Trwa proces ws. ataku na "Charlie Hebdo". "Rany się nie zabliźniły"

Ten proces otwiera rany, które do dzisiaj właściwie się nie zabliźniły i ponownie ujawnia duże podziały w społeczeństwie francuskim - mówił w TOK FM Piotr Moszyński, korespondent "Gazety Wyborczej" we Francji.
Zobacz wideo

We Francji ruszył proces w sprawie ataku terrorystycznego na redakcję tygodnika "Charlie Hebdo" i sklepu koszernego w Paryżu. W zamach sprzed pięciu lat, w styczniu 2015 roku zginęło w sumie 17 osób, 12 w budynku redakcji, pozostałe w ataku na sklep koszerny Hyper Cacher. Dziś, 2 września, 14 oskarżonych o współudział stanęło przed francuskim sądem. - Ten proces budzi bardzo duże zainteresowanie we Francji. Jest na czołówkach wszystkich mediów. Otwiera znowu rany, które do dzisiaj właściwie się nie zabliźniły i ujawnia też ponownie duże podziały, które istnieją w społeczeństwie francuskim jeśli chodzi o poglądy na możliwość i granice prowadzenia dyskusji światopoglądowych - mówił w TOK FM korespondent "Gazety Wyborczej" znad Sekwany Piotr Moszyński.

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Dodał, że redakcja "Charlie Hebdo" kładzie olbrzymi nacisk i robi wszystko, "żeby uświadomić wszystkim, że za samo krytykowanie poglądów nie można zabijać, że to nie jest sposób na rozwiązanie konfliktów." - Dlatego "Charlie Hebdo" dokonuje posunięć kontrowersyjnych. Właśnie dzisiaj, w dniu rozpoczęcia procesu, opublikował ponownie na swoich łamach te sporne karykatury Mahometa, które wywołały tak wielkie oburzenie w świecie muzułmańskim i stały się bezpośrednim powodem śmierci z rąk zamachowców 12 osób w siedzibie redakcji - wyjaśnił dziennikarz. 

Zdaniem "Charlie Hebdo" to sposób na podkreślenie, że zamachy nic nie zmieniły w kwestii tego, jak redakcja podchodzi do swobody wypowiedzi na tematy światopoglądowe. - W szczególności publikowanie karykatur jakichkolwiek postaci związanych z jakimikolwiek wyznaniami religijnymi - tłumaczył dalej. Według niego w polskich warunkach to, co robi "Charlie Hebdo" można porównać do tygodnika "Nie" Jerzego Urbana, zarówno w podejściu do religii, jak i rzeczywistości generalnie.

Przypomniał też, że po stronie wolności słowa, jeśli chodzi o religię, stanął też prezydent Francji Emmanuel Macron. - Od początku III Republiki panowała we Francji wolność słowa i wyrażania myśli, która jest związana z wolnością sumienia. Jestem tu, aby chronić wszystkie te wolności. Nie mogę oceniać wyborów dziennikarzy, we Francji jest prawo do krytykowania władców czy prezydenta - powiedział Macron we wtorek podczas wizyty w Libanie, po tym jak tygodnik zaprezentował już swoją najnowszą okładkę.

Piotr Moszyński w rozmowie z Adamem Ozgą powołał się też na sondaże dotyczące poglądu na wydarzenia sprzed 5 lat. - 59 proc. społeczeństwa francuskiego uważa, że "Charlie Hebdo" miał rację publikując karykatury Mahometa i tu ewolucja jest bardzo widoczna, bo w podobnym sondażu przeprowadzonym niedługo po zamachach ten odsetek wynosił tylko 38 proc. - wskazał gość TOK FM. 

- Natomiast kiedy spojrzeć na wyniki dotyczące tylko społeczności muzułmańskiej, odpowiedzi są zupełnie inne. Aż 69 proc uważa, że publikacja owych karykatur była niepotrzebną prowokacją. Te podziały nie skończą się dziś ani jutro - zauważył dziennikarz. 

W sondażu 29 proc. ankietowanych muzułmanów oceniło, że "islam jest niezgodny z wartościami francuskiego społeczeństwa". 40 proc. zadeklarowało natomiast, że przedkłada swoje przekonania religijne nad "wartości Republiki". Wśród muzułmanów poniżej 25. roku życia odsetek ten wyniósł 74 proc. 61 proc. ankietowanych muzułmanów zgodziło się ze stwierdzeniem, że "islam jest jedyną prawdziwą religią". - 26 proc. muzułmanów poniżej 25. roku życia odmawia potępienia zamachów, 12 proc. mówi, że owszem potępiamy, ale podzielamy też niektóre motywacje terrorystów, to jest bardzo niepokojące - ocenił to Piotr Moszyński. 

Proces w sprawie zamachów ma potrwać do 10 listopada. Budynek paryskiego sądu znajduje się pod ścisłym nadzorem francuskich sił bezpieczeństwa.

DOSTĘP PREMIUM