Czy powinniśmy bać się Facebooka? "Problemem nie jest FB jako taki, tylko jego pozycja"

- W Stanach zostały złożone dwa niezależne pozwy przeciw Facebookowi, które zwracają uwagę na jego monopolistyczną pozycję. Dziś każda platforma, która wyrasta na na tyle dużą, żeby zagrozić Facebookowi, jest po prostu kupowana przez niego - mówił w TOK FM Maciej Broniarz z Centrum Nauk Sądowych z Uniwersytetu Warszawskiego.
Zobacz wideo

WhatsApp to obecnie najpopularniejszy komunikator internetowy na świecie. Od 2014 r. jest własnością Facebooka. W ostatnim czasie wielu użytkowników zdecydowało się zrezygnować z aplikacji z powodu zmian w jej regulaminie.

Wiele osób uznało, że zaakceptowanie nowego regulaminu oznacza zgodę na przekazywanie Facebookowi wszystkich danych z WhatsAppa, w tym nawet treści rozmów. - Przekazywanie danych odbywa się od jakiegoś czasu. A ponieważ jest to tajemnica przedsiębiorstwa, o tym, co tak naprawdę jest przekazywane, pewnie się nigdy nie dowiemy - skomentował to w TOK FM Maciej Broniarz.

- Kiedyś mówiono, że WhatsApp to jeden z najbezpieczniejszych komunikatorów. To było gigantyczne nadużycie i bardziej marketingowy bełkot niż stan faktyczny. Natomiast obecna sytuacje jest troszeczkę demonizowana, bo zmiany w regulaminie mają dotyczyć raczej podmiotów komercyjnych niż naszej prywatnej korespondencji - dodał ekspert.

Broniarz stwierdził, że sam WhatsAppa używa głównie do "wysyłania śmiesznych obrazków rodzinie", więc nie przeszkadzało by mu, gdyby ktoś je podglądał. Przypomniał jednak, że "jeżeli ktoś chce używać naprawdę bezpiecznej szyfrowanej platformy, to standardem w tym momencie jest Signal".

Gość TOK FM przypomniał, że niedawno "w Stanach zostały złożone dwa niezależne pozwy przeciw Facebookowi, które zwracają uwagę na jego monopolistyczną pozycję".

- Jak spojrzymy na listę 10 najpopularniejszych aplikacji pobranych między rokiem 2010 a 2020, to cztery z nich to aplikacje należące do Facebooka: Facebook, Facebook Messenger, Instagram i Whatsapp. Problemem nie jest Facebook jako taki. Tu bardziej chodzi o to, że Facebook ma kontrolującą pozycję na rynku, na którym działa, a każda platforma, która wyrasta na na tyle dużą, żeby zagrozić Facebookowi, jest po prostu kupowana przez niego - tłumaczył Broniarz.

- To, co Amerykanie chcą w tych pozwach wywalczyć, to głównie to, aby Facebook musiał uzyskać zgodę na przejęcie kolejnego medium społecznościowego - dodał.

Kolejnym postulatem jest większa transparentność zasad, według których cyfrowi giganci decydują o tym, komu dać dostęp do swoich platform. Dyskusje na ten temat obudziła niedawno sprawa banów dla Donalda Trumpa na Twitterze i Facebooku.

Oficjalną przyczyną zamrożenia profili ustępującego prezydenta USA były komentarze, które mogły zachęcać jego zwolenników do przemocy. Jednak wielu ekspertów twierdzi, że decyzja Facebooka i Twittera była po prostu próbą przypodobania się nowym władzom. Również Broniarz nie był przekonany o czystości intencji właścicieli platform.

- Jak popatrzymy, co na Facebooku czy na Twitterze publikują politycy w niektórych krajach muzułmańskich, to się okaże, że w porównaniu z nimi Trump ma zupełnie bezproblemowy przekaz. Tam jest jawne nawoływanie do przemocy, gloryfikacja mordowania, cieszenie się z tego, że ktoś zginął. A więc rzeczy, które nawet u Trumpa sie nie pojawiały - zauważył.

- Twitter i Facebook są w stanie kontrolować narrację polityczną w krajach zachodnich i my im na to de facto pozwoliliśmy. To nie jest tak, że zbanowanie Trumpa na Twitterze odebrało mu głos. Trump nadal ma rzecznika prasowego, dostęp do telewizji i radia. Ale użytkownicy sami z siebie przesunęli rzeczywistość medialną w zupełnie inną stronę, bardzo naiwnie zakładając, że te platformy to są jakieś altruistyczne miejsca dyskusji. Prawda jest taka, że tam na końcu jest biznes - mówił Broniarz.

DOSTĘP PREMIUM