Liderka białoruskiej opozycji w Warszawie. Kowal radzi Morawieckiemu, co powinien powiedzieć Cichanouskiej

- Działania rządu powinny być szersze niż dotychczas, bo sytuacja się zmieniła. Chodzi też o pomoc humanitarną, żeby Białorusini wiedzieli, że Polska wspiera też zwykłych ludzi, a nie tylko polityków. Pani Cichanouska musi to usłyszeć od premiera - wskazywał w TOK FM dr hab. Paweł Kowal.
Zobacz wideo

Liderka białoruskiej opozycji, kontrkandydatka w wyborach prezydenckich Alaksandra Łukaszenki - Swiatłana Cichanouska w środę przebywa z wizytą w Warszawie. O 9 rozpoczęło się spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim, później polityczka wygłosi wykład na Uniwersytecie Warszawskim.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Zdaniem dr hab. Pawła Kowala, to szansa dla Polski, aby znów przejąć inicjatywę w sprawie sytuacji na Białorusi. - Działania rządu powinny być szersze niż dotychczas, bo sytuacja się zmieniła. Chodzi między innymi o większa liczbę stypendiów dla tych, którzy chcą wyjechać z Białorusi, czy pomoc dla tamtejszych firm. Ważne, żeby wspierać też opozycjonistów, którzy są tam na miejscu. Chodzi też o pomoc humanitarną, żeby Białorusini wiedzieli, że Polska wspiera też zwykłych ludzi, a nie tylko polityków. Pani Cichanouska musi to usłyszeć od premiera - wskazywał były wiceminister spraw zagranicznych.

Jego zdaniem rola Polski polega też na tym, aby cały czas wysyłać sygnały na Zachód. - To my musimy mobilizować innych. Zachód bywa dziecinny, interesuje się jakąś sytuacją dwa-trzy dni, a potem zapomina. Nasza w tym rola, żeby utrzymywać ich uwagę. Ważny jest też sposób. Nie trzeba krzyczeć głośniej, ale mówić mądrzej, by zostać wysłuchanym - radził poseł KO.

Apelował także, by nie krytykować strategii, którą obrała Swiatłana Cichanouska, a która nie polega na skupieniu się na walce z Rosją.  - Ona nie może sobie pozwolić na bezpośrednie starcie z Kremlem i budowanie napięcia. Wie, że nie powinna podgrzewać atmosfery, tylko włożyć nogę w drzwi i dopiero potem przejść do następnych kroków. To jest logiczne. Społeczeństwo białoruskie nie jest gotowe na takie rozwiązanie. Taka taktyka byłaby nieefektywna. Co więcej, możemy dojść do sytuacji, że przedstawiciele opozycji będą musieli zakulisowo porozumieć się z przedstawicielami Putina, bo przecież on na Białorusi "siedzi" w każdej dziedzinie życia - przekonywał gość Poranka Radia TOK FM.

Co dalej z rewolucją?

Zdaniem Kowala skala protestów na Białorusi może finalnie doprowadzić do zmiany władzy w kraju. - To genialna sprawa, że Białorusinom udało się tak długo utrzymać takie zainteresowanie ludzi protestami. Aleksandr Łukaszenka złożył cały swój los w ręce Kremla, a ten zachowuje się jednak dwuznacznie. Kiedy ten słabnie, to pojawiają się sygnały, że może warto postawić na jakiś okres przejściowy - ocenił ekspert.

Z drugiej jednak strony, Rosja może utrzymywać Łukaszenkę na "politycznej kroplówce" jeszcze przez kilka miesięcy. - Na Kremlu mogą pomyśleć, żeby za wszelką cenę prezydent dotrwał choćby do świąt. A w tym czasie Rosja załatwi swoje kluczowe sprawy, czyli wzmocni integracje z Białorusią czy kupi kolejne wielkie firmy. To są takie elementy, które Kreml może chcieć załatwić, zanim dojdzie do normalnych wyborów. Bo potem pojawi się jakaś niepewność. Dlatego, utrzymywanie na siłę Łukaszenki wbrew rozsądkowi może mieć miejsce - prognozował były wiceminister spraw zagranicznych.

W tym kontekście odniósł się także, do kwestii otrucia rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego.-Wystraszyli się tej fali protestu, która szła z Białorusi i ktoś sobie wymyślił, że przy okazji rozwiąże problem opozycji w Rosji. Pierwszy raz w historii Kreml wyraźnie przegrzał – ocenił Kowal.

DOSTĘP PREMIUM