Po pożarze obozu uchodźców na Lesbos. "Ludzie wciąż koczują, ale już budowany jest nowy. Wygląda jak więzienie"

Po wielkim pożarze obozu Moria ludzie mieszkają w namiotach wzdłuż drogi, na parkingach. - W poniedziałek wszyscy mogli dostać jedzenie. Wiele tysięcy osób nic nie jadło przez cztery dni po pożarze - mówił w TOK FM Karol Kras, działacz społeczny.
Zobacz wideo

W środę nad ranem wybuchł pożar w obozie dla uchodźców Moria na greckiej wyspie Lesbos. Przebywało tam ponad 12 700 migrantów ubiegających się o azyl.

Według Karola Krasa, działacza społecznego i współpracownika Janiny Ochojskiej, sytuacja nadal nie została opanowana, choć jest lepsza niż w trakcie pierwszych dni po pożarze. Mówił o tym w "Popołudniu" Radia TOK FM. - Dziś (w poniedziałek - red.) wszyscy mogli dostać jedzenie. Przez pierwsze cztery dni przynajmniej raz jedzenie dostało 2 tysiące osób, a wiele tysięcy osób nie jadło nic przez te cztery dni - relacjonował Karol Kras, który obecnie został wyrzucony przez policję z terenu, który zajmują uchodźcy za nagrywania kolejki do jedzenia. - Rząd ani policja nie chcą tego pokazywać - tłumaczył. 

Jak dodał, "policja zablokowała też drogę do miasta pod pretekstem kwarantanny covidowej, a ludzie zostali na tej drodze." Na razie więc ludzie mieszkają w namiotach wzdłuż drogi, koczują na parkingach. - Jak komuś się udało wynieść naczynia, to gotuje dla innych - mówił Kras. Te naczynia były wynoszone już ze zgliszczy. W małym sklepiku w górach ludzie zaopatrują się w hurtowe ilości ryżu, soczewicy. 

- Budowany jest nowy obóz, który wygląda jak więzienie. Armia przejęła nad nim kontrolę. Jak ktoś wejdzie, to nie będzie mógł wyjść. Dziennikarze też tam nie mogą wchodzić, tylko pierwszego dnia zostali oprowadzeni - opowiadał gość Pawła Sulika. W nowym obozie miejsc jest dużo mniej niż w Morii, mają tam trafić jedynie rodziny. 

Jak opowiadał jednak działacz społeczny, ludzie nie mają żadnych informacji na temat tego, co dalej z nimi będzie. - Nie mają elektryczności, więc nie mogą nawet wejść na Facebooka, nie mają żadnych kontaktów z światem - mówił Kras. 

DOSTĘP PREMIUM