Czy pożary w Kalifornii mają coś wspólnego z dziwnymi dziurami na Syberii?

Łatwo zrozumieć, jak ocieplanie się klimatu jest powiązane z suszą i piekielnymi pożarami w USA. Ale co mają do tego wielkie dziury w ziemi, które od kilku lat zaczęły się pojawiać na Syberii? W TOK FM tłumaczył to fizyk atmosfery prof. Szymon Malinowski.
Zobacz wideo

- Dlaczego w Kalifornii jest tak gorąco i tyle tam płonie? - pytała Agnieszka Lichnerowicz swojego gościa.

- Pożary lasów w tamtym rejonie były zawsze, są zresztą potrzebne do rozwoju sekwoi. Może się więc wydawać, że nic specjalnego się nie dzieje. Ale dwa tygodnie temu donoszono o rekordowych upałach, susza w Kalifornii trwa w najlepsze i stopień wysuszenia lasów na Zachodnim Wybrzeżu USA oraz w Górach Skalistych jest nieporównywalnie większy niż przeciętnie - mówił prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery, współautor bloga "Nauka o klimacie".

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Niespotykana dotąd skala pożarów jest oczywiście efektem globalnego ocieplenia. Prof. Malinowski podkreślał, że katastrofy związane ze zmianami klimatu dzieją się na całym świecie. Nie słyszymy o wszystkich tylko dlatego, że media skupione są na USA.

Lichnerowicz zapytała fizyka o inne zjawisko, pozornie niepowiązane z pożarami w Kalifornii. Od 2014 roku na powierzchni Syberii pojawiają się "znikąd" tajemnicze kratery o głębokości 20-30 m. Naukowcy nie są pewni, jak powstają, ale sądzą, że może być to powiązane ze zmianami klimatu. 

- Nie mamy bezpośredniego dowodu, ale mamy mnóstwo pośrednich. Wiemy, że w Arktyce jest coraz cieplej, szczególnie w tym obszarze, który kiedyś praktycznie nie rozmarzał, z wyjątkiem może 1-2 m powierzchniowej warstwy. Kiedyś nazywano go "wieczną zmarzliną", dziś termin "wieczna" nie wydaje się właściwy - mówił prof. Malinowski.

- Tam pod ziemią jest bardzo wiele materii organicznej. Gdy wszystko zaczyna rozmarzać, ta materia organiczna jest jak żywność wyjęta z lodówki - zaczyna, brzydko mówiąc, cuchnąć i się rozkładać. Jeśli to jest rozkład beztlenowy - a tak zachodzi właśnie pod ziemią i warstwą wody ze stopniałego śniegu - to jego efektem jest metan. Powstają takie bąble gazu, w których ciśnienie rośnie, aż warstwy powierzchniowe ziemi są za słabe, żeby je utrzymać. I buch! Bąbel wybucha i zostaje po nim krater - wyjaśnił naukowiec.

Jak dodał, metan, który przy takim wybuchu uwalnia się do atmosfery, jest silnym gazem cieplarnianym. Zachodzi tzw. "dodatnie sprężenie zwrotne" - proces wywołany przez ocieplanie się klimatu, skutkuje tym, że średnia temperatur rośnie jeszcze szybciej.

- Tak samo jest zresztą z pożarami w Kalifornii. Tam materia organiczna się spala, jest produkowany dwutlenek węgla, a do tego ogromne ilości dymu, który łatwo absorbuje promieniowanie słoneczne. To prowadzi do wzrostu temperatury - tłumaczył prof. Malinowski.

Ale to jeszcze nie koniec. - Sadza jest przenoszona przez wiatr na obszary Arktyki, pada na biały śnieg, który staje się ciemniejszy i szybciej absorbuje promieniowanie słoneczne, więc szybciej rozmarza. I tak ta maszyna się rozpędza - dodał smutno fizyk.

DOSTĘP PREMIUM