Witold Waszczykowski o wyborach w USA: Biden nie będzie rządzić, on wygra dla kogoś

- Patrząc na obu polityków widać gołym okiem, że Biden nie będzie rządzić tym krajem, on wygra te wybory dla kogoś. Pytanie, dla kogo. Jaka koteria waszyngtońska będzie tym rządzić? To jest problem, ponieważ mamy do czynienia z największym mocarstwem światowym - stwierdził w TOK FM były szef MSZ Witold Waszczykowski.
Zobacz wideo

Na oficjalne wyniki wyborów w USA trzeba jeszcze poczekać, jednak według ostatnich informacji Joe Biden zdobył 220 głosów elektorskich, a Donald Trump 213. Próg wygranej to 270. Cały świat śledzi doniesienia ze Stanów Zjednoczonych - również Witold Waszczykowski, były szef polskiego MSZ, dzisiaj eurodeputowany PiS, przyznał na antenie TOK FM, że udzielają mu się wyborcze emocje. 

Podkreślał, że relacje Polski i USA są bardzo ważne. - Przede wszystkim dla naszego bezpieczeństwa, ale również dla sytuacji gospodarczej. Amerykanie są naszym poważnym partnerem jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa energetycznego, mamy zapowiedzi współpracy w dziedzinie nuklearnej. Jest to wielopłaszczyznowa współpraca - zauważał Waszczykowski. 

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

- Stany Zjednoczone to jest globalne mocarstwo, istotne dla pokoju na świecie, więc ważne jest, kto rządzi w Białym Domu - stwierdził. Zaznaczył jednak, że zwycięstwo Bidena może nie przynieść rewolucji w stosunkach polsko-amerykańskich. - Jeśli Biden wygra, to łączą nas te same kwestie, czyli bezpieczeństwo, geopolityka, to samo spojrzenie na zagrożenie ze strony Rosji, spojrzenie na współpracę energetyczną Będziemy nadal kupować gaz i broń od Amerykanów. Nie kupujemy tego od administracji amerykańskiej, ale od koncernów - ocenił. 

Zdaniem Witolda Waszczykowskiego zarówno Trumpowi, jak i Bidenowi będzie zależało na tym, żeby amerykańskie koncerny nadal handlowały z Polską.  - Drugorzędne czy trzeciorzędne cechy tych relacji mogą ulec zmianie. W przypadku zwycięstwa Bidena, tak jak za czasów Obamy, mogą się pokazać jakieś fochy - stwierdził były szef MSZ. - Prezydent Obama też sobie pozwalał, kiedy odwiedzał nas podczas szczytu NATO w Warszawie, na jakieś kąśliwe uwagi w czasie spotkania z prezydentem Dudą - przypomniał. 

- Mnie martwi co innego, czyli to, że kierunek polityki amerykańskiej może ulec zmianie - zauważył. - Patrząc na obu polityków widać gołym okiem, że Biden nie będzie rządzić tym krajem, on wygra te wybory dla kogoś. Pytanie, dla kogo. Jaka koteria waszyngtońska będzie tym rządzić? To jest problem, ponieważ mamy do czynienia z największym mocarstwem światowym - ocenił. 

Jak mówił dalej, Trump jest jego zdaniem "politykiem zdeterminowanym". - Jasno określił interesy amerykańskie, za co jest krytykowany. Ale jakie interesy ma bronić, jeśli nie swojego kraju? Do tej pory było tak, że Amerykanie roztaczali parasol obronny nad Europą, ale też nad niektórymi państwami Dalekiego Wschodu, Azji i Oceanii - zauważał. - Trump zaczął domagać się, żeby zobowiązania, które zostały podjęte jeszcze za czasów Obamy, zostały zrealizowane - dodał. I zaznaczył, że szczególnie Trump domagał się tego od Niemców. 

- Myśmy przed laty ulegali pewnym sugestiom świętej pamięci Zbigniewa Brzezińskiego, który mówił, żeby być jak najbliżej Niemiec, to będziemy wiarygodnym partnerem USA. Poprzednie rządy zbliżyły się bardzo do Niemiec, wręcz podporządkowały. Efekt był taki, że prezydent Obama stracił nas z horyzontu, ponieważ uznał, że sprawa jest zagospodarowana przez Niemców. Zaczął mówić o resecie z Rosją - stwierdził Waszczykowski. - Chwała mu, że po larach się zreflektował i wrócił do tradycyjnej polityki amerykańskiej, czyli postrzegania Rosji jako konkurenta - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM