"Cały czas słyszę, że Szwedzi nie przejmują się epidemią. To nie jest prawda"

- Cały czas słyszę opinie, że w Szwecji się po prostu zlekceważyło ludzi starszych albo że Szwedzi się w ogóle nie przejmują epidemią. To nie jest prawda. Natomiast rzeczywiści są pewne rzeczy, które w Szwecji są po prostu inne. Na przykład to, że nie nosi się maseczek - mówiła w TOK FM Katarzyna Tubylewicz, pisarka mieszkająca w Szwecji.
Zobacz wideo

Szwedzki model walki z pandemią od początku wzbudzał kontrowersje. Oparto go nie na restrykcyjnych zakazach, a głównie na zaleceniach dla obywateli. Cały czas nie ma tam obowiązku noszenia maseczek na ulicach. Dopiero w piątek (18 grudnia) premier Stefan Loefven zalecił stosowanie maseczek w środkach komunikacji miejskiej. Wciąż jest to jednak tylko rekomendacja, a nie przymus z groźbą kary.  

Loefven zapowiedział też, że od 24 grudnia wprowadzone zostaną nowe limity osób mogących przebywać jednocześnie w sklepach, centrach handlowych oraz na siłowniach. Przy stolikach w restauracjach siedzieć będą mogły maksymalnie cztery osoby (wcześniej osiem), a sprzedaż alkoholu w lokalach zostanie zakazana po godz. 20.

Jeśli chodzi o liczbę zakażeń, sytuacja w Szwecji nie wygląda najlepiej. W piątek odnotowano 9654 nowych przypadków zachorowań na COVID-19. To najwyższy dobowy przyrost od początku epidemii w tym kraju (dotychczas koronawirusa wykryto w Szwecji u 367 120 osób). Jednocześnie szwedzki urząd statystyczny kilka dni temu podał, że w minionym miesiącu odnotowano więcej zgonów niż w jakimkolwiek innym listopadzie od 1918 roku, a więc od czasów epidemii hiszpańskiej grypy.

Wszystko to sprawia, że sami Szwedzi zaczęli zastanawiać się, czy przyjęta strategia była słuszna. Rząd powołał specjalną komisję, która przyjrzała się tej sprawie i w tym tygodniu wskazała jednoznacznie, że "Szwecja nie chroniła dostatecznie osób starszych przed zakażeniem i śmiercią". Wytknięto wiele zaniedbań, głównie w opiece społecznej. Sami epidemiolodzy odpowiedzialni za walkę z pandemią w Szwecji mówi już dawno, że "wpuszczenie" koronawirusa do DPS-ów na początku pandemii było "największym błędem", jaki popełniono.

Głos w sprawie zabrał nawet król Karol XVI Gustaw, który na ogół nie udziela się w społeczno-politycznych sprawach. - Uważam, że zawiedliśmy. Mamy wielu zmarłych i to jest straszne. To jest źródło cierpień dla nas wszystkich - powiedział w kontekście walki z pandemią.

"Szwecję się demonizuje"

Sytuację w Szwecji komentowała na antenie TOK FM Katarzyna Tubylewicz, pisarka i publicystka mieszkająca w tym kraju. Jej zdaniem media na całym świecie nieco wypaczają cały obraz. Przyznała, że w listopadzie, a także w czasie pierwszej fali koronawirusa w Szwecji zmarło wiele, zwłaszcza starszych ludzi. Z drugiej strony zaznaczała, że w trzecim kwartale obecnego roku "umierało miesięcznie w Szwecji mniej ludzi niż w latach 2015-2019".

- Mamy do czynienia z ciekawym zjawiskiem psychologicznym, który tyczy się mediów na całym świecie, także w tych krajach, gdzie sytuacja jest bardzo dramatyczna. Wciąż tworzy się opinie, że to, co najgorsze, dzieje się w Szwecji, bo w Szwecji nikt nie wprowadził lockdownu - powiedziała rozmówczyni Tomasza Stawiszyńskiego.

- W Szwecji nikt tego lockdownu nie wprowadzi. Tu cały czas nie uważa się, żeby to było dobre rozwiązanie. Natomiast rzeczywiście jest coraz więcej różnego typu zaleceń, które są przez Szwedów przestrzegane - dodała.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Jako przykład podała zalecenie, aby nie gromadzić się, także w czasie świątecznych spotkań, w więcej niż osiem osób. Przekonywała, że obywatele tego typu porad słuchają. Opowiadała, że na przykład w rodzinie dziewczyny jej syna, świąteczne spotkania odbędą się częściowo na świeżym powietrzu, ponieważ wśród członków rodziny są ludzie starsi, który obawiają się przebywania w zamkniętych pomieszczeniach w szerszym gronie. 

- Cały czas słyszę opinie, że w Szwecji się po prostu zlekceważyło ludzi starszych albo że Szwedzi się w ogóle nie przejmują epidemią. To nie jest prawda. Natomiast rzeczywiści są pewne rzeczy, które w Szwecji są po prostu inne, na przykład to, że nie nosi się maseczek - wskazała. - Szwecje cały czas się bardzo demonizuje, ale wszystkie kraje walczą z pandemią i wszystkie kraje popełniają pewne błędy - dodała.

Szwecja też popełniła błędy

Tubylewicz przyznała, że w Szwecji także nie wszystko udaje się idealnie. Przytoczyła wspomniane wcześniej domy pomocy społecznej, bo to tam koronawirus zbierał niestety największe żniwo. Pisarska wskazała jednak, że szwedzcy politycy przenalizowali to, co zrobiono źle (np. zbyt późno wprowadzony zakaz odwiedzin), by w przyszłości nie popełniać podobnych błędów. 

- Ale Szwecja się do tego przyznaje. To jest kraj, w którym politycy wychodzą i mówią "tak, my zrobiliśmy źle" - zauważyła publicystka. 

Jej zdaniem oceny tego, jak dany kraj poradził sobie z epidemią, będzie można dokonać dopiero wtedy, kiedy się ona skończy i kiedy dokładnie zliczy się wszystkie zmarłe w tym czasie osoby. Nie tylko te, które umarły z powodu COVID-19, ale także te, które zmarły w wyniku innych schorzeń, ale nie otrzymały na czas pomocy lekarskiej. - Obecnie zbyt szybko wyciągane są wnioski, zwłaszcza na temat Szwecji - podsumowała Tubylewicz. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM