Węgrzy zamówią milion dawek chińskiej szczepionki. "To pokazanie niezależności od UE"

Węgrzy zaczęli szczepienia wcześniej niż reszta krajów Unii Europejskiej, teraz chcą zamawiać szczepionkę, której nie chce Unia Europejska. - To próba udowodnienia samym Węgrom, że w obliczu zagrożenia węgierskie władze nie czekają na Unię Europejską, tylko działają samodzielnie - oceniał w TOK FM dr Dominik Héjj.
Zobacz wideo

Szef kancelarii premiera Viktora Orbana stwierdził, że Węgry "praktycznie zawarły" porozumienie z chińskim koncernem Sinopharm, dzięki czemu do kraju ma trafić nawet milion dawek chińskiej szczepionki. Problem w tym, że według brazylijskich naukowców skuteczność tej szczepionki to jedynie 50 proc. Jednak zdaniem węgierskich władz unijne dostawy szczepionek są zbyt wolne, dlatego zamierzają rozmawiać o dodatkowych dostawach nie tylko chińskich, ale też rosyjskich szczepionek.

Prowadzący "Połączenie" Jakub Janiszewski zastanawiał się na antenie TOK FM, czy taką decyzję Węgier można traktować jako "gest nieposłuszeństwa", a dr Dominik Héjj, politolog i założyciel portalu kropka.hu, przypominał, że Viktor Orban mówił już kilka dni temu o dostawach "blokowanych przez Unię Europejską" i braku możliwości "przyspieszenia tych dostaw". 

- Wczoraj szef węgierskiej dyplomacji mówił, że Unia Europejska sztucznie powstrzymuje się od ściągnięcia szczepionki rosyjskiej albo chińskiej, bo zakłada, że Chińczycy albo Rosjanie mieliby celowo próbować szczepić czymś, co jest nieznane albo niedobre - stwierdził Héjj. 

Z drugiej strony gość TOK FM zwracał uwagę, że Węgrzy, co pokazują sondaże, są bardzo sceptycznie nastawieni do szczepień. Odsetek tych, którzy chcą się zaszczepić, jest niższy niż w Polsce. Węgierskie władze nie podają również danych o tym, ile osób zostało zaszczepionych. Sprowadzenie chińskiej szczepionki, która nie wzbudza powszechnego zaufania, raczej nie pomoże tych wyników poprawić. 

- Oficjalne dane unijne mówią o tym, że jest prawie 17 milionów dawek zarezerwowanych dla Węgier. Natomiast to wszystko jest jedną wielką niewiadomą. To jest problem, z którym mamy na Węgrzech do czynienia - zaznaczał politolog. 

Jednak nie tylko o zdrowie obywateli i tempo szczepień w tym wszystkim chodzi. Dominik Héjj przypominał, że swego czasu węgierskie władze sugerowały, że część produkcji rosyjskiej szczepionki mogłaby zostać przeniesiona na Węgry. - Po pierwsze to pokazanie niezależności Węgier od Unii Europejskiej - oceniał ekspert. - To budowanie narracji, że musimy skądś ten produkt mieć. W związku z tym, jak rozumiem, to jest próba przekonania, że szczepienie jest tak bezpieczne, że trzeba po prostu podjąć rękawicę i jak najszybciej wyszczepić populację - stwierdził.

Héjj przypomniał, że węgierskie władze deklarowały publicznie, że do 1 kwietnia zaszczepią wszystkich. Teraz jednak ta data już się nie pojawia, słychać wyłącznie informacje o tym, że szczepienia "idą dobrze". Poza tym przypominał, że Chiny i Rosja to kraje, które w 2014 roku węgierska dyplomacja umieściła na tzw. krótkiej liście otwarcia na Wschód, a politycy węgierscy mówili, że współpraca ze Wschodem opłaca się bardziej niż z Zachodem. 

- To też próba udowodnienia samym Węgrom, że w obliczu zagrożenia węgierskie władze nie czekają na Unię Europejską, tylko działają samodzielnie - ocenił ekspert. - Węgry wyłamały się też z terminów pierwszych szczepień, dlatego że miały one ruszyć 27 albo 28 grudnia, co miało być tym unijnym terminem, ale ruszyły 26 grudnia. Mniej więcej trzy godziny po tym, jak ciężarówka przywiozła pierwszą szczepionkę Pfizera. Węgrzy zaczęli szczycić się tym, że nie czekali na sztuczną datę, tylko po prostu wystartowali ze szczepieniami wcześniej, żeby były skuteczniejsze - podsumował. 

Pfizer ogranicza dostawy

W piątek okazało się, że koncern Pfizer ogranicza dostawy szczepionek przeciwko COVID-19 do Europy. Firma usprawiedliwia to rozbudową swojej fabryki w Belgii. Dzięki temu od przełomu lutego i marca Pfizer będzie mógł produkować rocznie o 700 milionów więcej dawek preparatu. Na to trzeba będzie poczekać jednak kilka tygodni. 

Szef KPRM Michał Dworczyk przyznał w TOK FM, że "jest problem" z dostawami szczepionek firmy Pfizer, jednak na ten moment wiadomo tylko, że o połowę mniejsza będzie najbliższa dostawa. Zapewnił też, że jeżeli do końca roku Polska dostanie zamówioną liczbę szczepionek, to nadwyżka będzie "bardzo duża". Tymczasem już teraz zaczyna brakować terminów na szczepienia.

DOSTĘP PREMIUM