Joe Biden o ataku na Kapitol: To nie byli protestujący, to byli krajowi terroryści

Prezydent elekt USA Joe Biden nazwał środowe zamieszki w Waszyngtonie "jednym z najbardziej mrocznych dni w historii USA". Jego zdaniem do ataku na Kapitol przyczyniła się retoryka Donalda Trumpa, a demonstrujących nazwał "krajowymi terrorystami".
Zobacz wideo

Amerykański Kongres już oficjalnie uznał Joe Bidena za zwycięzcę wyborów prezydenckich. Prezydent elekt USA zabrał głoś dzień po zamieszkach w Waszyngtonie. - To nie byli protestujący, to byli krajowi terroryści - powiedział o osobach, które w środę wtargnęły do gmachu Kongresu. 

Jego zdaniem rozwój sytuacji w takim kierunku "można było zauważyć". Odpowiedzialność za to ponosi w ocenie prezydenta elekta Trump, który "przez ostatnie cztery lata wyraźnie lekceważył naszą demokrację, konstytucję oraz praworządność we wszystkim, co robił". Demokrata krytykował słowa prezydenta o mediach oraz zarzucał mu próby podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości.

Atak na Kapitol zwycięzca listopadowych wyborów prezydenckich nazwał "jednym z najbardziej mrocznych dni w historii USA".

Joe Biden: Nasza demokracja jest atakowana

Joe Biden już wczoraj komentował wydarzenia w Kapitolu i wzywał Donalda Trumpa do zabrania głosu. - Nasza demokracja jest atakowana w sposób niemający precedensu. Nigdy czegoś takiego nie widziano we współczesnych czasach - powiedział. - To atak na przedstawicieli narodu, na policję oraz na urzędników, którzy pracują w sercu naszej republiki. To atak na praworządność, który trudno sobie przypomnieć - dodał.

Biden przekonywał, że sceny chaosu, które działy się w Waszyngtonie, "nie odzwierciedlają prawdziwej Ameryki". - Pokazują tylko niewielką grupę ekstremistów, którzy oddają się bezprawiu - stwierdził. Wezwał do "wycofania się" i umożliwienia demokracji pracy. - Wzywam też Donalda Trumpa, aby wystąpił teraz w telewizji ogólnokrajowej, wypełnił swoją przysięgę, bronił konstytucji i zażądał końca tego oblężenia - podkreślił Biden.

DOSTĘP PREMIUM