Myślenie militarne i zorganizowany chaos. Jak Izrael stał się światowym liderem akcji szczepień przeciwko COVID-19?

- Wczoraj dyrektor jednego ze szpitali w Tel Awiwie ocenił, że jeśli do końca dnia nie zużyje 4 tys. dawek, to one się zmarnują. Korzystając z elektronicznego systemu, sproszono pracowników edukacji i zaszczepiono ich z pominięciem kolejki. Wszystko trwało kilka godzin - mówił Jarosław Kociszewski na antenie TOK FM. Wyjaśniał fenomen Izraela, który dzięki akcji szczepień odporność zbiorową może mieć już w marcu.
Zobacz wideo

Izrael jest światowym fenomenem - kraj liczący ok. 9 mln obywateli w ciągu trzech tygodni zdołał zaszczepić już 1,5 mln z nich. Władze oceniają, że szczepionkę przyjmie ok. 80 proc. obywateli - ma się to stać do maja. Jeśli to tempo uda się utrzymać, kraj ten uzyska odporność populacyjną już pod koniec marca. 

W czym tkwi tajemnica sukcesu Izraela? 

Jarosław Kociszewski, redaktor naczelny portalu Nowa Europa Wschodnia, a także członek Fundacja Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints, mówił w audycji Mikołaja Lizuta, że źródeł sukcesu jest wiele i są one złożone. Przede wszystkim wskazał na racjonalne podejście do życia. - Na początku pandemii Izraelczycy zdefiniowali COVID-19 jako zagrożenie dla obywateli i bezpieczeństwa kraju. I potraktowali to jak walkę o bezpieczeństwo narodowe, trochę jak walkę z terroryzmem, stąd w początkowej fazie użycie narzędzi antyterrorystycznych do inwigilacji. To podejście pozwoliło przygotować się również do szczepień - wyjaśniał.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Nawiązanie do poczucia bezpieczeństwa i walki z terroryzmem nie jest tu przypadkowe - gość audycji "A teraz na poważnie" wskazał, że izraelska strategia wiele miała z myślenia militarnego: jest cel, a więc trzeba mieć pełny obraz sytuacji. A ten buduje się, testując obywateli i zbierając jak najwięcej danych. Efekt był taki, że kraj kilkukrotnie mniejszy od Polski codziennie przeprowadzał kilkakrotnie więcej testów niż nad Wisłą. Badano zachowanie populacji, rozwój epidemii, skuteczność kolejnych wprowadzanych rozwiązań. - Szybko się okazało, że lockdowny ograniczają, ale nie rozwiązują problemu - wskazał Kociszewski. Po pierwszym z nich zdecydowano o zbyt szybkim otworzeniu szkół - co spowodowało znaczny wzrost zachorowań. 

- Potem Izraelczycy przeszli do fazy rozwiązywania problemu - umowę z Pfizerem (producentem szczepionki, którą kupiła również m.in. Unia Europejska - red.) podpisano, zanim szczepionka była gotowa. Dzięki temu szybko trafiła do Izraela i już 19 grudnia rozpoczęto szczepienia - wskazywał gość TOK FM. Ale jak dodał, to się udało, ponieważ kraj do akcji szczepień szykował się od lata. Poza tym wydano sporo pieniędzy. - Izraelczycy nigdy nie skąpią grosza na bezpieczeństwo, to samo było przy respiratorach - użyto Mosadu, żeby kupić je od Zjednoczonych Emiratów Arabskich - wskazywał Kociszewski. 

System i kontrolowany chaos

Ekspert podkreślał, że ogromne znaczenie ma to, jak działa izraelski system ochrony zdrowia. Są to cztery duże kasy chorych, które gromadzą dane o obywatelach - nie tylko w czasie pandemii, ale tak po prostu. Dlatego kiedy szczepienia ruszyły, to wszystko już było i działało. - Przygotowano 150 punktów szczepień, opracowano metody dzielenia i rozwożenia szczepionek, gdzie potrzebna była technologia i logistyka. Zaangażowano wojsko, ok. 700 medyków wojskowych. Sklasyfikowano priorytety, cywilne i wojskowe - wyliczał Jarosław Kociszewski.

Dokładnie określono, kto i w jakiej kolejności ma otrzymać szczepionkę. Jako pierwsi zostali wskazani medycy, ale także piloci samolotów bojowych, obsługa sztabu generalnego, jednostki liniowe, osoby starsze. Wszystko z nastawieniem na szybkość działania. Efekt jest taki, że już kilka dni temu poinformowano, że 30 proc. 60-latków i starszych zostało zaszczepionych. - To wszystko działa - premierowi Benjaminowi Netanjahu zależy na sukcesie, bo ma kolejne wybory - dodał ekspert. 

Ale nie bez powodu ten sprawnie działający system przez wielu jest określany jako kontrolowany chaos. - Wczoraj dyrektor jednego ze szpitali w Tel Awiwie ocenił, że jeśli do końca dnia nie zużyje 4 tys. dawek szczepionki, to one się zmarnują. Z pominięciem kolejki, korzystając z elektronicznego systemu, sproszono pracowników edukacji i w ciągu kilku godzin zaszczepiono, by nie zmarnować szczepionek - mówił. 

Obszary wrażliwe

Mikołaj Lizut pytał gościa TOK FM o to, jak do akcji szczepień podchodzą ultraortodoksyjni Żydzi. - Ta społeczność jest pewnym wyzwaniem, tu choroba szerzy się bardziej niż gdzie indziej. To są gęste i zamknięte społeczności - wskazywał Kociszewski. Jednak przykład dali ultraortodoksyjni politycy, którzy przyjęli szczepionki - jeśli to samo zrobią rabini lub będą do tego zachęcać, duża część tej społeczności na pewno się zaszczepi. 

Osobnym problemem są terytoria palestyńskie, za które Izraelczycy nie biorą odpowiedzialności. - Jest to zgodne z ich sposobem patrzenia na świat. Ciekawe, że zapowiedzieli zaszczepienie Palestyńczyków przebywających w izraelskich więzieniach - mówił gość TOK FM. Najtrudniejsza sytuacja dotyczy Strefy Gazy, w której rządzi Hamas, uznawany na świecie za organizację terrorystyczną. Wiele zależy od tego, jak na całą sprawę spojrzą izraelskie władze. 

- Jestem w stanie wyobrazić sobie, że Izraelczycy uporają się z własnym problemem - a planują to do maja - i potem dojdą do wniosku, że szczepienie Palestyńczyków jest w ich interesie. Jestem w stanie wyobrazić, że znajdą rozwiązanie, by kto inny dostarczył szczepionki do Gazy - mówił ekspert.

Szczepienia poniosą premiera Netanjahu?

W całej sprawie istotny jest wątek polityczny - wspomniana walka obecnego szefa rządu o poparcie przed zbliżającymi się marcowymi wyborami do Knesetu. Benjamin Netanjahu chce wykorzystać szczepionkowy sukces w swojej kampanii wyborczej. - Sukces jest olbrzymi. (...) Ale premier zdaje sobie sprawę, że przed nim również kłopoty, i to również w wymiarze szczepionek. W połowie stycznia powinna być podawana druga dawka szczepionki, a okazuje się, że trzeba będzie przesunąć tę operację na koniec stycznia, bo dopiero wtedy pojawi się druga dostawa szczepionki Pfizera - tłumaczyła Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, która gościła w audycji "Połączenie". Rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego podkreślała, że choć Netanjahu bryluje w sondażach, ma konkurentów w swoim obozie politycznym. 

Agnieszka Bryc mówiła również o tym, o czym wspominał Kociszewski - zdjęciu, które Netanjahu zrobił sobie z milionowym zaszczepionym, który okazał się 66-letnim byłym skazańcem, który odsiadywał wieloletni wyrok za morderstwo. - Premier chciał z tego zrobić show medialne - mówiła gościni TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM