Donald Trump nie godzi się z wynikiem wyborów. Czy może zostać wyprowadzony siłą z Białego Domu?

Donald Trump nie zamierza pogodzić się z tym, że przegrał, a zamiast gratulować Joe Bidenowi, jego sztab składa kolejne pozwy. - Podstawowy problem polega na tym, że racjonalne argumenty mogą nie zadziałać na zwolenników Donalda Trumpa, bo wiele z tego, co Donald Trump robił do tej pory, było nieracjonalne - ocenił w TOK FM prof. Radosław Rybkowski.
Zobacz wideo

Amerykańskie media podają, że wybory w Stanach Zjednoczonych wygrał Joe Biden, choć oficjalnych wyników jeszcze nie ma. Informacji podawanych przez media nie uznaje Donald Trump, wciąż mówi o fałszerstwach i zapowiada kolejne pozwy. "Proste fakty są takie, że te wybory jeszcze się nie zakończyły. Joe Biden nie został jeszcze oficjalnie uznany za zwycięzcę w żadnym stanie" - napisał w swoim oświadczeniu.

Szanse, że sztabowi Donalda Trumpa rzeczywiście uda się odwrócić wynik wyborów, są nikłe. 

Prof. Izabela Kraśnicka z Zakładu Prawa Międzynarodowego Publicznego Uniwersytetu w Białymstoku wyjaśniała na antenie TOK FM, że obecnie batalia wyborcza toczy się w sądach federalnych i stanowych. - Oznacza to skomplikowaną siatkę pozwów sądowych, którą kilkudziesięcioosobowa ekipa prawników Donalda Trumpa w tej chwili uruchomiła - wyjaśniała ekspertka. - Uruchomiła skutecznie w kontekście ilościowym, ale mniej skutecznie w kontekście jakościowym - oceniła.

Jak mówiła ekspertka, prawnicy Trumpa poszukują najróżniejszych podstaw do unieważnienia głosów wyborczych. Od tych najbardziej błahych, jak marka długopisu użyta do oddania głosu, po znacznie bardziej poważne, które trafiają do Sądu Najwyższego. - To wszystko jest zgodne z prawem amerykańskim - podkreśliła rozmówczyni Piotra Maślaka.  - Ale czy będzie miało swój finał w jakimkolwiek wyroku sądowym, to się jeszcze okaże  - dodała. I zwróciła uwagę na to, że jak dotąd sądy nie uznają pozwów sztabu Trumpa, a niektórzy sędziowie otwarcie je krytykują. 

Zdaniem prof. Radosława Rybkowskiego z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego to, co teraz może się dziać w Stanach Zjednoczonych, trafnie podsumowali w swoim przemówieniu Joe Biden i Kamala Harris. - Wzywali po prostu do jedności, mówili, że ich prezydentura nie będzie prezydenturą podziału na niebieskie i czerwone stany - stwierdził. - Jednak podstawowy problem polega na tym, że racjonalne argumenty mogą nie zadziałać na zwolenników Donalda Trumpa, bo wiele z tego, co Donald Trump robił do tej pory, było nieracjonalne - ocenił. 

Przed Amerykanami miesiące niepewności

Prof. Izabela Kraśnicka zwróciła uwagę na to, pod wieloma względami były to bezprecedensowe wybory. Bez precedensu jest choćby to, że urzędujący prezydent do tej pory nie złożył gratulacji swojemu rywalowi. Piotr Maślak dopytywał, czy jeżeli Donald Trump nie będzie chciał opuścić Białego Domu, to może zostać wyprowadzony stamtąd siłą. Ekspertka nie wykluczyła nawet takiego rozwiązania. - Formalnie rzecz biorąc, jeżeli przegrane zostaną batalie sądowe i prezydentem zostanie Joe Biden, to niezależnie od humoru i krzyków Donalda Trumpa, to on przejmie władze w Stanach Zjednoczonych - podsumowała.

Teraz Amerykanów czeka więc kilka miesięcy niepewności. Prof. Kraśnicka wyjaśniała, że procedury będą trwać jeszcze długo, samo liczenie głosów skończy się dopiero 23 listopada. Później gubernatorzy poszczególnych stanów, do 8 grudnia, muszą wystawić certyfikaty z oficjalnymi wynikami, następnie głosować będą elektorzy. Nowy prezydent zostanie zaprzysiężony dopiero 20 stycznia przyszłego roku. Wtedy Donald Trump powinien opuścić Biały Dom.

DOSTĘP PREMIUM