Trump już mówi, że wybory sfałszowano. "Skala fake newsów jest niesłychana nawet jak na USA"

Liczenie głosów w Stanach Zjednoczonych cały czas trwa, Donald Trump mówi o oszustwach wyborczych, a coraz więcej wskazuje na to, że zwycięzcą zostanie Joe Biden. - Biden ma wiele ścieżek, wystarczy mu znacznie mniej niż Trumpowi, który musi wziąć wszystko - ocenił w TOK FM korespondent "Gazety Wyborczej" Maciej Czarnecki.
Zobacz wideo

Maciej Czarnecki, dziennikarz "Gazety Wyborczej", który obserwuje wybory w USA na miejscu, w Filadelfii, ocenił w TOK FM, że w tej chwili sytuacja Joe Bidena wygląda zdecydowanie lepiej niż Donalda Trumpa. - Joe Biden w Nevadzie i Arizonie minimalnie prowadzi, w Georgii i Pensylwanii nieznacznie przegrywa. Ale większość kart, na które teraz czekamy, powinna mu sprzyjać. Wiele pochodzi z terenów sprzyjającym Demokratom, z głosowania korespondencyjnego, z którego częściej korzystali wyborcy Bidena - zauważył. 

- I nie ma w tym nic ani dziwnego, ani podejrzanego - podkreślił. Przypomniał, że Donald Trump już w pierwszą noc po wyborach mówił o oszustwach wyborczych. - W budynku, w którym liczy się głosy w Filadelfii, zamontowane są kamery, każdy może obejrzeć transmisje w sieci - podkreślał. I ocenił, że niesłuszne zarzuty o fałszowanie wyborów rozpowszechniają w większości "internetowe trolle Donalda Trumpa", a "skala fake newsów, nawet jak na USA, jest niespotykanie wysoka".  

Jak zauważał, głosy wysłane pocztą są zliczane później. Ich efekt było widać w Pensylwanii, gdzie odkąd zaczęto je zliczać, malała przewaga Donalda Trumpa. Wyjaśniał również, że w różnych stanach głosy korespondencyjne zaczęły być liczone w innym czasie . - Floryda podała wynik bardzo szybko, już w noc wyborczą, ale na Pensylwanię musimy poczekać - zaznaczył. - Pensylwania dwoi i się troi, żeby policzyć te głosy jak najszybciej, stara się też, żeby ten proces był jak najbardziej przejrzysty - dodał. 

Gość TOK FM przypomniał, że w Pensylwanii zazwyczaj wygrywali demokraci, choć w ostatnich wyborach stan wybrał Donalda Trumpa, a nie Hillary Clinton. Jednym z zadań, jakie stało w tym roku przed Joe Bidenem, było odbicie Trumpowi tych stanów, gdzie zwykle zwyciężał kandydat Demokratów. - Mówiono już przed wyborami, że kluczem do zwycięstwa Bidena będzie odbudowanie tego muru, już widać, że udało mu się to w Wisconsin i Michigan - stwierdził Czarnecki. - Natomiast Pensylwania, mimo że jest największym łupem, to ona nie jest już niezbędna Bidenowi to zwycięstwa - dodał. 

 - Biden ma wiele ścieżek, wystarczy mu znacznie niej niż Trumpowi, który musi wziąć wszystko - ocenił. Zwycięzca wciąż nie jest znany w Georgii, Karolinie Północnej, Nevadzie i Pensylwanii. Czasami różnica jest bardzo niewielka, jak w Nevadzie, gdzie Trumpa i Bidena dzieli około osiem tysięcy głosów. Jednak Czarnecki zauważał, że teraz zostaną tam zliczone głosy z Las Vegas, a duże miasta częściej głosują na demokratów. - Na tym etapie nie wydaje mi się, żeby Trump zdołał odrobić stratę do Biedna. 

Część mediów, jak Associated Press i Fox News, przyznała już Bidenowi zwycięstwo w Arizonie. Jednak zdaniem Czarneckiego, w tych przewidywaniach należy być bardziej powściągliwym. - Byłbym bardziej ostrożny, ale jest duże prawdopodobieństwo, że padnie łupem Bidena - przyznał. Obecnie, według najnowszych informacji CNN, Biden zdobył w całym kraju 253 głosy elektorskie, a Trump 213. 

DOSTĘP PREMIUM