Białorusini znów wyszli protestować. Zatrzymano około 250 osób

Około 250 uczestników opozycyjnych protestów zostało zatrzymanych w niedzielę w różnych dzielnicach Mińska - poinformowało białoruskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w oświadczeniu. Jednym z zatrzymanych jest dziennikarz telewizji Biełsat Arciom Lawa.
Zobacz wideo

W komunikacie napisano, że wszyscy zatrzymani "wykorzystywali flagi i inną symbolikę niezarejestrowaną zgodnie z obowiązującymi przepisami, a także plakaty różnej treści, w tym obraźliwe". MSW twierdzi, że kontroluje sytuację związaną z nielegalnymi zgromadzeniami w kraju.

Niezależne portale białoruskie opublikowały nagrania wideo, na których widać wielotysięczny tłum idący ulicami Mińska. Według agencji Interfax-Zapad, powołującej się na naocznych świadków, w proteście bierze udział ponad 150 tysięcy osób.

Centrum praw człowieka Wiasna poinformowało, że zatrzymany został dziennikarz telewizji Biełsat Arciom Lawa. Przewieziono go na komisariat.

Wcześniej media informowały o rozpędzaniu w różnych miejscach Mińska grup demonstrantów kierujących się do centrum miasta. Wielotysięczne marsze na Białorusi odbywają się w każdą niedzielę. Demonstrujący domagają m.in. powtórki wyborów prezydenckich i przeprowadzenia ich w sposób uczciwy, demokratyczny i jawny. 

Protesty odbywają się także w soboty - wtedy na ulice wychodzą kobiety. W ostatnią sobotę zatrzymanych zostało 114 osób, część z nich z użyciem przemocy. 

O wyjątkowej roli kobiet w TOK FM mówił Sławomir Sierakowski, dziennikarz "Krytyki politycznej", który przez miesiąc był na Białorusi. - Kobiety wychodzą na ulice i się w ogóle nie certolą. To one zdejmują kominiarki omonowcom, przez co robią z nich malusieńkich tchórzy, którzy zaczynają się chować - opisywał. 

DOSTĘP PREMIUM