"Szwedzi zapłacili cenę za brak lockdownu". Koronawirus i upadek mitu odporności stadnej

Dopiero odporność 60 proc. społeczeństwa może świadczyć o odporności populacyjnej wobec koronawirusa. Tymczasem w Szwecji wynosi ona ok. 15 proc. Gość Jakuba Janiszewskiego prostował informacje, które pojawiły się w duńskiej prasie.
Zobacz wideo

Przez media w wielu krajach przebiegła wypowiedź prof. Kima Sneppena, przedstawianego jako jednego z czołowych duńskich epidemiologów. Stwierdził on w rozmowie z gazetą "Politiken", że Szwecji udało się nabyć odporność stadną na koronawirusa. - Najprawdopodobniej epidemia w Szwecji wygasła - stwierdził naukowiec.

Jednak Jakub Janiszewski w "Połączeniu" powątpiewał w te deklaracje - stwierdził m.in., że prof. Sneppen wcale nie jest epidemiologiem, tylko specjalistą od tzw. biozłożoności, a instytut, w którym pracuje, zajmuje się fizyką. Jego gość, Rafał Halik, epidemiolog z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego Państwowego Zakładu Higieny, zwracał uwagę na jeszcze jedną kwestię, którą dostrzegli również duńscy czytelnicy. Chodzi o to, że wniosek o nabyciu przez Szwedów odporności stadnej wysnuty jest na podstawie danych o mniejszej liczbie zachorowań, kiedy porówna się Szwecję i np. Danię.

A tymczasem wskaźniki odporności populacyjnej są zupełnie inne. - 60 proc. społeczeństwa musi mieć przeciwciała i zdolność do obrony przed koronawirusem - wskazał Rafał Halik. A jak to wygląda w Szwecji? Ostatnie, pochodzące z sierpnia dane mówią, że przeciwciała wykazuje zaledwie 15 proc. mieszkańców tego kraju. Do tego w ostatnich tygodniach notowane są wzrosty liczby zakażeń oraz zgonów. 

- Odporność populacyjna jest wówczas, gdy tak wiele osób jest odpornych na daną chorobę, że zarazek ma przecięte drogi szerzenia i proces epidemiczny jest zatrzymany. Próg jest różny w zależności od zarazka i jego zdolności szerzenia się - wskazywał ekspert. Tu ważną wytyczną jest wskaźnik mówiący o tym, ile przeciętnie jeden chory zaraża kolejnych osób. Im wyższy jest ten wskaźnik, tym wyższy musi być również próg odporności. W przypadku koronawirusa wskaźnik wynosi ok. 2,4 osoby, podczas gdy w przypadku odry - 14-16. Dlatego tu próg odporności musi być znacząco wyższy - nawet powyżej 90 proc. 

 Wszystko to należy przepuścić przez jeszcze inny filtr - chodzi o naszą wiedzę dotyczącą samego nabywania odporności przez poszczególnych ozdrowieńców. Jak wskazywał Rafał Halik, są dane, które mówią, że po lekkim lub bezobjawowym przebyciu koronawirusa nie ma dowodów, że przeciwciała w ogóle się wydzielają. W takiej sytuacji znacznie trudniej jest określić poziom odporności całego społeczeństwa. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Cena braku lockdownu

Gość Jakuba Janiszewskiego przyznał, że szwedzkie podejście do obostrzeń zmieniło się - główny epidemiolog kraju Anders Tegnell zapowiedział wręcz wprowadzanie lokalnych minilockdownów. Z drugiej strony Europa przejęła nieco podejście szwedzkie. Efekt jest taki, że poziom obostrzeń w Polsce i w Szwecji jest w tej chwili podobny. - Gdyby Polacy nagle wprowadzili takie obostrzenia, jakie ma Szwecja, to poczuliby się jak pod opieką siostry Mildred Ratched (bohaterka książki "Lot nad kukułczym gniazdem", a ostatnio serialu, demoniczna pielęgniarka na oddziale psychiatrycznym - red.). W Szwecji nie ma mowy o weselach powyżej 50 osób, a dzieci powyżej 16. roku życia nie wysyła się do szkół. Wszystko opiera się na wzajemnej kontroli społecznej, dystansowaniu się. Każdy Szwed zważa na to, co robią inni obywatele - wyliczał Rafał Halik, który dodał, że w niektórych aspektach Polacy są bardziej liberalni niż Szwedzi. 

O ile w wielu krajach lockdown wprowadzany był - jak to ujął gość TOK FM - paranoicznie, o tyle Szwedów przestrzegano przed rezygnacją z blokady kraju. I rzeczywiście, pierwsza fala zachorowań była bardzo wypiętrzona. - Szwedzi zapłacili cenę za brak lockdownu, nie udało się uratować gospodarki. Tylko 2,5 tys. osób hospitalizowano na OIOM-ach, zmarło ponad 5,6 tys. osób. A to oznacza, że bardzo wiele osób umierało w domach opieki, bez fachowego leczenia. Dodatkowa umieralność z innych powodów wzrosła o 50 proc. - wyliczał ekspert.

DOSTĘP PREMIUM