Sierakowski: Białoruskie kobiety są absolutnymi kandydatkami do pokojowego Nobla

- Kobiety wychodzą na ulice i się w ogóle nie certolą. To one zdejmują kominiarki omonowcom, przez co robią z nich malusieńkich tchórzy, którzy zaczynają się chować - mówił w programie "Goście Passenta" red. Sławomir Sierakowski, który podkreślał wyjątkową rolę kobiet w protestach na Białorusi.
Zobacz wideo

W poniedziałek (14 września) w Soczi ma dojść do spotkania Alaksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem. W niedzielnej audycji redaktor Daniel Passent zastanawiał się, czego białoruski przywódca będzie oczekiwał od prezydenta Rosji. Zdaniem Sławomira Sierakowskiego, dziennikarza "Krytyki politycznej", który ostatni miesiąc spędził na Białorusi - Łukaszenka będzie chciał gwarancji, że nawet jeżeli jego aparat przemocy zacznie się "sypać", Moskwa mu pomoże. A czy w ogóle jest możliwe, że aparat Łukaszenki mu się przeciwstawi? Według Sierakowskiego - tak. 

- Ta ciągła pokojowa presja społeczna może oznaczać, że wytrzymałość [tego aparatu - red.] pęknie. Na OMON oczywiście nie ma co liczyć. To są zwyrodnialcy formatowani od małego do bycia lojalnymi Łukaszence. Ale już ze strony milicji jest wiele sygnałów, że mają dość atakowania własnych ludzi i bycia przez nich nienawidzonym - wskazywał dziennikarz. 

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Protesty na Białorusi trwają nieprzerwanie od 9 sierpnia, czyli wyborów prezydenckich, których wyniki zostały sfałszowane. Sierakowski podkreślał, że strajkujący stale zmieniają strategię i są w swoich działaniach niezwykle kreatywni. Obecnie, jak mówił, popularne stało się organizowanie protestów na osiedlach. Mają one najczęściej formę "patriotycznych fet", podczas których się śpiewa i jednoczy. - Ale cały czas są dwie formy protestów, z którymi władza sobie nie radzi i one są bardzo niebezpieczne dla władzy, bo tu łatwo popełnić błąd - zaznaczył gość redaktora Passenta. Jedną z nich, jak dodał, są sobotnie protesty kobiet, a drugą - wielotysięczne marsze jedności, które odbywają się w niedziele. 

- Kobiety wychodzą i się w ogóle nie certolą. To one zdejmują kominiarki omonowcom, przez co robią z nich malusieńkich tchórzy, którzy zaczynają się chować - mówił Sierakowski. - A jeśli chodzi o marsze jedności, tu władza ciągle nie wie, co ma robić. Tych ludzi nie da się przecież aresztować, a strzelanie do nich prawdopodobnie wywołałoby falę strajków w zakładach - dodał.

Dopytywany, kto po stronie opozycji wydaje rozkazy - Sierakowski odparł, iż nie ma tam jednego konkretnego lidera. - Natomiast są osoby, które są popularne, mają charyzmę. Wydaje mi się, że w tej chwili osobą, która ma największy respekt na ulicy jest Maryja Kalesnikawa - wskazał. Przypomnijmy, kilka tygodni temu reżim Łukaszenki chciał wyrzucić ją z kraju, ale kobieta podarła swój paszport i uciekła z auta. Obecnie przebywa w areszcie. 

- Natomiast Cichanouska jest bardzo szanowana i bardzo dobrze spełnią swoją rolę alternatywnej głowy państwa, co jest strasznie irytującą sytuacją dla Łukaszenki - nadmienił Sierakowski.

O roli kobiet w tamtejszych protestach mówiła też prof. Renata Mieńkowska-Norkiene. Jej zdaniem to, co się dzieje na Białorusi "jest istotne z punktu widzenia generalnego udziału kobiet w polityce". - Nagle się okazuje, że mężczyźni jednak nie potrafią się zdobyć na odwagę, kiedy trzeba zrobić tak ważny gest, jak zrobiła na przykład Kalesnikawa - powiedziała. Zwróciła też uwagę, że Cichanouska i Kalesnikawa "pięknie podzieliły się zadaniami". Ta pierwsza poza granicami Białorusi zwraca uwagę na to, co dzieje się w tym państwie. Natomiast ta druga - "pokazuje swoją odwagę tam na miejscu".

Zdaniem Sławomira Sierakowskiego, na każdym kroku powinno się podkreślać ogromną rolę kobiet w białoruskich protestach. - W najbardziej kryzysowych sytuacjach wychodzą właśnie kobiety. Tak było na przykład 13 sierpnia, kiedy protest praktycznie był zduszony terrorem, torturami i aresztowaniami kilku tysięcy osób. Wtedy spontaniczne wyjście kobiet na ulice i stanie tam przez cały dzień spowodowało, że całe państwo stanęło. To zadziałało jak atomowa fala. Potem wyszli lekarze, robotnicy, zaczęła strajkować telewizja publiczna. Państwo Łukaszence wyrwało się spod kontroli - wspominał dziennikarz "Krytyki politycznej", który obserwował tę sytuację na miejscu. Od tamtej pory, jak dodał, kobiety wychodzą na ulice w każdą sobotę. - Świat musi znać rolę kobiet, one są absolutnymi i jedynymi według mnie dziś na świecie kandydatkami do pokojowego Nobla - podsumował Sierakowski.

Zatrzymania po sobotnich protestach

Wczoraj (12 września) kobiety także wyszły na ulice Mińska. Niestety wiele osób zostało aresztowanych, często z użyciem przemocy. 

Na placu Wolności, który był miejscem zbiórki, milicja dość szybko rozpoczęła zatrzymania, po ostrzeżeniach, że zgromadzenie odbywa się bez zgody władz. Zatrzymywanych - głównie kobiety - zabierali także ludzie bez dystynkcji wskazujących, jakie służby reprezentują, i w kominiarkach zasłaniających twarze. Jak podawało Radio Swaboda, funkcjonariusze działali brutalnie. Niektóre kobiety zostały pobite do krwi, gdy próbowały ściągnąć napastnikom kominiarki.

W niedzielę białoruskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podało, że w sobotnich protestach zatrzymano łącznie 114 osób. 

DOSTĘP PREMIUM