"Łukaszenki może nie zmieść ta rewolucja, tylko wyraźnie moskiewska kontrrewolucja"

Ludzie wychodzą na ulice, ale nic z tego nie wynika. Władza nie uległa dekompozycji, nie ma żadnej implozji systemu, czy przechodzenia na stronę opozycji - oceniał w TOK FM Witold Jurasz, dziennikarz Onetu.
Zobacz wideo

W środę po kryjomu samozwańczy prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenko został zaprzysiężony na kolejną kadencję. Wieczorem ludzie znów wyszli na ulice, a w całym kraju zatrzymano ponad 360 osób.

Łukaszenki za prezydenta Białorusi nie uznają kolejne kraje Unii Europejskiej, w tym Polska. Zdaniem Witolda Jurasza, dziennikarza Onetu, takie deklaracje na pewno nie pozostaną bez reakcji Białorusi. – Logicznym krokiem byłoby obniżenie rangi stosunków dyplomatycznych. Nie wykluczam, że Białoruś zrobi to jako pierwsza, oni wyraźnie czerpią wzorce z tradycji dobrej i sprawnej dyplomacji radzieckiej – ocenił Jurasz.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Podkreślił, że taki krok ze strony państw zachodnich jest logiczny, natomiast trzeba już myśleć o kolejnych ruchach. – Co zrobimy w sytuacji, kiedy Łukaszence jednak uda się zdławić protesty. Wtedy już będą potrzebne sankcje w wersji turbo. Do tej pory jedyne co one dawały, to izolacja Łukaszenki. Jednak nieuznawanie go za prezydenta daje ten sam efekt. To nas nie przybliża do pozytywnego końca – mówił Jurasz.

Gość TOK FM podkreślał, że choć minęło 50 dni od wyborów to białoruska opozycja nadal nie osiągnęła konkretnych wyników. – Ludzie wychodzą na ulice, ale nic z tego nie wynika. Władza nie uległa dekompozycji, nie ma żadnej implozji systemu, czy przechodzenia na stronę opozycji. Oni robią to, co esbecy w Polsce w 1981 roku. Oni przekonywali towarzyszy niskiego szczebla, że jak przyjdzie Solidarność, to ich wykończy. Białoruska opozycja robi to samo z urzędnikami Łukaszenki. Tak stara się ich przekonać do przejścia na drugą stronę, tylko efekt jest odwrotny, bo oni jeszcze bardziej ochoczo bronią reżimu – mówił dziennikarz.  

Witold Jurasz zaznaczał, że to co mówi nie oznacza, że jest fanem Łukaszenki, a przeciwnikiem opozycji. – Bo można być za rewolucją, ale taką, która przynosi konkretne korzyści. Ja obawiam się bardziej, że Łukaszenkę nie zmiecie rewolucja, tylko wyraźnie moskiewska kontrrewolucja – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM