Cztery lata temu charakter pomógł Trumpowi wygrać. Teraz nie pozwoli mu pogodzić się z porażką

Choć oficalnych wyników wyborów prezydenckich w USA jeszcze nie ma, to amerykańskie media ogłosiły już zwycięstwo Demokraty Joe Bidena. - To daje nadzieję, że będziemy się czuli bezpieczniejsi, pewniejsi tego, co będzie jutro - komentował w TOK FM Ryszard Schnepf, były ambasador Polski w USA.
Zobacz wideo

W sobotę do przeliczenia w amerykańskich wyborach pozostało już na tyle mało głosów, że największe amerykańskie telewizje oraz agencja Associated Press zgodnie uznały, że Biden nie straci już przewagi nad rywalem Donaldem Trumpem, wygra wyścig o Biały Dom i zostanie 46. prezydentem USA. Na ręce kandydata Demokratów z całego świata płyną gratulacje, złożył je również republikański senator USA Mitt Romney.

Jednak urzędujący prezydent Donald Trump nie uznaje porażki i przekonuje, że wybory wciąż trwają. Zapowiada również lawinę pozwów do sądów, związanych m.in. ze zliczaniem głosów.

- Z przyczyn charakterologicznych trudno mu będzie pogodzić się z porażką. On ma taką osobowość, która przyczyniła się do zwycięstwa cztery lata temu, a teraz sprawi, że będzie z trudem rezygnował. Należy podejrzewać, że sądy będą zasypywane pozwami dotyczącymi wstrzymania zliczania głosów lub ich ponownego zliczania - mówił w TOK FM dr Marcin Fatalski z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ. 

Zdaniem rozmówcy Macieja Głogowskiego w pewnym momencie wkroczą sami Republikanie. - Uznają, że należy tę kwestię zamknąć, bo próba zakwestionowania demokratycznego mandatu spowodowałaby taki wyłom w ładzie politycznym USA, który w przyszłości groziłby im samym. To jest kraj o wysokiej kulturze politycznej i trwałości instytucjonalnej. Mimo głębokich podziałów elity polityczne są przywiązane do reguł. Trump się tym regułom wymykał - mówił ekspert. 

Joe Biden nowym prezydentem USA. Zadanie: zaufanie

Gość TOK FM podkreślał, że przed nowym prezydentem USA, 77-letnim Demokratą Joe Bidenem, stoi bardzo trudne zadanie zjednoczenia głęboko podzielonego społeczeństwa. Wydaje się, że prezydent-elekt ma tego świadomość. - Jak myślę o polityce USA, trudno mi doszukać się w XX stuleciu punktu odniesienia, jeśli chodzi o głębokość podziałów. Wyborcy traktują się na zasadzie wrogości - wskazywał Fatalski. Przyznał, że kiedy Joe Biden odbierał nominację na kandydata Demokratów w wyścigu o prezydenturę, nie miał przekonania, że będzie do tego najlepszą osobą. - Jest to pan w wieku powyżej średniego, biały mężczyzna. A miał się odwoływać do zróżnicowanych wyborców, których znaczna część wywodzi się z mniejszości - wyliczał. Tymczasem, wszystko na to wskazuje, jako reprezentant nurtu centrowego okazał się strzałem w dziesiątkę. 

Ryszard Schnepf, były ambasador Polski w USA, mówił z kolei, że wybór Bidena na prezydenta USA daje nadzieję, że będziemy się czuli bezpieczniejsi, pewniejsi tego, co będzie jutro. Wskazywał, że jego zdaniem bezpodstawne są obawy o to, że rywal Trumpa odsunie się od Polski. - Biden to człowiek odpowiedzialny, do tego lubi Polskę, zna ją, wielokrotnie tu był. Nie ma powodu, by się niepokoić - uspokajał Schnepf. Zwracał również uwagę na koncyliacyjne umiejętności Bidena. - Potrafi tworzyć koalicje, rozmawiać z ludźmi. Można się spodziewać umocnienia NATO i zbliżenia z UE - przewidywał. 

Kamala Harris pierwszą kobietą na stanowisku wiceprezydenta USA

Schnepf podkreślał również historyczny wymiar tych wyborów, ponieważ w ich wyniku po raz pierwszy na tak wysokim stanowisku znajdzie się kobieta. Kamala Harris zostanie wiceprezydentką USA. - Jej pochodzenie jest w części hinduskie, a w części jamajskie. Wybitna prawnik, była prokurator kalifornijska, znakomita postać, pełna energii, reprezentująca tę część Ameryki, która była mniej widoczna do tej pory - wyliczał Schnepf.

O wielkiej radości na ulicach amerykańskich miast mówił, z kolei, korespondent "Gazety Wyborczej" Maciej Czarnecki, który w chwili rozmowy z Maciejem Głogowskim był w Filadelfii. - Jak pojawiła się informacja o zwycięstwie Bidena, roztrąbiły się klaksony samochodów, ludzie zaczęli krzyczeć z radości, podobne obrazki telewizja pokazuje w Nowym Jorku czy Waszyngtonie. Ale gdzieś na wsi, w małych miasteczkach na terenach "czerwonych" jest dziś wielka smuta - relacjonował. On także zwracał uwagę na potrzebę zaleczenia podziałów i odbudowy zaufania w społeczeństwie. - W swoim oświadczeniu Joe Biden podkreślał, że to wciąż są Stany Zjednoczone. To będzie piekielnie trudne, ale dobrze, że zaczął od takiej retoryki - wskazał Czarnecki.

Jak dodał, mimo deklaracji Trumpa, który nie uznaje przegranej, pewne procesy w USA już się rozpoczęły. Secret Service wysłała dodatkowych agentów pod miejsce pobytu Joe Bidena. Zamknięto również przestrzeń powietrzną nad jego domem. 

DOSTĘP PREMIUM