Pies na stole, gwiazda rosyjskiej telewizji i rzeczniczka jako kelnerka. Łukaszenka udzielił przedziwnego wywiadu

Gwiazdę rosyjskiej telewizji Aleksander Łukaszenka przyjął przy stole, po którym chodził pies, we wnętrzu przypominającym chłopską chatę, a jego rzeczniczka prasowa grała rolę kelnerki. - To jest przedziwne - przyznał Wojciech Konończuk. W TOK FM opowiadał także o innych białoruskich absurdach, np. o milicji, która walczy z bałwanami ubranymi w niepodległościowe barwy.
Zobacz wideo

Aleksander Łukaszenka udzielił niedawno wywiadu rosyjskiej telewizji Rossija-1.Odbył się on w dość osobliwej scenerii. Dyktator przyjął dziennikarkę Nailię Askerzadze przy stole, po którym chodził pies. Jedzenie donosiła jego rzeczniczka prasowa, a w rozmowie uczestniczył także Mikołaj, nastoletni syn Łukaszenki. W tle widać było choinkę i piec rodem z chłopskiej chaty.

W tym otoczeniu dyktator opowiadał, że wszystkim, co dzieje się w Mińsku, sterują Stany Zjednoczone z centrum, które stworzono pod Warszawą. Oceniał, że Swietłana Cichanouska nie jest samodzielnym politykiem i zapowiadał, że w tym roku będzie gotowy projekt konstytucji, ale nie chciał zdradzić, co miałoby się w niej zmienić. 

Wojciech Konończuk, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, zwrócił uwagę, że Nailia Askerzadze to nie szeregowa dziennikarka, ale gwiazda rosyjskiej telewizji, która popularna jest także w Białorusi.

- Myślę, że celem tego wywiadu była próba ocieplenia wizerunku Łukaszenki. Przede wszystkim w społeczeństwie białoruskim - oceniał ekspert. Domyślał się, że taką strategię podpowiedzieli mu specjaliści od wizerunku, choć jego zdaniem zakończyła się ona fiaskiem. - Całe wnętrze sprawiało wrażenie bardzo sztucznego. Pies, który paradował po stole, niekoniecznie się spodoba Białorusinom - kontynuował.

Ekspert ocenił, że Łukaszenka przez lata miał dobry zmysł społeczny - wiedział, czego oczekuje społeczeństwo i jak rozmawiać z prostymi ludźmi. Jednak po tym wywiadzie widać, że ten zmysł go zawiódł. - Można by to rozłożyć na czynniki pierwsze i pokazać, dlaczego wnętrze, dlaczego otoczenie, dlaczego ubranie, również dziennikarki, dlaczego to wszystko było nie takie, jak być powinno - mówił Konończuk.

Prowadzący Jakub Janiszewski zastanawiał się, skąd np. pomysł na umiejscowienie wywiadu w chacie. - To jest przedziwne - zgodził się Konończuk. - Miało pewnie pokazać, że Łukaszenka mieszka w takich tradycyjnych wnętrzach, w chłopskiej białoruskiej chacie. Chociaż to nie wyglądało jak wnętrze tradycyjnego białoruskiego domu - stwierdził. Dodał, że kilku doradców Łukaszenki powinno zostać zwolnionych. 

Czy na Białorusi wkrótce się coś zmieni? Łukaszenka gra na czas, a milicja walczy z bałwanami

- Sama treść tego wywiadu pokazywała, że Łukaszenka z władzą nie zamierza się rozstawać. Nie będzie żadnych ustępstw - wskazał Konończuk.

Jednym z najważniejszych wątków, które Łukaszenka poruszał w rozmowie, była kwestia zmiany konstytucji. W ostatnim czasie dyktator mówi o tym często, zapowiedzi zmian pojawiały się także wcześniej.

- Cały czas nie wiemy, na czym te zmiany miałyby polegać - zauważył Konończuk. Jak mówił, na początku lutego dojdzie do zwołania białoruskiego Zgromadzenia Narodowego. Reżim twierdzi, że będzie to świetna okazja do omówienia zmian w ustawie zasadniczej. Jednak w praktyce raczej nie będzie szans na wolną dyskusję. 

- Mam nieodparte wrażenie, że Łukaszenka gra na czas. Nie zamierza wprowadzać realnych zmian, które by sprawiły, że kompetencje prezydenckiego ośrodka władzy ulegną zmniejszeniu. On chyba sam do końca nie wie, czego chce - ocenił gość TOK FM.

Jak dodał, Łukaszenka na pewno chce utrzymać władzę, ale nie ma pojęcia, w jaki sposób można rozładować społeczne napięcia, które cały czas są bardzo wysokie. - Mamy pełno nagrań, które pookazują zupełnie absurdalne sytuacje. Bałwany ubierane są w czerwone szaliki, co tworzy kolor historycznej, biało-czerwono-białej, białoruskiej flagi. Proszę sobie wyobrazić, ze siły milicyjne z tymi bałwanami walczą. To jest z jednej strony śmieszne, a z drugiej tragiczne - opowiadał Konończuk. 

Przypominał, że represje są wciąż bardzo dotkliwe, a codziennością jest nawet areszt za parasolkę w niepodległościowych kolorach.

Podejście Łukaszenki do Cichanouskiej Konończuk porównał do podejścia Putina wobec Nawalnego. - Standardowo rosyjski prezydent nie wymawia tego nazwiska, podobnie jak większość najważniejszych polityków Kremla. To nazwisko, które jest zakazane i przemilczane. Widać, że podobną taktykę stosuje Łukaszenka, starając się nie wymieniać nazwiska Cichanouskiej - stwierdził. 

Zdaniem eksperta Łukaszenka cały czas wierzy, że przez zimę, coraz mroźniejszą w Białorusi, protesty rozejdą się "po kościach", a na wiosnę będzie już spokojnie. - Myślę, że takim testem dla niego będzie wiosna, kiedy aura się poprawi. Ja bym jednak prognozował, że Białorusini nie odpuszczą, chociaż nie należy spodziewać się szybkiego efektu politycznego - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM