Próba samospalenia w Mińsku. "Stało się to w bardzo politycznym miejscu"

W piątek w centrum Mińska 35-letni mężczyzna oblał się nieznaną substancją, a później podpalił na oczach przechodniów. Ci zdołali ugasić ogień, ale mężczyzna w ciężkim stanie trafił do szpitala. - Na razie jest wiele niewiadomych, nie wiemy, czy to akt polityczny - przyznawała w TOK FM Hanna Liubakova, niezależna białoruska dziennikarka.
Zobacz wideo

W piątek na placu Niepodległości w centrum Mińska młody mężczyzna dokonał próby samospalenia - potwierdził w piątek białoruski Komitet Śledczy na Telegramie. Wcześniej informowano, że poszkodowany żyje, ale ma poparzone ponad 50 proc. powierzchni ciała.

Jak wyjaśniała w TOK FM Hanna Liubakova, niezależna białoruska dziennikarka, na razie nie można potwierdzić, że był to akt motywowany polityczne.

- Znajomy tego człowieka mówił w wywiadzie, że był on patriotą. Jego żona, z którą się rozstał, nie wie, czy były to powody polityczne. Jest bardzo wiele niewiadomych - przyznała Liubakova. Dodała, że na kontekst polityczny wskazywałoby miejsce, które wybrał mężczyzna.

- On się podpalił przed rządowym budynkiem, gdzie mieści się parlament. To polityczne miejsce – podkreśliła. Na placu Niepodległości w Mińsku odbyło się także wiele protestów przeciwko reżimowi Aleksandra Łukaszenki.

A może posłuchasz? Ten podcast, podobnie jak wszystkie inne w TOK FM, czekają - wystarczy 1 zł

Prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz przypomniała, że na sobotę planowana jest pierwsza od dłuższego czasu duża demonstracja przeciwników prezydenta. – Te protesty zmieniły formę. Przeszły do ekspozycji biało-czerwono-białych symboli. Odbywały się bitwy o flagi, ludzie dostawali kary np. za wywieszenie flagi Japonii, bo barwy są te same, czy za czerwone paski na spodniach – wyliczała Lichnerowicz.

Liubakova przypomniała, że Białorusini protestują od prawie 170 dni. - To o wiele więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. Te represje wydają się dziwaczne, ale widać, że władze się boją. Niby przejęły kontrolę, ale każda aktywność czy każda oznaka kryzysu społecznego jest tłumiona – wskazała gościni TOK FM. Wyjaśniła, że ostatnio ludzie skupiają się na protestach w mniejszych grupach, w swoich lokalnych społecznościach. - To nie jest błąd. Bo dzięki temu się poznają. Tworzą się bardzo silne więzi społeczne - oceniła.

Dodała, że nie wiadomo do końca, jak będzie przebiegać sobotni protest. – Natomiast władze czują, że muszą stłumić każdą aktywność społeczną. Wydaje się, że reakcja będzie ostra -  przewidywała Liubakova.  

DOSTĘP PREMIUM