Białoruś. Kilkaset protestujących kobiet zatrzymanych. Milicji brakło miejsc w samochodach

Funkcjonariusze OMON-u i zamaskowani tajniacy w kombinezonach zatrzymali kilkaset uczestniczek marszu kobiet w Mińsku. Na pewno zatrzymano co najmniej 159 protestujących, niektóre źródła mówią, że mogło to być nawet ponad 250 osób. Gdy samochody z zatrzymanymi ruszyły, jak relacjonuje Andrzej Poczobut, ludzie skandowali: "Hańba".
Zobacz wideo

Wśród zatrzymanych kobiet, jak informują niezależne źródła, jest m.in.  73-letnia weteranka białoruskiej opozycji Ninę Bahińska.

Jak informuje na Twitterze Andrzej Poczobut, zatrzymano tak dużo uczestniczek pokojowego protestu, że zabrakło miejsc w milicyjnych samochodach. Dlatego cześć kobiet wypuszczono - wśród nich, jak podaje Centrum Praw Człowieka "Wiasna", była Bahińska.

Kiedy samochody z zatrzymanymi ruszyły słychać było okrzyki: "Hańba".

W marszu kobiet wzięło udział ok. dwa tysiące uczestniczek. Kobiety, które niosły m.in. biało-czerwono-białe flagi, parasolki i balony. Domagały się dymisji Alaksandra Łukaszenki, uwolnienia więźniów politycznych i zaprzestania przemocy.

Protesty na Białorusi po wyborach prezydenckich

Marsz kobiet to tradycyjne wydarzenie trwających od 9 sierpnia protestów. Manifestacje zaczęły się w dniu wyborów prezydenckich, gdy ogłoszono, że według oficjalnych wyników wygrał Alaksandr Łukaszenka (miał zdobyć  80,1 proc. głosów).

W ubiegłym tygodniu podczas sobotnich protestów - według oficjalnych danych białoruskiego MSW - zatrzymano w Mińsku ok. 100 osób. Dzień później podczas manifestacji w stolicy zatrzymano ponad 500 osób, a w całym kraju 774.

Posłuchaj podcastu.

DOSTĘP PREMIUM