Raport WWF: Z każdych dziesięciu kręgowców, które żyły w 1970 roku zostały dziś ledwie trzy

- Mamy do czynienia z bardzo szybkim wymieraniem gatunków i z utratą bioróżnorodności, a przecież my jako ludzie od niej zależymy - mówiła w TOK FM Katarzyna Karpa-Świderek z WWF Polska.
Zobacz wideo

Jak wynika z opublikowanego w czwartek raportu WWF Living Planet Report 2020, w niecałe pół wieku liczebność światowych populacji ssaków, ptaków, płazów, gadów i ryb zmniejszyła się średnio o dwie trzecie. Ekolodzy przekonują, że za ten stan rzeczy w dużej mierze odpowiada degradacja środowiska naturalnego, która jest także przyczyną pojawiania się nowych chorób odzwierzęcych takich jak Covid-19. O raporcie opowiadała w Pierwszym śniadaniu w TOK-u Katarzyna Karpa-Świderek z WWF Polska. 

Z raportu wynika, że średnia liczebność badanych populacji kręgowców w latach 1970–2016 spadła o 68 proc. Oznacza to, że z każdych dziesięciu kręgowców (ryb, płazów, gadów, ptaków i ssaków), które żyły na ziemi w 1970 roku - zostały obecnie ledwie trzy. Prowadzący audycję Piotr Maślak przyznał wprost, że przerażają go te dane. - Myślę, że słowo "przerażenie" jest adekwatne. Mamy do czynienia z bardzo szybkim wymieraniem gatunków i z utratą bioróżnorodności, a przecież my jako ludzie od niej zależymy, jest ona nam potrzebna do życia - mówiła Karpa-Świderek. I przestrzegała, że "bez świata przyrody nie damy sobie radę". - Natomiast jesteśmy niezwykle skuteczni w tym, by tą przyrodę degradować - nadmieniła.

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Zdaniem przedstawicielki WWF, owa degradacja w dużym stopniu łączy się z rozwojem i bogaceniem się społeczeństw. - Jednym z najważniejszych czynników, przez które liczba zwierząt spada jest wylesianie, a z kolei wylesianie jest konsekwencją tego, że potrzebujemy coraz więcej terenów pod produkcję pasz dla zwierząt, bo jemy coraz więcej mięsa - mówiła. 

Dodała, że duży problem stanowi także marnowanie żywności, co określiła jako "grzech ludzkości". - Jedna trzecia żywności tak naprawdę ląduje w koszach na śmieci, a pod tą żywność trzeb przecież najpierw wyciąć lasy deszczowe i przez to giną gatunki - wyjaśniała.

Karpa-Świderek wskazała, że najgorsza sytuacja dotyczy środowiska słodkowodnego, które drastycznie się pomniejsza. Jak mówiła, zwierzęta mają do dyspozycji ledwie 10 procent tego środowiska w porównaniu do stanu z 1970 roku. Dlatego też spadek liczby zwierząt żyjących właśnie w środowisku słodkowodnym wynosi aż 84 proc. (łącznie, na całej planecie). - Możemy popatrzeć chociażby na takie zwierzę jak jesiotr chiński, to taka wielka ryba. Jej populacja spadła o 99 procent w ciągu tego monitorowanego okresu. Straciliśmy właściwie też delfiny, które żyły w wodach słodkich, choć mamy na szczęście jeszcze te, które żyją w morzach i oceanach - mówiła.

Jeśli chodzi o części świata, w których spadek populacji jest najwyższy - rozmówczyni Piotra Maślaka wskazała zdecydowanie na Amerykę Łacińską. Tam, jak podała, w ciągu ostatnich 50 lat populacje zwierząt spadły nawet o 90 procent. - Stosunkowo najlepiej jest w Europie, gdzie ten spadek wynosi około 20 procent - powiedziała.

DOSTĘP PREMIUM