Republikanie są między młotem a kowadłem, a Trump może wrócić w 2024. Ekspert: "Wykorzysta te nastroje"

- Trump przypomina Nixona w jego ostatnich dniach. Krążyły opowieści, że Nixon z rana mówił swoim doradcom, że jeżeli wieczorem się upije, to mają mu zabrać walizkę jądrową. Żeby przez przypadek nie wywołał wojny. Trump jest w podobnym stanie psychicznym - mówił w TOK FM prof. Tomasz Makarewicz.
Zobacz wideo

Podczas zamieszek w Waszyngtonie zginęły cztery osoby, a tłum włamał się do Kapitolu. Prowadzący audycję Jakub Janiszewski cytował w "Połączeniu" to, co o tych wydarzeniach napisał Edward Luce, komentator "Financial Times". Jego zdaniem jednym z powodów, dlaczego tłum tak łatwo włamał się do Kapitolu, są sympatie wielu pracujących tam policjantów. Zauważał też, jak inna była reakcja policji kilka miesięcy temu, kiedy brutalne pacyfikowano protesty "Black lives matter". - Niestety, jest to prawda - zgodził się gość TOK FM, prof. Tomasz Makarewicz z Uniwersytetu w Bielefeld.

- W tym przypadku było jasne, że będzie protest zwolenników Trumpa - zauważał dalej ekspert. Jak podkreślał, zwolennicy Trumpa mają swoją historię agresywnych protestów. Przypominał początek lata ubiegłego roku, kiedy wtargnęli do senatu stanu Michigain. Uzbrojeni w broń półautomatyczną protestowali wówczas przeciwko restrykcjom wprowadzonymi w związku z epidemią. - Policja waszyngtońska była po prostu nieprzygotowana. Czy to dlatego, że sympatyzuje z Trumpem, czy po prostu zawiodła logistyka, w tej chwili nie wiemy. Na pewno nowa administracja będzie w tej sprawie prowadzić śledztwo - stwierdził. 

Donald Trump jak Richard Nixon. "Podobny stan psychiczny"

Jakub Janiszewski zastanawiał się też, co może wydarzyć się w USA w najbliższych tygodniach. Choć Donald Trump zapewnił, że odda władzę w sposób zgodny z procedurami, to równocześnie podkreślił, że "nie zgadza się z wynikiem wyborów" i "za nim stoją fakty". Mówi się nawet o tym, że Trump mógłby próbować wprowadzić stan wojenny. - Trump przypomina Nixona w jego ostatnich dniach. Krążyły opowieści, że Nixon z rana mówił swoim doradcom, że jeżeli wieczorem się upije, to mają mu zabrać walizkę jądrową. Żeby przez przypadek nie wywołał wojny. Trump jest w podobnym stanie psychicznym - porównywał prof. Makarewicz. 

- Wydaje mi się, że stanu wojennego nie wprowadzi, a jeśli nawet będzie próbował, to skończy się to jakimś cyrkiem i nic z tego nie wyjdzie. Choćby dlatego, że jest już za późno. Donald Trump zaczął o takich rzeczach mówić, kiedy już wiadomo było, że przegrał wybory. I kiedy wszyscy nastawiali się na to, że będzie musiał odejść - przekonywał ekspert. Jak zauważył, w tej chwili Donald Trump nie jest już potrzebny nawet do przekazania władzy, a Joe Biden został zatwierdzony przez Kongres jako prezydent elekt.

Prof. Tomasz Makarewicz przewidywał również, że w najbliższych dwóch tygodniach może dojść w USA do kolejnych protestów, choć nie tak gwałtownych, jak te w Waszyngtonie. - Wydaje mi się też, że istnieje spora szansa, że Trump z polityki nie zniknie. Tylko będzie wykorzystywał te nastroje, żeby wystartować w wyborach w 2024 roku - ocenił. 

Republikanie są dzisiaj "między młotem a kowadłem"

Kolejnym pytaniem jest to, jak na ostatnie działania Trumpa zareagują członkowie Partii Republikańskiej. - Wydaje mi się, że Partia Republikańska jest w tej chwili bardzo podzielona, jeżeli chodzi Trumpa. Z jednej strony nie chcą tego cyrku, bo są częścią systemu politycznego, mogliby za dużo stracić na takiej rewolucji - oceniał prof. Makarewicz, a jako przykład podawał wczorajszą sytuację, kiedy Mike Pence musiał uciekać przed demonstrantami. - Z drugiej strony problem polega na tym, że republikańscy wyborcy Trumpa wciąż kochają - dodał.

- Republikańscy politycy są między młotem a kowadłem - stwierdził ekspert. Jak mówił, jedni próbują Trumpa uspokajać, inni zaś twierdzą, że Trump ma rację i powinno się przeprowadzić zamach stanu. Jednym z jego najgłośniejszych zwolenników jest w tej chwili Rudy Giuliani. Gość TOK FM zwracał też uwagę, że ostatnio Donald Trump pokłócił się nawet z... wiceprezydentem Mike Pencem. - Pence musiał przewodniczyć sesji Kongresu, która zatwierdziła Bidena jako prezydenta elekta. Trump, jako prawdziwy dyktator o cienkiej skórze, uznał za osobisty afront - powiedział ekspert. 

Teorie spiskowe w służbie polityki. Trump umie je wykorzystać 

Jakub Janiszewski i jego gość zastanawiali się również nad tym, co popycha ludzi do tak agresywnych protestów. Jednym z istotnych czynników są tutaj teorie spiskowe, bo nawet w te najbardziej nieprawdopodobne wierzy coraz więcej ludzi. - Odkąd śledzę politykę amerykańską, to teorie spiskowe zawsze były bardzo ważne, zawsze miały swoją rolę - przyznał prof. Makarewicz. - Jeżeli chodzi o ostatnią dekadę, to republikanie wykorzystywali teorie spiskowe po to, żeby załagodzić bunt po przegranych wyborach - ocenił. Jak dodał, głosili teorie o tym, że są ciemne siły, które w ostatnim momencie wyszarpnęły im zwycięstwo z rąk. 

Zauważał również, że zanim Donald Trump oficjalnie ogłosił swoje wejście do polityki, to był w niej obecny między innymi przez to, że powtarzał teorię spiskową o tym, że Barack Obama wcale nie urodził się w USA. I tym zjednał sobie wierzących w nią ludzi. - Trump w okolicy roku 2016 bardzo naturalnie przejął tę cześć elektoratu republikańskiego - ocenił ekspert. Zauważał też, że powtarzane teorie spiskowe prowadzą do efektu kuli śniegowej, która rośnie i staje się nie do opanowania. - Trump zawsze miał taką strategię, że nawet nie starał się zapanować nad kulą śniegową, tylko przywiązywał do niej sanki. Z pomocą tej kuli śniegowej jechał do swoich celów - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM