Zanzibar i Tanzania wcale nie są wolne od koronawirusa. "Polityka tamtejszych władz jest niebezpieczna"

- Oni przestali liczyć chorych w kwietniu ubiegłego roku i oficjalnie licznik zatrzymał się na 509 zakażeniach. Prezydent kontestował testy. Magufuli występował w telewizji, brał dostępne testy i opowiadał, że używał ich na oleju czy kozie i uzyskiwał wyniki pozytywne. Dlatego jego zdaniem to testowanie to niepotrzebna bzdura i lepiej o nim zapomnieć - tak o sytuacji w Tanzanii i na Zanzibarze mówił w TOK FM dr Jędrzej Czerep.
Zobacz wideo

Tanzania, a w szczególności jej autonomiczny archipelag Zanzibar, to szalenie popularny wśród polskich turystów kierunek w tym pandemicznym sezonie. Tamtejsi politycy zapewniają, że kraj jest "wolny" od koronawirusa. Mimo że podczas transmitowanej w telewizji konferencji prasowej tamtejszy minister finansów "dusił się na wizji od kaszlu", a wiceprezydent Zanzibaru umarł na COVID-19. Oficjalne dane mówią raptem o kilkuset zakażeniach wirusem i kilkunastu zgonach. Podczas pandemii rząd Tanzanii nie wprowadził ani razu kwarantanny, stawiając na siłę modlitwy, tradycyjne techniki leczenia, takie jak inhalacje parą wodną, oraz naturalne "lekarstwa" takie jak imbir czy lemoniada. Nie kupił też szczepionek przeciw koronawirusowi.

A może posłuchasz? Ten podcast, podobnie jak wszystkie inne w TOK FM, czekają - wystarczy 1 zł

Jak wyjaśniał w TOK FM dr Jędrzej Czerep z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, głównym odpowiedzialnym za taką "politykę" Tanzanii wobec koronawirusem jest prezydent tego kraju John Magufuli. Ten barwny, ale jednak dość kontrowersyjny polityk rządzi tam od 2015 roku. – Tanzańczycy śmiali się, że mieli trumpizm, zanim jeszcze Donald Trump doszedł do władzy w USA. To podobne osobowości. Magufuli też uwielbia decydować o wszystkim sam, bo uważa, że na wszystkim się zna. Ma charyzmę i duże poparcie wśród niskich warstw społecznych, nie jest lubiany przez elity – wyjaśniał dr Czerep.

Gość TOK FM mówił dalej, że prezydent Tanazanii na początku pandemii zdecydował, że jego kraj pójdzie pod prąd wszystkich światowych trendów w tym zakresie. – Oni przestali liczyć chorych w kwietniu ubiegłego roku i oficjalnie licznik zatrzymał się na 509 zakażeniach. Prezydent kontestował testy. Magufuli występował w telewizji, brał dostępne testy i opowiadał, że używał ich na oleju czy kozie i uzyskiwał wyniki pozytywne. Dlatego jego zdaniem to testowanie to niepotrzebna bzdura i lepiej o nim zapomnieć – wyliczał ekspert.

Do tego w czerwcu ubiegłego roku prezydent Tanzanii ogłosił koniec – i tak oficjalnie niezbyt silnej – pandemii w kraju. – Wyszedł do ludzi i powiedział, że dzięki modłom koronawirus został wyeliminowany z Tanzanii przez Boga i temat jest załatwiony. Co przysporzyło mu sporej popularności wśród hierarchów Kościoła katolickiego – podkreślał Czerep.

Jednak zaklinanie rzeczywistości nie sprawiło, że pandemia nie dotknęła Tanzańczyków. Od polityki Magufuliego odwrócił się ostatnio też Kościół, bo wśród duchownych jest coraz więcej przypadków śmiertelnych. – Sam prezydent też troszkę zmienił zdanie przynajmniej w kwestii masek. Gdy wychodził z mszy, podczas której był ostro krytykowany z ambony, to zaapelował, żeby nosić maseczki, ale tylko tych tanzańskich producentów. Więc tutaj jakiś przełom jest – opisywał ekspert.

W Tanzanii nadal zastrasza się lekarzy, aby nie przyjmowali pacjentów, którzy opisują symptomy COVID-19. – Albo każe się nazywać te dolegliwości chorobami płuc, aby nie używać nazwy "koronawirus". Nadal instaluje się w szpitalach sauny parowe, żeby osoby dotknięte wirusem mogły wdychać parę z miejscowymi ziołami. To metoda, którą Światowa Organizacja Zdrowia od dawna odradzała, a mówiła nawet, że może szkodzić – podkreślał dr Czerep. 

Ostrzeżenie dla Polaków podróżujących do Tanzanii, w tym na Zanzibar, w związku z lekceważeniem pandemii powtórzyła wczoraj polska Ambasada w Dar-es-Salam.

– Jeśli chodzi o koronawirusa, to podejście władz Tanzanii nadal jest bardzo niebezpieczne – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM