"Szczotka do toalety stała się symbolem protestów w Rosji". Służby zatrzymały setki osób

- Widać, że Kreml się boi. Po pierwsze dlatego, że patrzył na protesty na Białorusi, ale też dlatego, że w tym roku mamy wybory parlamentarne w Rosji i widać, że scenariusz tych wyborów nie będzie tak bezproblemowy, jak sobie to zaplanowano - mówiła w TOK FM dr Maria Domańska, komentując wielotysięczne protesty w Rosji w obronie Aleksieja Nawalnego.
Zobacz wideo

Sobota jest w Rosji dniem protestów w obronie opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, który przebywa w areszcie. Demonstranci domagają się jego uwolnienia, ale skandują też hasła nawołujące do zmiany władzy i odejścia Władimira Putina. Szacunki dotyczące liczby uczestników tych zgromadzeń są bardzo różne. Władze mówią o około czterech tysiącach osób. Media zaś przekonują, że na ulice wyszło nawet kilkanaście tysięcy ludzi. 

Dr Maria Domańska z Ośrodka Studiów Wschodnich na antenie TOK FM mówiła, że bardziej prawdopodobna jest ta druga liczba. - Kilkanaście tysięcy jest na placu Puszkina w centrum Rosji, przy czym napływają ciągle nowe osoby - powiedziała. - Ale manifestacje trwają w ponad 60 miastach w całej Rosji. Liczą od kilkudziesięciu osób, jak w Jakucku przy temperaturze -50 stopni, do wielu tysięcy, jak właśnie w Moskwie - dodała.

Domańska podkreśliła, że wszędzie widać wielką mobilizację sił porządkowych. Służby - jeszcze przed zgromadzeniami - ostrzegały, że będą one miały charakter nielegalny i straszyły brutalnymi reakcjami. - Też uczelnie ostrzegały studentów, że będą ich relokować za udział w tych jakoby nielegalnych zgromadzeniach, choć to są absolutnie pokojowe protesty - podkreślała rozmówczyni Tomasza Stawiszyńskiego. 

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Zatrzymano setki osób, w tym żonę Nawalnego

Działania służb nie kończą się na ostrzeżeniach. Po godzinie 14 portal OWD-Info, monitorujący zatrzymania w Rosji, podał, że zatrzymano ponad 800 osób. Wśród nich znalazła się żona Aleksieja Nawalnego - Julia.

Kilka chwil wcześniej zamieściła film w mediach społecznościowych, na którym poinformowała, że jest na demonstracji na placu Puszkina i podkreślała, że cieszy się, że protest zgromadził tak wielu ludzi. Pół godziny później współpracownicy Nawalnego opublikowali na Twitterze nagranie wideo z zatrzymania.

Po kilku godzinach media podały, że z komisariatu została zwolniona. Dr Domańska - pytana o to, co tak tłumnie przyciągnęło ludzi na ulice - wspomniała, że Nawalny jeszcze niedawno nie był w Rosji nadzwyczaj popularny. - Nawet po jego otruciu nie było jakiejś gwałtownej masowej reakcji - zauważyła. I dodała, że to się zmieniło po tym, jak opozycjonista wrócił do kraju tydzień temu. Dla wielu stał się bohaterem, który rzuca wyzwanie władzy, która wcześniej próbowała go otruć. Przypomnijmy, Nawalnego służby zatrzymały na lotnisku, chwilę po wylądowaniu. Od tego czasu przebywa w areszcie. 

Niemałe znaczenie, według ekspertki, miał też opublikowany kilka dni temu przez fundację Nawalnego film, który pokazywał tajemniczą willę Putina w Gelendżyku na południu Rosji. Materiał ten można zobaczyć na YouTube, do soboty miał ponad 68 mln wyświetleń. 

Z dokumentu można się dowiedzieć m.in., że posiadłość ma 18 tysięcy metrów kwadratowych, dziesiątki pokoi, teatr, kasyno, oranżerię, amfiteatr czy podziemny tunel prowadzący na brzeg morza. Fundacja Nawalnego podaje, że posiadłość jest własnością otoczenia rosyjskiego prezydenta i kosztowała 100 mld rubli. Władze Rosji od początku zaprzeczają, jakby pałac należał do Putina.

- W społeczeństwie rosyjskim od paru lat narasta rozczarowanie systemem i zapotrzebowanie na zmiany, a także rozczarowanie samym Putinem, który już nie jest atrakcyjną marką - powiedziała dr Domańska. 

Jak dodała, w filmie Nawalnego prezydent Rosji został pokazany "jako nie do końca dojrzały chłopiec, który jakieś resentymenty z dzieciństwa próbuje sobie wynagrodzić ostentacyjnym i absurdalnym bogactwem". - Jednym z symboli protestów jest szczotka do toalety, która była jedną z bohaterek tego filmu, kosztowała około 700 euro. To ludzi strasznie chyba wykurzyło i teraz gromadnie wychodzą z tymi szczotkami do toalety w rękach na protesty - opisywała przedstawicielka Ośrodka Studiów Wschodnich.

Czy nastąpi zmiana władzy w Rosji?

Mimo tak licznych zgromadzeń w obronie Nawalnego, Domańska przyznała, że "w tym momencie raczej nie ma przesłanek, żeby prognozować zmianę władzy w Rosji lub jakiś kryzys polityczny". Jej zdaniem, jest to pierwszy krok w całym tym marszu. Kiedy nastąpi jego koniec? - Trudno prognozować - wskazała. 

- Natomiast widać wyraźnie, że Kreml się boi. Po pierwsze dlatego, że patrzył na protesty na Białorusi, ale też dlatego, że w tym roku mamy wybory parlamentarne w Rosji i widać, że scenariusz tych wyborów nie będzie tak bezproblemowy dla Kremla, jak sobie to zaplanowano - powiedziała.

>> Czytaj także: Jednoosobowy protest w obronie Nawalnego przed ambasadą w Warszawie

DOSTĘP PREMIUM