Białoruś. Aleksijewicz odmówiła składania zeznań w Komitecie śledczym

Swiatłana Aleksijewicz powiedziała w środę po wyjściu z krótkiego przesłuchania w Komitecie Śledczym, że skorzystała z prawa do nieświadczenia w swojej sprawie i odmówiła składania zeznań. Zachowała status świadka w sprawie o utworzenie opozycyjnej Rady Koordynacyjnej.
Zobacz wideo

- Idę tam spokojnie, nie czuję się winna, wszystko, co robimy, jest absolutnie legalne i potrzebne - mówiła noblistka, która jest członkiem prezydium Rady powołanej z inicjatywy Swiatłany Cichanouskiej, przed przesłuchaniem w mińskim Komitecie Sledczym.

- Musimy być razem, nie ustępować i nie daj Boże, by przelała się krew – powiedziała.

Podkreśliła, że Białorusini domagają się zmian w sposób pokojowy i powinni pozostać zjednoczeni.

Jeśli się podzielimy, damy się rozdzielić, to stoczymy się w wojnę domową – oceniła Aleksiewicz, którą przed wejściem do Komitetu Śledczego przyszło wesprzeć ponad 100 osób.

- Naszym celem jest zjednoczenie społeczeństwa, a nie przygotowanie jakiegoś przewrotu – powiedziała o działalności opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, w której prezydium zasiada.

Jak oceniła, „na naszych oczach tworzy się nacja, naród białoruski”. - Myślę, że każdy z was dzisiaj jest dumny ze swojego narodu. I, szczerze mówiąc, jeszcze niedawno tego poczucia nie mieliśmy – powiedziała pisarka dziennikarzom.

Zdaniem Aleksijewicz „powstała marka Białorusi, a o jej narodzie dowiedział się cały świat”, o czym świadczą strony zagranicznych gazet, piszących o sytuacji na Białorusi.

- Nie rozbito ani jednej witryny i ludzie zachowują się tak godnie, tak pięknie. Proponujemy nowy sposób, pokojowy sposób walki – wskazała pisarka.

Oceniła, że to, „co widać było w pierwszych dniach protestów, kiedy z ludzi 'robiono mięso', to już jest historia, miniona epoka”.

„Musimy rozmawiać i kłócić się, dyskutować. Dla mnie ideałem było to, kiedy człowiek niósł dwie flagi – (narodową - PAP) biało-czerwono-białą i (państwową - PAP) czerwono-zieloną. Jesteśmy różni, ale mamy jeden kraj i żyjemy w nim wspólnie” – powiedziała pisarka.

- Pamiętam tę wielką, dziesięciometrową flagę biało-czerwono-białą, pod którą wyciągały ręce małe dzieci. I drugi obraz, kiedy na mitingu 'budżetników' poparcia dla władzy rodzice krzyczeli "Baćka, Białoruś", a małe dzieci: "Odejdź" – wspominała noblistka.

Jej zdaniem rozwiązanie obecnego kryzysu politycznego na Białorusi wymaga zaangażowania społeczności międzynarodowej i władz innych krajów, w tym Rosji.

Próba politycznego rozwiązania kryzysu potrwa długo - oceniła. - Myślę, że może świat nam pomoże, by (urzędujący prezydent Białorusi Alaksandr) Łukaszenka zaczął z nami rozmawiać, bo na razie rozmawia tylko z (prezydentem Rosji Władimirem) Putinem – powiedziała. - Być może i Putin powinien być zaangażowany w te rozmowy – dodała.

Białoruskie władze twierdzą, że utworzenie Rady Koordynacyjnej jest próbą „przejęcia władzy w kraju”. Aleksijewicz była już kolejnym członkiem Rady Koordynacyjnej wezwanym na przesłuchanie.

Rada stawia sobie za cel pokojowe rozwiązanie kryzysu politycznego w kraju. Dwoje członków prezydium Rady – Wolha Kawalkawa i Siarhiej Dyleuski - odbywa dziesięciodniowe kary aresztu za udział w nielegalnych zgromadzeniach.

By wesprzeć pisarkę, przed budynek Komitetu śledczego przyszli mieszkańcy Mińska, w tym pisarze i aktywiści.

Kaciaryna Trubowicz, pracowniczka białoruskiego Pen Clubu, trzymała w rękach plakat nawiązujący do reportaży Aleksijewicz o burzliwych i trudnych latach 90.: „Czasy secondhand. Wydanie drugie, uzupełnione. 2020”.

- Wszystko się powtarza, tylko w gorszej wersji – w strasznej, dziwnej i śmiesznej wersji – oceniła. „Nie zmieniły się metody. Zmienił się świat i my, a władze próbują nas wepchnąć w jakąś zupełnie nieaktualną iluzję - dodała rozmówczyni PAP.

- Chcą od nas, byśmy zadowolili się tą "stabilnością", że mamy pracę i co jeść, ale dzisiaj potrzebujemy czegoś więcej - wolności, możliwości wpływania na rzeczywistość, w tym na politykę - przekonywała.

Jej zdaniem tego lata w Białorusinach przebudziła się inicjatywa. - Już nie czekają, aż ktoś przyjdzie i ich zorganizuje, lecz robi± to sami. Zaczęli patrzeć sobie w oczy i uśmiechać się - podsumowała.

DOSTĘP PREMIUM