Protesty w Rosji. Ponad 3 tys. zatrzymanych, w tym żona Nawalnego. "Putin jest wystraszony"

- Władze Rosji mają bardzo prosty plan: zdławić te protesty i zastraszyć ludzi. Stąd te zatrzymania, które są coraz liczniejsze i brutalniejsze. Jak słyszymy, dotyczą też ludzi, którzy nie biorą udziału w protestach, po prostu przechodniów - mówił w TOK FM dziennikarz Michał Kacewicz.

3062 osoby zatrzymała w niedzielę policja w miastach Rosji podczas protestów w obronie aresztowanego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego - podał portal OWD-Info około godziny 15. Najwięcej - 844 osoby - zatrzymano w Moskwie. Wśród nich jest m.in. żona polityka, Julia Nawalna. Prawdopodobnie nie jest to ostateczny bilans zatrzymań. 

Opozycyjne rosyjskie media informują również o licznych aktach policyjnej przemocy wobec protestujących. W Petersburgu i Władywostoku policja miała użyć paralizatorów. W Kazaniu funkcjonariusze zmusili zatrzymanych do położenia się na śniegu, zrywali z ich twarzy maseczki ochronne i fotografowali telefonami komórkowymi - twierdzą świadkowie.

Anastazja Siergiejewa ze stowarzyszenia "O wolną Rosję" zauważyła w TOK FM, że władze Rosji znalazły się w trudnej sytuacji w związku ze zbliżającymi się wrześniowymi wyborami parlamentarnymi.

- Z jednej strony nie mogą wypuścić Nawalnego i jego kolegów. Będzie oznaczało wzrost jego popularności oraz nowe protesty - dotyczące tego, żeby mogli wziąć udział w wyborach. Z drugiej strony, nie wypuszczając go, pokazują, jaki jest poziom represji. A to też nie jest dla nich dobre - tłumaczyła Siergiejewa. Jej zdaniem protesty i ich tłumienie mogą być głównym tematem kampanii wyborczej.

- Putin, podobnie jak cała elita rosyjska, jest wystraszony tym, co się zaczęło w zeszłym roku na Białorusi i nie może dopuścić do takiego rozwoju sytuacji - ocenił dziennikarz biełsat.eu i tygodnika "Newsweek Polska" Michał Kacewicz.

- Władze Rosji mają bardzo prosty plan: zdławić te protesty i zastraszyć ludzi. Stąd te zatrzymania, które są coraz liczniejsze i brutalniejsze. Jak słyszymy, dotyczą też ludzi, którzy nie biorą udziału w protestach, po prostu przechodniów - mówił gość TOK FM.

Kacewicz dodał, że do prewencyjnych zatrzymań dochodziło jeszcze przed tym, jak rozpoczęły się protesty. Powody często były błahe. - Był przypadek aktywisty, który jeszcze przed protestem w ubiegły weekend napisał w internecie, że "23 lutego będzie ciepło". I za coś takiego został zatrzymany - opowiadał.

Dziennikarz przypomniał również, że choć "Nawalny stał się impulsem do protestów", nie wszyscy protestujący mogliby się określić mianem jego zwolenników.

- Nawalny dał ludziom odwagę, rzucił hasło do protestów, one się zaczęły w jego obronie. Ale suma różnych pretensji i oczekiwań wobec przyszłości Rosji wykracza poza kwestię uwolnienia Nawalnego - zaznaczył.

DOSTĘP PREMIUM