Parler - nowy Twitter dla prawicy, na którym rządzą teorie spiskowe. Do instalacji zachęca Ivanka Trump i posłanka PiS

Twitter i Facebook wytoczyły wojnę dezinformacji, fake newsom. Parler "łowi" nowych użytkowników mówiąc, że zapewnia całkowitą wolność słowa. Przekonał już Ivankę Trump, senatora Teda Cruza, ale też byłego przywódcę Ku Klux Klanu Davida Duke'a. Jedna z posłanek PiS również wzywa do zmiany Twittera na Parlera.
Zobacz wideo

Twitter i Facebook coraz intensywniej zwalczają dezinformację, a ofiarą tych działań padają często prawicowi działacze i politycy. Dobrze widać było to podczas wyborów prezydenckich w USA, gdy Twitter oznaczał posty Donalda Trumpa, jako wpisy zawierające nieprawdziwe informacje i wprowadzające w błąd. Ostatnio szefowie obu platform musieli tłumaczyć się w Senacie USA z działań, jakie podjęły ich firmy, by  walczyć z dezinformacją.

W odpowiedzi na "cenzurowanie" wpisów na Twitterze i Facebooku serwis Parler kusi obietnicą, że gwarantuje całkowitą niezależność i wolność słowa. Założony został w 2018 roku, jednak największy wzrost użytkowników zanotował po ostatnich wyborach w USA. Pomiędzy 7 a 9 listopada, jak podaje "Guardian", liczba pobrań aplikacji wzrosła o 2000 proc. A 9 listopada przekroczyła pół miliona. 

Spośród polskich polityków np. posłanka PiS Anna Maria Siarkowska ogłosiła, że założyła na Parlerze swoje konto. Jak wyjaśniała, wolność słowa jest dzisiaj "zagrożona przez cenzurę", która wprowadzana jest na Facebooku i Twitterze, choć swoją decyzję ogłosiła właśnie na Twitterze. "Oficjalne instytucje państwowe powinny zlikwidować konta na serwisach społecznościowych łamiących wolność wypowiedzi" - apelowała dalej posłanka, która nim weszła do klubu PiS działała m.in. w Młodzieży Wszechpolskiej i Lidze Polskich Rodzin.

Aktywność na Parlerze promował senator Ted Cruz z Partii Republikanskiej, opuszczenie Twittera, jak czytamy w "Guardianie", zapowiedziała też prezenterka Fox News Maria Bartimoro, która na Parlerze ma już ponad 700 tys. obserwujących. Do obserwowania swojego konta zachęcała też Ivanka Trump.

Parler. Wolność słowa, brak cenzury, brak weryfikacji

Założycielem aplikacji jest John Matze. Parler działa na podobnej zasadzie jak Twitter, jednak jego regulamin, szczególnie jeśli chodzi o to, co można, a czego nie można publikować, jest znacznie krótszy. To sprawia, że na platformie konta zakładają osoby, które zostały zablokowane w innych mediach społecznościowych. Przykład? Lara Loomer, określająca samą siebie jako "dumnego islamofoba", zablokowana na Facebooku i Twitterze, na Parlerze ma ponad 700 tys. obserwujących. 

Kolejna różnica między Parlerem a Twitterem i Facebookiem to brak algorytmu, który wyświetla użytkownikom określone treści. Posty wyświetlane są po prostu w kolejności chronologicznej. Parler z zasady usuwa dwa rodzaje treści, czyli spam i posty zawierające groźby albo promujące nielegalną działalność. Chwali się również, że nie wykorzystuje danych swoich użytkowników. Jednak gdy Twitter oznaczał posty Donalda Trumpa jako mogące wprowadzać w błąd, na Parlerze trwała swobodna dyskusja o tym, że wybory w USA sfałszowano.

Według magazynu "Fortune", który powołuje się na amerykańską organizację ADL, na Parlerze pojawiają się także wpisy antysemickie, zaprzeczające istnieniu Holocaustu i rasistowskie, a wśród użytkowników jest między innymi były przywódca Ku Klux Klanu David Duke. Światowe media piszą też, że dyskutują tam zwolennicy teorii spiskowej QAnon, czyli myśli, według której... światem rządzi elitarna grupa pedofilów handlująca dziećmi, natomiast prezydent Trump posiada sekretny plan, aby pociągnąć tę grupę do odpowiedzialności.

DOSTĘP PREMIUM