Facebook w końcu zablokował Trumpa. "Raczej chodzi o przypodobanie się nowej władzy niż o tolerancję i szacunek"

Facebook i Twitter zablokowały czasowo konta Donalda Trumpa. - Pytanie brzmi, czy to refleksja "tak, będziemy stali na straży pluralizmu, szacunku, tolerancji" czy raczej zmiana interesów w celu maksymalizacji zysków - komentował to w TOK FM Jan Zygmuntowski. I stwierdził, że chodzi raczej o przypodobanie się nowej władzy niż wartości moralne.
Zobacz wideo

Kiedy w środę zwolennicy Donalda Trumpa atakowali Kapitol, konta ustępującego prezydenta USA na Twitterze i Facebooku zostały zablokowane. Uzasadniono to tym, że wpisy Trumpa mogły zachęcać demonstrujących do jeszcze większej agresji. Choć z tą argumentacją trudno się nie zgodzić, na marginesie wydarzeń w Waszyngtonie rozgorzała dyskusja o wpływie technologicznych gigantów na politykę. Bo przecież skoro mogli zablokować Trumpa to mogą zablokować każdego polityka.  

Prowadząca "Światopodgląd" Agnieszka Lichnerowicz pytała na antenie TOK FM Jana Zygmuntowskiego, z Fundacji Instrat, czy rządy powinny zająć się regulacją działalności takich podmiotów jak Twitter czy Facebook.

- Niebezpieczne jest to, że Donald Trump dalej ma kody do odpalenia broni nuklearnej. Ale w tym samym czasie nie ma możliwości publikowania na platformach społecznościowych, które dla jego administracji stały się tak naprawdę głównym kanałem komunikowania polityki - wskazał Zygmuntowski. 

Zauważał również, że była "fundamentalna różnica" między reakcją Twittera i Facebooka na wpisy Trumpa. - Twitter od samego początku szybko zaczął najpierw ograniczać widoczność, możliwość podawania dalej i komentowania wpisów Trumpa, a potem je po prostu usnął - mówił ekspert. - Na Facebooku dopiero w sytuacji, kiedy był ogromny nacisk społeczny, sami pracownicy Facebooka zaczęli się buntować (...), Zuckerberg ogłosił, że do końca kadencji Trumpa zawiesza jego konto - opowiadał ekspert. 

Zdaniem Zygmuntowskiego z tego, co zrobił Facebook i Twitter możemy się cieszyć, ale nie należy oczekiwać, że to coś więcej niż jednorazowy gest.

- To, że raz te platformy zgodziły się to zrobić albo z własnej woli, albo pod dużym naciskiem społecznym, nie znaczy, że w tysiącach innych mniejszych spraw nie podejmują systemowo beznadziejnych decyzji - zauważał. - I że oddawanie w ręce zarządów korporacji na innym kontynencie kolejnych elementów decyzji o tym, kto ma prawo mówić, o czym mówić w przestrzeni publicznej, jest dobrym pomysłem, bo nie jest - ocenił. 

 - Pytanie brzmi, czy to refleksja "tak, będziemy stali na straży pluralizmu, szacunku, tolerancji:, czy raczej zmiana interesów w celu maksymalizacji zysków - zastanawiał się. I stwierdził, że Facebook i Twitter mogły po prostu chcieć przypodobać się następnej władzy. Przypominał rok 2015, kiedy Donald Trump zaczynał swoją kampanię, a na Facebooku pojawiły się pierwsze filmiki atakujące muzułmanów i promujące pomysł budowy muru na granicy z Meksykiem. Wówczas sami pracownicy Facebooka mówili, że należy to blokować, ale zarząd się z nimi nie zgodził. 

Zuckerberg powołał radę, która nie zajęła żadnego stanowiska

Zatem w jaki sposób Facebook, Twitter i inne platformy są dzisiaj kontrolowane? - Systemowe rozwiązania dzisiaj, przynajmniej w UE, idą w kierunku dwóch głównych aktów prawnych. Kodeksu usług cyfrowych - tu rzeczywiście jest moderacja treści - oraz polityki konkurencji, to jest kodeksu rynków cyfrowych - wyjaśniał Zygmuntowski. Przypomniał, że dzisiaj to użytkownik musi zgłosić platformie naruszenie prawa, a "standardów społeczności" nie wyznaczają żadne społeczności, lecz same korporacje.

Jak mówił Zygmuntowski, regulacje na gigantów usiłują narzucać także pojedyncze państwa. W Polsce pojawiła się propozycja Zbigniewa Ziobry i Solidarnej Polski, która zakładała utworzenie sądów, które będą walczyły o wolność słowa. - Obawiam się, że to jest stawianie tej logiki na głowie - ocenił. - Nie może być tak, że prywatna platforma, po prostu monopol informacyjny cyfrowy, decyduje o tym, kogo zbanować, a na końcu jest kilku politycznych sędziów, którzy część kont przywrócą - mówił. Jego zdaniem społeczna kontrola powinna być już na etapie wykluczania kogoś z platformy, ale to oznacza jej demokratyzację. 

Zuckerberg od 2018 roku obiecywał powołać radę, która miałaby mieć decydujący głos ws. tego, jakie treści powinny być dozwolone na Facebooku i jak ma wyglądać moderacja. Rada w końcu powstała, jednak do tej pory nie ogłosiła stanowiska w żadnej sprawie, która mogłaby budzić kontrowersje. Ale w odpowiedzi powstała druga, oddolna rada, która krytykuje każdy krok Facebooka.

- Tego powinno być dużo więcej - ocenił ekspert. I podsumował, że jego zdaniem platformy powinny finansować "cyfrowych ławników", a użytkownikom dawać dużo większą możliwość moderowania treści. 

Tymczasem konto Trumpa na Twitterze znów jest aktywne. Polityk dzień po zamieszkach na Kapitolu napisał, że "patrioci, którzy go poparli", będą "potężnym głosem", słyszanym w dalekiej przyszłości.

DOSTĘP PREMIUM