Jak Viktor Orban zdobywał media na Węgrzech. "Taktyka salami i taniec pawia"

Viktor Orban przez lata i z pomocą popleczników podporządkowywał sobie rynek mediów na Węgrzech. - To historia niebywała, a w Polsce nieznana. Boje się, że opowiadanie tego może podpowiadać scenariusze, które wykorzystają decydenci w Polsce - wskazywał w TOK FM prof. Bogdan Góralczyk.

Węgierski sąd uznał we wtorek za zgodną z prawem decyzję Rady Mediów, która odmówiła przedłużenia prywatnej rozgłośni Klubradio zgody na wykorzystywanie dotychczasowej częstotliwości. Radio musi zakończyć emisję 14 lutego o północy. To stacja krytyczna wobec polityki rządu Viktora Orbana. Na Węgrzech przez kilka ostatnich lat premier praktycznie zlikwidował media, które krytykowały jego partię. Zdaniem wielu ekspertów, obecne plany rządu PiS związane z podatkiem od reklam, czy zakupem przez Orlen Polski Press, to sygnał "orbanizacji" mediów i podążania "modelem węgierskim" przez nasze władze.

Profesor Bogdan Góralczyk, politolog, były dyrektor Centrum Europejskiego UW, dyplomata i znawca Węgier, tłumaczył w audycji "Off-Czarek" w TOK FM na czym ten proces polega. – To centralizacja mediów i podporządkowanie ich ośrodkowi decyzyjnemu, czyli rządowi. Na Węgrzech objawiło się to taktyką, czy nawet strategią salami. Kiedy Viktor Orban doszedł do władzy w 2010 roku, to jedną z pierwszych ustaw była ta dotycząca mediów. W pierwszym półroczu kolejnego roku rząd podporządkował sobie główną agencję informacyjną i media publiczne – mówił prof. Góralczyk. Podkreślał, że po tych krokach Orban nie poszedł dalej, bo Węgry pełniły wówczas prezydencję w Unii Europejskiej. – Był szum i silne protesty. Nawet pani Hillary Clinton w Budapeszcie broniła z nazwy niektórych tytułów – przypomniał ekspert.

Ważni przyjaciele

Jak wspominał gość Cezarego Łasiczki, Orban miał trochę trudniejsze zadanie z pacyfikacją mediów prywatnych. Tutaj niepoślednią role odegrali jego stronnicy. – Na przykład Lajos Simicska, przyjaciel Orbana ze studiów i wojska. Na początku wspierał Fidesz i był emblematyczną postacią imperium finansowego i medialnego partii. Jednak potem wielkie interesy doprowadziły do burzliwego rozwodu z Orbanem. W 2016 roku Simcska postawił na partię Jobbik, jako tę, która ogra Orbana. Jednak się przeliczył. Fidesz wygrał wybory w 2018 roku, a Simicska szybko został zgrillowany i bez walki oddał największy dziennik na Węgrzech "Magyar Nemzet", radiostację Lánchíd, telewizję HIT TV i tygodnik "Heti Válasz" – opowiadał prof. Góralczyk.

Drugą ważnym stronnikiem Orbana był Andy Vajna, były producent filmowy z Hollywood, odpowiedzialny miedzy innymi za serię filmów o Rambo i Terminatorze, który w drugiej dekadzie XXI wieku powrócił na rodzinne Węgry. – Kontrolował kasyna i przemysł filmowy. Był też mogulem medialnym. Niby przejmował tytuły dla siebie, ale tak naprawdę dla Orbana – opowiadał gość TOK FM.

Kolejny "pomagier" Orbana w przejmowaniu Węgier to Árpád Habony. Jak wspominał prof. Góralczyk, to człowiek oficjalnie bez stanowiska, człowiek cienia. Sam Orban wypiera się, że płaci mu pensję. Nazywany jest często "tajemniczym spin doctorem" premiera Węgier. – W pierwszej fazie przejmowania mediów on chodził po barach w Budapeszcie i podsłuchiwał, o czym ludzie rozmawiają. Potem ich problemy i troski przekazywane były prosto do agencji informacyjnej, przejętej przez Fidesz. Czyli sprawny i świetnie działający populizm – tłumaczył ekspert. W połowie ubiegłej dekady zajmował się też wydawaniem gazet, które promowały politykę Fideszu.

Zdaniem gościa TOK FM ważną i barwną postacią jest też Lorinc Meszaros. – Były inkasent gazowy ze wsi, w której wychował się Viktor Orban. Był nawet jej merem. Po 2010 roku Meszaros nagle stał się krezusem i mogulem medialnym. W tej chwili wymieniany jest w pierwszej trójce najbogatszych Węgrów. Przejmuje od lat wszystkie zamówienia rządowe, w tym dotyczące rynku mediów – mówił prof. Góralczyk. Meszaros odegrał dużą rolę przy przyjęciu prasy regionalnej przez Fidesz. – W październiku 2016 roku jedna z jego wielu firm przejęła wszystkie tytuły prasy regionalnej. Oczywiście, są w tych pismach newsy lokalne, ale drukowane są też depesze agencji MTI, czyli tej kontrolowanej przez władzę – podkreślał profesor Góralczyk.

Dodał, że w 2016 roku Orban z dnia na dzień zamknął krytykujący jego rząd dziennik "Népszabadság". Fidesz uderzył też dodatkowym podatkiem do reklam w nadającą po węgiersku niemiecką telewizję RTL. Orban nie odpuścił też portalom internetowym. W listopadzie 2019 roku przejął portal Origo.hu – porównywany z polskim Onetem – a w lecie 2020 roku inny poczytny - index.hu.

"Orban stosuje taniec pawia"

Prof. Góralczyk ubolewał, że w zasadzie całej Unii Europejskiej brakuje konsekwencji w reagowaniu na działania Orbana wobec rynku medialnego. – On stosuje taniec pawia. Jedzie do Brukseli, stroszy piórka, opowiada różne rzeczy, a potem wraca do siebie i Węgrom mówi co innego. Trochę przymykamy na to oczy. Sam Orban stwierdził kiedyś, że działa w ten sposób, bo Unia jest bezzębna. Niestety, w dużej mierze to słuszna ocena – podsumował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM