinii. Ale już od jakiegoś czasu było wiadomo, że to, co się w nich zbiera, kiedyś wybuchnie. Bo każdy naród, nawet bardzo cierpliwy, w końcu mówi "stop" - tłumaczy duchowny.

Ksiądz Stanisław LaskowskiKsiądz Stanisław Laskowski TOK FM

Przyznaje też, że Białorusini, z którymi rozmawia, nie chcą rewolucji ani rozlewu krwi. Są temu stanowczo przeciwni. - Chcieliby wprowadzać taki model jak w Polsce, bez przelewu krwi. Nie słyszę w ich głosie strachu. Oni wiedzą, że dla dobra kraju zmiany są potrzebne. Zobaczymy, co czas przyniesie - mówi.

Zdaniem naszego rozmówcy młodzi Białorusini wiedzą, że w wielu krajach żyje się zupełnie inaczej niż u nich - że nie jest tak, jak im przez lata wmawiano. - Wiedzą, że granice się otworzyły, że można jeździć. m.in. do Polski, mają internet. Wielu z nich widziało już inny świat, inne, lepsze życie. Mieli pragnienia, by i u nich było to możliwe i w końcu ta fala rozlała się - tłumaczy ksiądz Laskowski.

Pytany, czy nie przeraża go to, co widać na ulicach białoruskich miast - duchowny odpowiada, że nie. - Obrazki mnie nie przerażają. W Polsce też się to działo. Pamiętam czasy Solidarności, byłem wtedy studentem. To są normalne procesy, żywa historia. Pewnie, że chciałoby się, by poszło to w dobrym kierunku, by Białorusini mieli szansę na rozwój. Mądrość polityczna mówi, że powinien przyjść ktoś mądry, młody, kto poprowadzi kraj w dobrym kierunku. Tego im dzisiaj bardzo życzę - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM