"Polska-Rosja. Historia obsesji, obsesja historii" [fragment książki]

Publikujemy fragment książki Andrzeja Chwalby i Wojciecha Harpuli pt. "Polska-Rosja. Historia obsesji, obsesja historii", Wydawnictwo Literackie 2021. Premiera: 24 lutego 2021 r.

W 1797 roku mocarstwa rozbiorowe zakończyły delimitację swoich granic na ziemiach Rzeczpospolitej i zaczęły wprowadzać własne porządki. Jaki był rosyjski pomysł na rządzenie Polakami?

Taki sam jak w innych nierosyjskich prowincjach Imperium. To był sprawdzony model. W niemieckich Inflantach, w dawnych chanatach, w Gruzji, a później także w rumuńskiej Besarabii nadal rządziły lokalne elity, a Rosja zadowalała się kontrolą zwierzchnią. Tak samo było w przypadku ziem Rzeczpospolitej. Dla Petersburga ważne było, by podatki wpływały regularnie, a pobór rekruta przebiegał spokojnie. Tym nie zajmowali się urzędnicy przysłani z Rosji. Aparat administracyjny pozostał w polskich rękach. Zmienił jednak charakter. Nieprofesjonalni polscy urzędnicy, którzy działali na zasadzie honorowego wolontariatu i nie otrzymywali z tego tytułu pensji, dostali przydział kompetencji, pensję i czin — stanowisko, rangę w hierarchii administracyjnej.

Zmiany, które wprowadziła Rosja na ziemiach przyłączonych do Imperium, czyli tak zwanych Ziemiach Zabranych, były niewielkie. Zwłaszcza w porównaniu z zaborami austriackim i pruskim. Do czasów powstania listopadowego ziemie zaboru rosyjskiego miały najlepsze warunki do rozwoju polskiej kultury, oświaty, języka, gospodarki. Nadal obowiązywały dotychczasowe miary i wagi oraz waluta z czasów Rzeczpospolitej. Pozostawiono stare szlacheckie urzędy, w tym marszałków powiatowych i wojewódzkich. Prawo i sądy były polskie. Popatrzmy na "Pana Tadeusza". To rok 1812. Są wojska rosyjskie, a nie ma rosyjskich urzędników. Mamy podkomorzego, wojskiego, asesora, rejenta, sędziego…

Nawet woźnego trybunału

Nawet woźnego. Rosja niczego nie zmieniła w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości. Szlachta za wierną służbę na rzecz Petersburga otrzymywała dawne polskie ordery. Kościół katolicki nie był nękany. Ogromne postępy zrobiła polska oświata. W 1803 roku wileńską Szkołę Główną przekształcono w uniwersytet, a kuratorem okręgu naukowego został książę Adam Jerzy Czartoryski. Rosja oddała władzę nad oświatą w ręce polskie. Dzięki temu aż do wybuchu powstania listopadowego można nawet mówić o ofensywie polskości na Kresach — dawnych ziemiach wschodnich Rzeczpospolitej. Dzięki dynamicznemu rozwojowi szkolnictwa średniego postępował proces polonizacji, zwłaszcza na Wileńszczyźnie i Grodzieńszczyźnie. W Wilnie do roku 1831 działał jedyny przyzwoity uniwersytet w Rosji, na którym kształciła się większość wszystkich studentów państwa. Polski Uniwersytet Wileński był kuźnią kadr dla Imperium Rosyjskiego! W Wilnie nauki pobierało tysiąc pięciuset studentów. W pozostałych pięciu uczelniach Rosji — niespełna tysiąc.

Rosja u progu XIX wieku nie miała wystarczającej liczby wykształconych urzędników. Dlatego przed szlachtą z podbitych prowincji otwierały się wielkie możliwości. Niemieccy baronowie z Inflant w XVIII wieku robili zawrotne kariery w armii i administracji. Byli podporą Imperium. W pewnych okresach wręcz rządzili Rosją. Gdy caryca Elżbieta zapytała kiedyś Michaiła Łomonosowa, wybitnego rosyjskiego naukowca i poetę, jakiej nagrody chce za swoje zasługi, ten miał odpowiedzieć: Matuszka, proizwiedi ty mienia w Germancy („Mateczko, zrób ze mnie Niemca”). To anegdota, ale dobrze oddaje klimat czasów, kiedy w Rosji łatwiej było zrobić karierę, będąc Niemcem niż Rosjaninem.

Dziś mało się o tym mówi, ale po rozbiorach część polskich elit naukowych i politycznych postawiła na współpracę z Rosją. I to nie byli tylko ludzie spod znaku Targowicy. Jan Potocki, podróżnik, historyk, etnograf, archeolog i powieściopisarz, autor Rękopisu znalezionego w Saragossie, był posłem na Sejm Czteroletni, angażował się w dzieło naprawy Rzeczpospolitej. Po rozbiorach został radcą w petersburskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Brał udział w misjach dyplomatycznych, stał się gorącym orędownikiem ekspansji rosyjskiej w Azji, opracował nawet jej szczegółowy program. Za swoje osiągnięcia naukowe został zaliczony w poczet członków honorowych Cesarskiej Akademii Nauk. Tadeusz Czacki, ekonomista i historyk, członek Komisji Edukacji Narodowej, razem ze Stanisławem Augustem Poniatowskim reformował kraj. Później, za sprawą księcia Czartoryskiego, został wizytatorem szkół na Wołyniu. Znów działał dla Polski, nauki i oświecenia. Stworzył słynne Liceum w Krzemieńcu, zwane „wołyńskimi Atenami”, wzorowane na elitarnych placówkach w Cesarstwie. To byli ludzie, którzy po rozbiorach uznali, że klęska Rzeczpospolitej oznacza koniec polsko-rosyjskiego sporu w wymiarze politycznym. Przegraliśmy. Koniec kropka. Teraz trzeba, odwołując się do idei słowiańskiego pobratymstwa, przezwyciężyć konflikt Polaków i Rosjan. Dzięki temu, że Polacy są narodem bardziej oświeconym od Rosjan, mają do odegrania w imperium rosyjskim wielką rolę. Taką samą, jaką Grecy odgrywali w Imperium Rzymskim. Dzięki Polakom Rosja ma się cywilizować i stawać się rodziną dla wszystkich słowiańskich ludów. Ta myśl z pełną mocą powróciła już w czasach Królestwa Polskiego, połączonego z Rosją unią personalną. Stanisław Staszic nawoływał wtedy do „spajania się z Rosją”. Polacy mieli czerpać z niej moc, potęgę, możliwość działania. A Rosja od Polaków oświecenie, zdobycze cywilizacyjne.

Skoro część polskich elit zdecydowała się współpracować z Rosją, to dlaczego Polacy powszechnie wsparli Napoleona i z nim związali nadzieję na odbudowę Rzeczpospolitej?

Dziś wydaje nam się, że wszyscy poszli za Napoleonem. Nic dziwnego, historia Legionów Polskich we Włoszech to część naszego mitu narodowego. Mazurek Dąbrowskiego opowiada o nadziejach tych Polaków, którzy po powstaniu kościuszkowskim i trzecim rozbiorze nie pogodzili się z utratą niepodległości i związali swój los i rachuby polityczne z napoleońską Francją. Ale gdy Jan Henryk Dąbrowski, Karol Kniaziewicz i Józef Wybicki marzyli o „powrocie z ziemi włoskiej do Polski”, książę Adam Jerzy Czartoryski starał się przekonać Rosjan, że przywrócenie państwa polskiego jest zgodne z mocarstwowymi interesami Imperium. Ród Czartoryskich wydał wielu ważnych, bardzo zasłużonych dla polskości ludzi, ale losy księcia Adama Jerzego były doprawdy niezwykłe. Jego życiorysem można by obdzielić kilka-naście osób. A i tak każda z nich mogłaby mówić, że miała ciekawe życie. Jego postać z pewnością często będzie wracać w naszej opowieści. Był synem księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, tego samego, którego wojewoda ruski książę August Czartoryski przygotowywał do roli króla Polski. Książę Adam Jerzy wziął udział w wojnie polsko-rosyjskiej w 1792 roku, po insurekcji kościuszkowskiej ojciec wysłał go wraz z bratem Konstantym do Petersburga. Wstąpił do elitarnej Gwardii Konnej, został adiutantem i przyjacielem o siedem lat młodszego carewicza Aleksandra.

