"Wielka Brytania współtworzyła system prawa międzynarodowego. A teraz oświadcza, że zamierza je łamać"

Z polskiej perspektywy mówimy z wielką zgrozą o łamaniu prawa międzynarodowego. Natomiast jednoznaczna zapowiedź łamania go przez Wielką Brytanię, czyli państwo, które ten system międzynarodowy oparty na prawie współtworzyło i było jego filarem, to jest sprawa straszna i wielka - mówiła w TOK FM prof. Agnieszka Cianciara z Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Zobacz wideo

Brytyjski rząd opublikował projekt ustawy o brytyjskim rynku wewnętrznym, który budzi wielkie kontrowersje. Dotyczą one zapisu, który pozwala unieważnić uzgodnienia dotyczące Irlandii Północnej w obowiązującej już umowie brexitowej.

W projekcie ustawy napisano, że "niektóre przepisy" weszłyby w życie "bez względu na niespójność lub niezgodność" z prawem międzynarodowym lub innym prawem krajowym, co wyraźnie wskazuje na możliwość uchylenia uzgodnień zawartych z UE i co byłoby złamaniem zasad prawa międzynarodowego.

W czwartek do Londynu przyjechał unijny wiceprzewodniczący KE Marosz Szefczovicz. Domagał się, aby Wielka Brytania wycofała do końca miesiąca projekt, gdyż w przeciwnym razie ryzykuje załamaniem się rozmów o przyszłych relacjach między Londynem a Brukselą. Brytyjski rząd nie zamierza jednak ustąpić i tłumaczy, że "parlament jest suwerenny w kwestii prawa krajowego i może uchwalać przepisy, które naruszają zobowiązania wynikające z traktatów międzynarodowych."

Co chcą ugrać Brytyjczycy?

- Z anonimowych wypowiedzi z Brukseli wynika jasno, że jest to odbierane jako rodzaju prowokacji, która ma skłonić stronę unijną do odejścia od stołu negocjacyjnego. Wówczas premier Boris Johnson mógłby zrzucić winę na UE za ewentualny "rozwód bez porozumienia" - czyli sytuację, w której 1 stycznia 2021 r. Wielka Brytania znajdzie się poza Unią bez umowy handlowej - zdradziła prof. Agnieszka Cianciara. - Z punktu widzenia unijnych negocjatorów jest jasne, że teraz trzeba być cool i to przetrzymać - dodała.

Chcesz posłuchać, a nie masz Premium? Podcasty możesz odblokować już za 5 zł

Ale dlaczego właściwie Wielka Brytania odgraża się, że będzie łamać prawo międzynarodowe?

- Wielka Brytania ma teraz dwa wyjścia: pierwsze to postawić granicę celną między Republiką Irlandii, a Irlandią Północą, co byłoby pogwałceniem porozumienia wielkopiątkowego z 1998 r., które zakończyło wojnę domową i rozlew krwi w Irlandii Północnej, więc mogłoby doprowadzić do wznowienia konfliktu. Drugie: postawić granicę celną na Morzu Irlandzkim. Ale to oznaczałoby de facto podział Zjednoczonego Królestwa. To jest dylemat, który leży u podstaw problemu. Nie ma tu dobrego rozwiązania, każde jest fatalne - tłumaczyła prof. Cianciara.

- Oczywiście, z punktu widzenie UE najlepiej byłoby, gdyby Wielka Brytania po prostu pozostała w jakiejś formie w unii celnej i we wspólnym rynku dóbr. Natomiast to jest niemożliwe z politycznego punktu widzenia, ponieważ wolność handlu z całym światem poza regułami unijnymi była jednym z głównych postulatów środowisk brexitowych - wyjaśniła ekspertka.

Zauważyła jednak, że w fakcie, że to właśnie Brytyjczycy zajmują takie stanowisko, jest wiele gorzkiej ironii. - To, z czym mamy do czynienia, to nie tylko problem wystąpienia z organizacji. To problem rozumienia rządów prawa - na użytek krajowy, ale i międzynarodowy. Dla mnie to niesamowicie niebezpieczne. Z naszej polskiej perspektywy mówimy z wielką zgrozą o łamaniu prawa międzynarodowego, zwłaszcza jeśli robi to nasz wschodni sąsiad. Natomiast jednoznaczna zapowiedź łamania go przez Wielką Brytanię, czyli państwo, które system międzynarodowy oparty na prawie współtworzyło i było jego filarem, to jest sprawa straszna i wielka - podsumowała prof. Cianciara.

DOSTĘP PREMIUM