W Teksasie rachunki za prąd skoczyły z 30 do kilkunastu tysięcy dolarów. "Mróz wszystko wywrócił"

Cena prądu w Teksasie skoczyła o kilka tysięcy procent w górę w ciągu ostatnich kilkunastu dni. To wynik ataku zimy i nieprzygotowanej infrastruktury, a także kompletnie wolnego rynku prądu w tym stanie. - W przypadku Teksasu prawo do swobody gospodarczej zamieniło się w prawo do zamarzania w domach - wyjaśniali w TOK FM eksperci.
Zobacz wideo

Siarczyste mrozy i niespotykane opady śniegu w Teksasie wywindowały tam na niebotyczny poziom ceny energii elektrycznej. W niektórych przypadkach wzrosły one więcej niż 70-krotnie. Jeden z mieszkańców miasta Spring niedaleko Houston ma do zapłacenia rachunek za prąd wynoszący 11 tysięcy dolarów, gdy zwykle w tym okresie płacił około 30 USD. Agencje donoszą, że to nie jest jednostkowy przypadek, bo wielu mieszkańców stanu musi teraz zmierzyć się z niebotycznymi kwotami faktur za energię.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Jak wyjaśniał w TOK FM Marcin Popkiewicz, analityk megatrendów z portalu Nauka o Klimacie, w Teksasie firmy celowo nie zabezpieczały infrastruktury na wypadek takich sytuacji pogodowych. - Nikt nie miał interesu w tym, żeby inwestować na tym polu, żeby raz na kilka lat sprzedać drożej prąd. Przyszedł mróz i to wszystko się wywróciło. Zamarzły sieci przesyłowe, maszyny w elektrowniach węglowych, czujniki w elektrowni atomowej czy nawet wiatraki. Kompletny armagedon - wyjaśniał ekspert. To pierwszy powód braku prądu, a potem dramatycznego wzrostu cen.

Po drugie, rynek energii w Teksasie jest kompletnie zderegulowany. Umożliwia to klientom wybór spośród około 220 sprzedawców detalicznych w systemie całkowicie kierowanym przez rynek. - Do tego jest odizolowany od reszty USA, więc nie było opcji importu energii z zewnątrz. W Teksasie nie ma regulacji dotyczących mocy rezerwowych na trudne sytuacje. To sprawia, że jeżeli prądu jest dużo, to jest on tani, z kolei jeśli go brakuje, to ceny rosną horrendalnie. Nastał mróz, więc gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na ogrzewanie prądem, a większość Teksańczyków mieszka w nieocieplonych domach z dykty. A skoro popadały elektrownie, to ceny poszły do stratosfery. Kilowat kosztował 9 dolarów, gdy zazwyczaj było to kilka centów. W przypadku Teksasu prawo do swobody gospodarczej zamieniło się w prawo do zamarzania w domach - opisywał Popkiewicz.

Z kolei dr Piotr Tarczyński, amerykanista i historyk, podkreślał, że konserwatywne, republikańskie władze Teksasu i tak wykorzystały całą sytuację do tego, żeby zaatakować Joego Bidena i jego administrację. - Ludzie nie mieli prądu i wody, a ci i tak próbowali dyskredytować Odnawialne Źródła Energii i oskarżać Demokratów, że ich plany "Nowego Zielonego Ładu" sprawią, że takich sytuacji będzie więcej. Tylko że faktycznie ten plan nie wszedł w życie, OZE w Teksasie odpowiada za mniej więcej 10 procent wszystkich zasobów energetycznych, więc Republikanie sami doprowadzili do tej sytuacji. Tak jakby złodziej krzyczał: łap złodzieja - ocenił amerykanista.

DOSTĘP PREMIUM