Portugalia. Wybory prezydenckie przy pełnym lockdownie i rekordowej liczbie zakażeń

Mimo bardzo złej sytuacji pandemicznej w Portugalii w niedzielę odbywają się wybory prezydenckie. Według sondaży prawie dwie trzecie mieszkańców tego kraju uważa, że głosowanie powinno zostać przełożone.
Zobacz wideo

- Jeśli z domu wychodzić można tylko do pracy, to nie powinno się również wychodzić do lokali wyborczych - mówiła jedna z mieszkanek Lizbony. 

- Nie sądzę, by w tych wyborach wzięło zbyt dużo ludzi - stwierdził jeden z głosujących. 

Wybory prezydenckie, organizowane ze szczególnymi wymogami sanitarnymi z powodu epidemii koronawirusa. Głosujący zobowiązani są do pojawienia się w lokalach wyborczych z maskami ochronnymi, własnymi długopisami oraz przestrzegania dystansu społecznego.

Przed głosowaniem obywatele są też zobowiązani do zdezynfekowania dokumentów tożsamości żelami z dozowników, umieszczonych przy wejściu do lokalu wyborczego. Otwarte od godz. 9 czasu warszawskiego miejsca głosowania zostaną zamknięte o godz. 20.

Pomimo obowiązującego od ponad tygodnia lockdownu i wysokiej dynamiki zgonów i zakażeń władze Portugalii nie zdecydowały się przełożyć niedzielnych wyborów prezydenckich. Głosowanie może mieć jednak, jak wskazują sondaże przedwyborcze, rekordowo niską frekwencję, poniżej 35 proc.

Z informacji służb medycznych Portugalii wynika, że liczba zajętych łóżek przez pacjentów z COVID-19 przekracza już 90 proc. w kilku szpitalach aglomeracji Porto oraz Lizbony. Potwierdzono, że w ciągu ostatniej doby konieczne było uruchomienie dwóch szpitali polowych.

W sobotnie popołudnie przed największym szpitalem stolicy, Santa Maria, pacjenci oczekujący na przyjęcie pozostawali z braku miejsca wewnątrz kilkudziesięciu karetek pogotowia.

Z ostatnich sondaży wynika, że pewnym faworytem do zwycięstwa jest szef państwa Marcelo Rebelo de Sousa. Wywodzący się z centroprawicowej Partii Socjaldemokratycznej (PSD) polityk może liczyć na ponad 60 proc. poparcia. Oznacza to, że 72-letni prezydent przedłużyłby swój mandat już w pierwszej turze wyborów.

Drugie miejsce, zgodnie z sondażami, powinno przypaść Andre Venturze, liderowi uważanej za skrajnie prawicową partii Chega lub Anie Gomes, byłej eurodeputowanej rządzącej krajem Partii Socjalistycznej (PS). Kierowane przez premiera Antonia Costę ugrupowanie nie uznaje jednak Gomes za oficjalną kandydatkę tej partii.

Zgodnie z badaniami opinii publicznej Ventura i Gomes mogą liczyć na 10-14 proc. poparcia.

Udział w wyborach prezydenckich jest jednym z argumentów uzasadniających wyjście z domów z powodu obowiązującego od ponad tygodnia drugiego lockdownu.

W niedzielę w Portugalii nie odbywają się nawet nabożeństwa w kościołach po decyzji Konferencji Episkopatu, który wezwał do pozostania w domach z powodu rosnącej od kilku dni liczby zakażeń oraz zgonów.

W sobotę w Portugalii zanotowano rekordową liczbę zgonów, zakażeń oraz hospitalizowanych pacjentów z powodu Covid-19. Pomiędzy piątkiem a sobotą zmarły 274 osoby, a zakaziło się ponad 15,3 tys.

Wraz z nasileniem epidemii rząd Costy w piątek zamknął szkoły i uczelnie wyższe, a w sobotę zakazał realizacji połączeń lotniczych z Wielką Brytanią. 

DOSTĘP PREMIUM