To prawda, że książę Adam miał dziecko z żoną przyszłego cara, Elżbietą?

Temu nie zaprzeczał. Książę Czartoryski był ojcem jej pierwszego dziecka, Marii Aleksandrowny, która dość szybko zmarła. Romans wielkiej księżnej Elżbiety z polskim arystokratą trwał blisko trzy lata. Carewicz Aleksander nie miał nic przeciwko. Za to cesarz Paweł, gdy dowiedział się, kto jest ojcem, wpadł w szał. Wybuchy niepohamowanego gniewu były u niego typowe, odziedziczył choleryczne usposobienie po ojcu, Piotrze III. Paweł I chciał zesłać księcia Adama na Syberię. Skończyło się na dworskim skandalu i wysłaniu Polaka na rosyjską placówkę dyplomatyczną w Królestwie Sardynii. Szybko z niej wrócił, bo w 1801 roku jego przyjaciel został carem. Spiskowcy zamordowali Pawła I, dusząc go szarfą orderową, a władzę oddali dwudziestotrzyletniemu Aleksandrowi I. Ciesząc się wsparciem cesarza, książę Czartoryski został członkiem senatu i wiceministrem spraw zagranicznych Imperium. Wystąpił wtedy z memoriałem pod tytułem O systemie, którego winna trzymać się Rosja. Postulował zwrot w rosyjskiej polityce zagranicznej. Zaproponował odbudowę Rzecz-pospolitej pod berłem Romanowów. Miała ona obejmować ziemie zaboru rosyjskiego, pruskiego i część austriackiego. Po utworzeniu unii Rzeczpospolitej z Rosją byłoby możliwe zbudowanie wielkiej federacji narodów — przede wszystkim słowiańskich — pod przewodnictwem Petersburga, sięgającej aż po Adriatyk i Konstantynopol. Realizację tego strategicznego celu miała wesprzeć Anglia. Prusy i Austria zostałyby osłabione, a to przyniosłoby Staremu Kontynentowi nową równowagę sił, opartą na dominacji trzech mocarstw: Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji. Wobec śmiertelnej wrogości między Paryżem a Londynem rola arbitra zawsze spoczywałaby w ręku Petersburga. Ani wcześniej, ani później żaden z polskich polityków nie widział Rosji tak wielkiej i tak przyjaznej Polsce. Gdy książę Czartoryski został ministrem spraw zagranicznych Rosji, próbował do tego planu przekonać cesarza i jego otoczenie. O szczegółach planu rozmawiał z Aleksandrem I w Puławach, stąd w literaturze historycznej pomysł księcia nazywany jest planem puławskim. Cesarz i politycy rosyjscy mieli do niego zastrzeżenia: przede wszystkim zdawali sobie sprawę, że uderzenie na Prusy i Austrię musiałoby prowadzić do wejścia Rosji w skład napoleońskiej Europy. Ponadto, o ile Aleksander I wydawał się bliski myśli o odbudowie Rzeczpospolitej, o tyle jego doradcy nie wyobrażali sobie zjednoczenia Polski. Ostatecznie Aleksander I nie ogłosił się królem Polski i nie wkroczył zbrojnie do Berlina. Przeciwnie, zawarł sojusz z Prusami i u boku Austrii wystąpił przeciwko Napoleonowi, by w grudniu 1805 roku ponieść klęskę w bitwie trzech cesarzy pod Austerlitz. Rozgoryczony książę Czartoryski ustąpił ze stanowiska, ale Aleksander I nie porzucił idei odbudowy państwowości polskiej pod berłem rosyjskiej dynastii.

DOSTĘP PREMIUM