Kierowca uziemiony na brytyjsko-francuskiej granicy: Kolega rozpłakał się, zobaczył filmik z córeczką piekącą pierniczki

Tysiące ciężarówek jest uziemionych na Wyspach po wprowadzeniu przez Francję blokady granicznej. W kolejce przed granicą stoi i czeka m.in. pan Mateusz, kierowca jednej z firm transportowych. Towar pod Londynem rozładował w piątek, ale cały czas nie może z Wielkiej Brytanii wyjechać.
Zobacz wideo

Mateusz w rozmowie z TOK FM mówi, że emocje są ogromne, dochodzi do kłótni z policją, momentami bywa nawet agresywnie. Jest napięcie, stres, tęsknota za rodziną, bo wiadomo, że raczej nie uda się wrócić do domu na święta.

- Początkowo był ogromny chaos informacyjny. Nie wiedzieliśmy, co mamy robić, jakie są szanse na wyjazd. Jedni mówili: Jeździe na prom, inni - kierujcie się na pociąg. Okazało się, że na żadną formę wyjazdu nie było już szansy. Stąd stanie w kolejce. Jedni stoją w korku na autostradzie, inni zostali skierowani na przerobione na parking stare lotnisko - opowiada nasz rozmówca.

Jak tłumaczy, na miejscu od początku było sporo brytyjskiej policji, ale nie zawsze potrafiła odpowiedzieć na pytania kierowców. M.in. w sprawie testów na koronawirusa. Długo nie było wiadomo, kiedy i gdzie można je wykonać. Ostatecznie części kierowców wykonano je na autostradzie, inni - w tym Mateusz - musieli na test pojechać w wyznaczone miejsce. - Był bezpłatny. Miłym zaskoczeniem było to, że robił nam go Polak. Wszystko nam wytłumaczył. Teraz musimy czekać na wynik - podobno do 48 godzin - dodaje kierowca.

Polacy narzekają na słabą organizację pomocy

Chodzi o jedzenie czy wodę, ale też toalety, których - jak słyszymy - jest zdecydowanie za mało. Jeśli chodzi o jedzenie, ogromnym wsparciem okazała się brytyjska Polonia, choć również sami Brytyjczycy. - Tu trzeba oddać wielki ukłon tym wszystkim osobom, które przyjeżdżają nawet z odległych miejscowości, by nas wesprzeć. Pojawiały się głosy, że możemy u nich spędzić święta, zapraszali nas - opowiada Mateusz.

Kierowcy nie kryją, że czują się zakładnikami - zakładnikami wielkiej polityki, związanej z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. - Nie możemy wyjechać, choć nikt tak na sto procent nie wie dlaczego. Moim zdaniem, i nie tylko moim, tu nie chodzi wyłącznie o koronawirusa. Chodzi o jakieś interesy, które próbuje się załatwiać naszym kosztem. Być może Francja chce na tym coś ugrać - mówi nasz rozmówca.

Śpi w samochodzie, ale jak mówi, czuje się bezpieczny, bo policjanci na miejscu pilnują, by nic się nie stało. - Mamy też wsparcie z Czerwonego Krzyża - dodaje.

Mateusz wie, że raczej nie zdąży wrócić do domu na święta

- Ja nie mam na razie żony, dzieci i może jest mi to łatwiej znieść. Ale rozmawiałem tutaj z kolegą, który dostał z domu filmik, jak córeczka piecze mu pierniczki na jego powrót na święta. Rozpłakał się. I powiem szczerze, że mnie się też łezka w oku zakręciła - przyznaje.

Co dalej? - Nie wiem, czekamy. Gdy będziemy mieć wynik tekstu - prawdopodobnie będziemy już w kolejce bezpośrednio do wyjazdu. Do granicy mamy jakieś pół godziny drogi, także blisko - tłumaczy.

Władze brytyjskie prognozują, że rozładowywanie gigantycznego zatoru ciężarówek na brytyjskiej granicy - chodzi o kilka tysięcy tirów - może potrwać jeszcze kilka dni.

To oznacza, że wielu kierowców tirów - w tym Polaków - którzy utknęli w angielskim Dover i przed wjazdem do Eurotunelu, będzie musiało spędzić święta daleko od domu. Sytuacji nie poprawiła jak na razie ostatnia decyzja Francji, która zgodziła się przepuszczać kierowców z negatywnym wynikiem testu na koronawirusa.

DOSTĘP PREMIUM