Czechy weszły w głębszy lockdown, a to nie musi być koniec. "W grze nadal całkowite zatrzymanie państwa"

W związku z trudną sytuacją epidemiczną Czechy o północy zaostrzyły trwający od połowy października lockdown. W kraju wprowadzono dalsze ograniczenia w przemieszczaniu się, władze zamknęły też przedszkola i żłobki. - Duża część mniejszościowego rządu, czyli socjaldemokraci, optują za pełnym lockdownem, czyli powrotem do rozwiązań, które mieliśmy na wiosnę ubiegłego roku - opowiadał w TOK FM Jakub Medek.
Zobacz wideo

Przez najbliższe trzy tygodnie Czesi mogą opuszczać teren swojego powiatu wyłącznie jadąc do pracy lub lekarza. Powinni mieć przy tym zaświadczenie od pracodawcy, ewentualnie - podobnie jak wiosną we Francji, napisane osobiście oświadczenie. - To tak zwane honorowe zgłoszenie. Podajemy w nim dokładną informację o której wychodzimy z domu i gdzie się udajemy do pracy, czy lekarza. Takowe pismo trzeba przedstawić policji, a ona to potem weryfikuje - wyjaśniał Jakub Medek, dziennikarz TOK FM i ekspert od spraw czeskich. 

W celach prywatnych ograniczenia w przemieszczaniu są jeszcze ostrzejsze - spacerować czy uprawiać sport wolno wyłącznie we własnej gminie. Nowe ograniczenia rozszerzyły też listę zamkniętych rodzajów sklepów i punktów usługowych. Obecnie bez ograniczeń można kupować już właściwie tylko żywność, lekarstwa i paliwo. Po raz pierwszy od wiosny czeskie władze zdecydowały też o ograniczeniu funkcjonowania żłobków i przeszkoli - przyjmują już tylko dzieci medyków i pracowników infrastruktury krytycznej.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Jak wyjaśniał Medek politycy w Pradze na tak daleko idących obostrzeniach mogą się nie zatrzymać. – Duża część mniejszościowego rządu, czyli socjaldemokraci, optują za pełnym lockdownem, czyli powrotem do rozwiązań, które mieliśmy na wiosnę ubiegłego roku. To zdaniem ekspertów uchroniło kraje tej części Europy przed pierwszą falą zachorowań. Także całkowite zatrzymanie państwa jest nadal w grze – mówił Medek.

Czesi testują na potęgę

Rząd liczy na to, że dzięki testom uda się wyhamować epidemię koronawirusa. W liczących nieco ponad 10 mln mieszkańców Czechach w ubiegłym tygodniu odnotowywano codziennie blisko 15 tysięcy nowych zakażeń. Ale Czesi wykonują dziś znacznie więcej testów. – W ubiegłym tygodniu średnia dzienna testów wynosiła 90 tysięcy. Jeśli Polska chciałaby osiągnąć ten poziom, to należałoby robić 320 tys. testów dziennie. A to nam nie grozi. U nas testuje się objawowych pacjentów, a w Czechach gros testów to badania przesiewowe – precyzował Medek.

U naszych południowych sąsiadów testować będzie się jeszcze więcej, bo rząd nałożył takowy nakaz na duże firmy. - Na razie ma dotyczyć przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 25 osób. Chociaż jest ich w Czechach zaledwie kilkaset, to zatrudniają ponad 30 proc. pracujących. Testy antygenowe, którym pracownicy mają być poddawani cztery razy w miesiącu, sfinansuje państwo. Premier Andrej Babisz chciałby, żeby obowiązkowe testy dla pracowników rozszerzyć od przyszłego tygodnia również na mniejsze, czyli zatrudniające powyżej 50 osób, przedsiębiorstwa. Czeskie władze ostrzegają pracodawców, że firmy w których testy nie będą prowadzone i w których nie będzie przestrzegany obowiązek zasłaniania nosa i ust maskami FFP2, zostaną po prostu zamknięte – wyjaśniał dziennikarz TOK FM.

Czesi będą się szczepić chińską i rosyjską szczepionką?

Czescy prezydent i premier chcą, nie oglądając się na Unię Europejską, nad Wełtawą szczepić rosyjską szczepionką Sputnik V, a być może także chińskim Sinovacem. Mówili o tym w niedzielę niezależnie od siebie, w dwóch stacjach telewizyjnych. Ich zdaniem Czechy nie powinny oglądać się na Unię i czekać na zarejestrowanie rosyjskiej szczepionki przez Unijną Agencję Leków. Zdaniem znanego z prorosyjskich i prochińskich sympatii prezydenta Zemana szczepionki nie mają barw politycznych. 

Zdaniem obu przywódców w drodze dopuszczalnego prawem wyjątku preparaty powinna dopuścić czeska agencja leków. Ta jednak podkreśla, że nie leży to w jej kompetencjach a takie wyjątki może udzielać wyłącznie minister zdrowia. - Minister konsekwentnie od kilku tygodni odmawia, warunkując dopuszczenie szczepionek od zielonego światła od Unii. Ani Rosjanie, ani Chińczycy, na razie w ogóle o dopuszczenie ich szczepionek w Unii nie wystąpili - przypomniał Medek. 

DOSTĘP PREMIUM