Prof. Lewicki o debacie w USA: Po Trumpie nikt się kultury nie spodziewał, a Biden dał się ponieść

- Przedziwna historia. Trump zainicjował to przerywanie i nieprzestrzeganie reguł, ale Biden także to robił. Bardzo specyficzna rozmowa. Pytanie, jak zareagują na to wyborcy - komentował w TOK FM pierwszą debatę kandydatów na prezydenta USA prof. Zbigniew Lewicki.
Zobacz wideo

Chaotyczna, pełna wzajemnego przerywania sobie i osobistych wycieczek - taka była pierwsza debata między kandydatami na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Joe Biden i Donald Trump spotkali się na scenie w Cleveland i wymieniali ciosy na temat tego, jak obecny prezydent radzi sobie z pandemią, wymiany składu Sądu Najwyższego i systemowego rasizmu w kraju.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Zdaniem profesora Zbigniewa Lewickiego, amerykanisty, była to debata zupełnie inna niż wszystkie poprzednie. – Przedziwna historia. Trump zainicjował to przerywanie i nieprzestrzeganie reguł, ale Biden także to robił. Bardzo specyficzna rozmowa. Pytanie, jak zareagują na to wyborcy. Kto na tym zyska, a kto straci. Co ciekawe, żaden z komentatorów w USA nie potrafił powiedzieć jaka będzie reakcja Amerykanów na taką debatę – wskazywał prof. Lewicki.

Jego zdaniem ostra formuła debaty całkowicie przykryła jej warstwę merytoryczną. – Pewnie wielu obserwujących nie jest nawet w stanie jej streścić. Bo do tego potrzebna jest normalna wymiana poglądów, argumentów. Tutaj skakano po tematach, a cała treść zniknęła w krzyku, przerywaniu sobie i wzajemnym oskarżaniu się – ocenił ekspert.

Gość TOK FM dodawał, że po Donaldzie Trumpie wszyscy spodziewali się tego typu bezczelności. To, że Joe Biden wszedł w taką konwencję było sporym zaskoczeniem. – Kandydat Demokratów stanął przed trudnym wyborem. Wiadomo, kultura i opanowanie przemawiałaby do widzów, jednak Trump oskarżyłby go pewnie o pasywność, że mu wszystko jedno, że to żaden polityk, tylko mumia. Dlatego trudno było pokazać się ze strony powściągliwej. Było ofensywnie, a to nie jest do końca styl Bidena. O to też chodziło Trumpowi: przerywać, wyprowadzić rywala z równowagi. Po prezydencie nikt się kultury nie spodziewał. To, że Biden dał się ponieść, to nie świadczy o nim dobrze – wyjaśniał profesor Lewicki.

Jego zdaniem pierwsza z trzech debat nie przybliżyła nas do uzyskania odpowiedzi na pytanie, kto w listopadzie zostanie prezydentem USA. – Teraz Biden prowadzi w sondażach, ale to nic nie znaczy. Zasadnicze dla Amerykanów jest pytanie, kogo chciałbym mieć za prezydenta w momencie kryzysu? Kto lepiej poprowadzi naród w trudnej chwili? W mało znanych badaniach opinii publicznej pod tym kątem prowadzi Trump. Nie jako kandydat polityczny, tylko kandydat na przywódcę w trudnym okresie kryzysu gospodarczego – podsumowywał gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM