Podarła paszport i uciekła z auta przez okno, by nie dać się wyrzucić z Białorusi. Maryja Kalesnikawa jest w areszcie w Żodzinie

Białoruska opozycjonistka Maryja Kalesnikawa została przeniesiona z aresztu w Mińsku do aresztu śledczego w Żodzinie, ok. 55 km od stolicy - poinformowała jej prawniczka, która odwołała się od decyzji o areszcie. A siostra Kalesnikawej mówi: "Masza wierzy, że Białoruś może się zmienić, że już się zmieniła i to ją napędza".
Zobacz wideo

- Przewieziono ją wczoraj, nie podano mi powodów - powiedziała niezależnemu Radiu Swaboda adwokat Kalesnikawej, Ludmiła Kazak. Prawniczka nie mogła podać więcej szczegółów, ponieważ zobowiązała się do nierozgłaszania informacji o postępowaniu wobec Kalesnikowej. Kazak dwukrotnie widziała się ze swoją klientką po jej aresztowaniu. Była m.in. obecna podczas przesłuchania. W poniedziałek ma zamiar jechać do Żodzina i spotkać się z nią po raz trzeci.

Taccjana Chomicz, siostra opozycjonistki, sama pozostaje poza Białorusią. W rozmowie z PAP przyznała, że w ich rodzinie toczyły się rozmowy na temat zagrożenia. - Masza miała możliwość wyjazdu. Rozmawialiśmy o tym z tatą, ale ona cały czas powtarzała, że nie wyjedzie. I ja, i tata, dobrze ją znamy i wiedzieliśmy, że nie zmieni zdania. Rozumiemy jej decyzję i popieramy ją - deklarowała, tłumacząc, że choć brali pod uwagę, że coś takiego może się zdarzyć, nie ma możliwości, by się na taką sytuację psychicznie czy emocjonalnie przygotować. 

- Te dwa dni, kiedy nie wiedzieliśmy, co się z nią dzieje, były straszne. Jednak my, jej rodzina, nie mamy prawa się poddawać, załamać się, gdy ona walczy - mówiła Chomicz. Według relacji świadków, na granicy białorusko-ukraińskiej, gdy służby próbowały wywieźć Kalesnikawą z kraju, ona podarła swój paszport. - Masza wierzy, że Białoruś może się zmienić, że już się zmieniła i to ją napędza. Z drugiej strony nie miała żadnych iluzji co do tego, że nie jest bezpieczna ani ona, ani nikt z jej otoczenia - opowiada Chomicz.

- Gdy na drugi dzień po jej zniknięciu Anton Radniankou i Iwan Kraucou opowiedzieli, że widzieli Maszę na granicy, była cała, zdrowa i zdecydowanie sprzeciwiała się próbom zmuszenia jej do czegokolwiek, po raz pierwszy odetchnęłam z ulgą. Ciągle nie było jeszcze pewnej informacji, gdzie jest, ale przynajmniej wiedziałam, że się nie załamała i nie poddaje się - wspominała siostra opozycjonistki.

Kim jest Maryja Kalesnikawa?

Kalesnikawa jest muzyczką, gra na flecie. Przez wiele lat mieszkała w Niemczech. W ostatnich latach, jak opowiada Taccjana Chomicz, coraz bardziej angażowała się w projekty międzynarodowe, również z udziałem Białorusi i spędzała w Mińsku bardzo dużo czasu. Gdy została szefową prowadzonej przez Biełhazprambank przestrzeni kulturalnej OK16 w Mińsku, dzieliła swoje życie pomiędzy Białorusią i Niemcami. Na wiosnę bieżącego roku przeniosła się na stałe do Mińska.

W maju szef Biełhazprambanku Wiktar Babaryka ogłosił, że zamierza wystartować w sierpniowych wyborach prezydenckich. - Maryja nie zastanawiała się ani sekundy, kiedy zaproponował jej pracę dla swojego sztabu - wspomina w rozmowie z PAP Chomicz. W ślad za nią w działania na rzecz sztabu zaangażowało się wielu jej znajomych, ale też tysiące Białorusinów. Do komitetu wyborczego (grupy inicjatywnej) Babaryki zapisała się rekordowa liczba ok. 10 tys. osób.

W czerwcu Babarykę zatrzymano i zarzucono mu przestępstwa finansowe. - Praktycznie codziennie zatrzymywano kogoś ze sztabu, a potem z połączonych sztabów, z Rady Koordynacyjnej. Maryja mówiła cały czas, że nie wyjedzie z kraju, gdy jej przyjaciele i współpracownicy są w więzieniu - mówi Taccjana, dodając, że "kiedy Masza coś sobie postanowi, idzie do końca".

- Masza jest artystką, ale jest też wojownikiem. W krótkim czasie stała się politykiem - mówi Taccjana. Uważa, że Maryja nadal wierzy w przemiany i w to, że "Białoruś przebudziła się", gdy ludzie zobaczyli, jak władze traktują opozycyjnych kandydatów w wyborach, wsadzając ich do aresztów i więzień, jak jeszcze przed wyborami rozpędzano protesty. W końcu - gdy przekonali się, jaką skalę miały fałszerstwa podczas wyborów.

Z rozmowy z prawniczką Ludmiłą Kazak Taccjana wie, że Maryja "jest pełna energii, czuje się dobrze i nie poddaje się". - Ma na ciele obrażenia, siniaki na rękach, chyba od tego, że była wpychana do auta i przytrzymywana siłą. Adwokatka zapowiedziała, że będzie żądać obdukcji. Liczymy też na wszczęcie sprawy karnej w związku z porwaniem i groźbami pozbawienia życia, które kierowali pod jej adresem funkcjonariusze - mówi Chomicz, dodając, że ma nadzieję na zmianę środka zapobiegawczego i wypuszczenie siostry z aresztu.

Kalesnikawa jest podejrzana o "wezwania do przejęcia władzy" w ramach postępowania, które Komitet Śledczy wszczął wobec Rady Koordynacyjnej. Zatrzymana 7 września rano w Mińsku przez nieznanych ludzi, została przewieziona do siedziby wydziału do walki z zorganizowaną przestępczością, gdzie spędziła około połowy dnia. Potem trafiła do KGB Białorusi i tam żądano od niej deklaracji, że wyjedzie za granicę. W nocy wywieziono opozycjonistkę na granicę białorusko-ukraińską i siłą próbowano zmusić do opuszczenia kraju. Z relacji współpracowników Kalesnikawej Antona Radniankaua i Iwana Kraucoua, aby tego uniknąć, kobieta porwała swój paszport i przez okno wydostała się z auta, którym razem jechali. Za przestępstwa z artykułu 361.3 Kodeksu Karnego Białorusi, mówiącego m.in. o publicznych wezwaniach do przejęcia władzy lub działań na szkodę bezpieczeństwa państwa z wykorzystaniem mediów i internetu, grozi kara pozbawienia wolności od dwóch do pięciu lat. 

DOSTĘP PREMIUM