Irlandia przeprosiła za śmierć kobiet i dzieci w kościelnych domach opieki

W Irlandii został opublikowany raport na temat krzywd, jakich w latach 1922-1998 doświadczały samotne matki i ich dzieci ze strony państwa i Kościoła. Raport dotyczy 18 domów samotnej matki prowadzonych przez zakonnice lub świeckie władze lokalne. Trafiały do nich kobiety, które zaszły w ciążę, nie będąc mężatkami, co w irlandzkim społeczeństwie nie było wówczas akceptowane. W placówkach spotykały się z gigantyczną przemocą.
Zobacz wideo

Śledztwo, którego wynikiem jest raport, rozpoczęło się w 2014 r. Wtedy to przy ośrodku samotnych matek prowadzonym przez zakonnice w Tuam odkryto masowy grób ze szczątkami dzieci. 

- Ten raport ujawnia bardzo dziwne relacje państwa irlandzkiego z Kościołem - zarówno katolickim, jak i protestanckim. Bo te domy matki i dziecka były prowadzone przez oba te kościoły. Wygląda na to, że państwo razem z nimi prowadziło rodzaj inżynierii społecznej - mówiła w "Światopodglądzie" korespondentka "Gazety Wyborczej" z Dublina Joanna Derkaczew-Crawley.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Tej inżynierii podlegały - jej zdaniem - "wszystkie osoby, które nie pasowały do wizji państwa moralnie czystego, podporządkowanego moralności religijnej".

Domy matki i dziecka w teorii powstały po to, żeby pokrzywdzone kobiety miały gdzie się udać i były otoczone opieką. - Ale wyglądało to tak, że wysyłano tam dziewczyny, które miały być blamażem dla rodziny. Albo były one tam umieszczane pod przymusem i musiały pracować na swoje utrzymanie. - mówiła Derkaczew-Crawley.

Według raportu w latach 1922-1998 przez te kościelno-państwowe instytucje przewinęło się ok. 56 tys. kobiet i 57 tys. dzieci. Jedno dziecko na siedem umierało, a właściwą opieką otaczano tylko te, o których wiadomo było, że trafią do adopcji. - Dzieci przetrzymywano w strasznych warunkach, panowało niedożywienie, pomieszczenia były nieogrzewane, matki widziały je przez 20 minut dziennie - mówiła Derkaczew-Crawley. 

- Matkom dzieci były zawsze odbierane. Albo zostawały w tej samej instytucji albo były adoptowane. Dochodziło również do nadużyć seksualnych, w raporcie są drastyczne szczegóły - mówiła w "Połączeniu" Aleksandra Łojek, autorka książki "Belfast. 99 ścian pokoju".

- Raport spotkał się z gorącymi reakcjami. Do dziś żyją dzieci, które szukają swojego rodzeństwa, które pamiętają przemoc - dodała. 

Premier Irlandii Micheal Martin przeprosił w środę w imieniu państwa wszystkie ofiary tego bezdusznego systemu. - Państwo was zawiodło. Każda z was zasłużyła na dużo więcej - powiedział Martin w irlandzkim parlamencie. Podkreślił, że kobiety i dzieci nie mają się czego wstydzić. - Wstyd nie był ich, tylko nasz. To był nasz wstyd, że nie okazaliśmy im szacunku i współczucia, które my, jako kraj, jesteśmy im winni. To pozostaje naszym wstydem - mówił.

DOSTĘP PREMIUM