Radosław Sikorski o Trumpie: Jego gabinet może uznać go za niepoczytalnego i natychmiast złożyć z urzędu

Scenariusz, o którym powiedział europoseł i były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, opiera się na zapisach konstytucji. Na pytanie, czy jest to wariant możliwy, gość Agnieszki Lichnerowicz odpowiedział: Na pewno pożądany.
Zobacz wideo

Kongres zebrał się w środę, aby zatwierdzić wyborczą wygraną Demokraty Joe Bidena. Od początku było bardzo niespokojnie. Przed gmach Kapitolu przybyły tysiące sympatyków prezydenta USA, którzy uważają, że wybory prezydenckie z 3 listopada 2020 roku zostały sfałszowane. Doszło do starć z policją, która użyła gazu łzawiącego. Część demonstrantów wtargnęła do budynku Kapitolu.

Wcześniej przed Białym Domem Donald Trump wygłosił przemówienie, w którym znów mówił o wyborczych "oszustwach" w głosowaniu 3 listopada. - Wiecie, co teraz mówi o nas świat? Mówią, że nie mamy wolnych i sprawiedliwych wyborów i wiecie czego jeszcze - wolnej i sprawiedliwej prasy - przekazał. Jednoznacznie oświadczył, że "nigdy się nie poddamy i nigdy nie ustąpimy". - Nie ustępujesz, jeśli jest kradzież. Nasze państwo ma dość i nie będziemy tego dłużej znosić - dodał.

Sikorski: To jest rebelia

Komentując te słowa, Radosław Sikorski stwierdził, że mamy do czynienia z obrazkami jak z republiki bananowej. - To jest rebelia, próba zmiany wyniku wyborów poprzez akty przemocy. To, co dzisiaj się dzieje, będzie symbolem tej prezydentury, prezydentury kłamstw i dzielenia - dodał gość TOK FM. - Jego dwuznaczne apele wypełniają warunki złożenia go z urzędu. Jego własny gabinet ma prawo uznać go za niepoczytalnego i natychmiast zakończyć jego prezydenturę. Wydaje mi się, że byłby to scenariusz pożądany, bo to, co się dzieje, to straszny cios w wizerunek i powagę naszego największego sojusznika - dodał Sikorski. 

Ocenił, że Donald Trump, który 20 stycznia ma zostać zastąpiony na stanowisku przez Joe Bidena, wielokrotnie złamał amerykańskie prawo. - Z zarzutami czekają już w stanie Nowy Jork, w tym podatkowymi, a tu - wydaje mi się - możemy mieć do czynienia z zarzutami kryminalnymi - szacował polityk. 

Przywołał również inne ważne wydarzenia, które rysują szczególny kontekst całej sytuacji. Dogrywka wyborów do Senatu w stanie Georgia dała na pewno jedno, a być może nawet dwa miejsca Demokratom. A to z kolei oddaje właśnie tej partii kontrolę nad całą izbą wyższą. - Widzimy ostatnie, dość obrzydliwe dni tej wersji Partii Republikańskiej jako partii białej supremacji - podkreślał Sikorski. Jego zdaniem możemy się spodziewać dość stanowczych zmian, których podejmie się Partia Demokratyczna - chodzi o ustanowienie nowych stanów na terytorium Portoryko, a także w Dystrykcie Columbia i Waszyngtonie, a więc w miejscach, gdzie Demokraci mają przewagę. - Teraz, żeby wygrać [wybory], Demokraci muszą zyskać 40 mln głosów więcej niż Republikanie, tak to jest ustawione - tłumaczył.

Sikorski zwracał również uwagę na problem z opanowaniem sytuacji, jaką miała przez dłuższy czas waszyngtońska policja, która - jak wynika ze spekulacji medialnych - nie została wzmocniona lokalnymi oddziałami Gwardii Narodowej. - Za jakiś czas dowiemy się, jakie decyzje podejmował Trump - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM