Masowe testowanie zgubiło Słowaków? "Dziś sytuacja epidemiczna jest po prostu tragiczna"

- Brytyjski wariant koronawirusa idzie przez Słowację jak ogień przez step. Chorych przybywa, miejsc w szpitalach brakuje - opowiadał dziennikarz TOK FM Jakub Medek. Jak mówił, jedną z przyczyn trudnej sytuacji jest to, że po masowym testowaniu obywateli Słowacy poczuli się zbyt "pewni" i zaczęli zachowywać się zbyt swobodnie.
Zobacz wideo

- Epidemiczna sytuacja na Słowacji jest po prostu tragiczna. Szpitale są przepełnione. Codziennie przybywa chorych - mówił Medek. Podkreślał, że kraj, który liczy nieco ponad 5 mln obywateli, każdego dnia odnotowuje ostatnio po 70-100 zgonów dziennie związanych właśnie z COVID-19. To bardzo dużo.

- W tej chwili Słowacja jest absolutnym "liderem", jeśli chodzi o liczbę zgonów, na pewno w Europie, a chyba również w świecie. W ubiegłym tygodniu ta liczba wynosiła 1,9 na 100 tysięcy mieszkańców w ujęciu tygodniowym. To jest trzy razy więcej niż obecnie w Polsce - podkreślał dziennikarz.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Z czego to wszystko wynika? Eksperci wskazują na kilka nakładających się na siebie przyczyn. Pierwsza z nich - jak opowiadał Medek - ma związek z tym, iż wiosną Słowacja szybko wprowadziła restrykcje i w zasadzie nie została dotknięta przez pierwszą falę epidemii. W związku z tym poziom odporności stadnej związanej z przechorowaniem COVID-19 był tam niezwykle niski. - Kiedy więc dostał się tam brytyjski wariant koronawirusa, który jest bardziej zakaźny, to on idzie po tym kraju jak ogień przez step - powiedział dziennikarz.

- Poważniejszą przyczyną jest jednak kompetencyjny i organizacyjny chaos wynikający przede wszystkim z bardzo chaotycznych działań rządu Igora Matovicza - wskazał dalej. Problemem stało się m.in. to, z czego wcześniej Słowacy byli niezwykle dumni, czyli masowa akcja testowania obywateli. 

Niestety, jak opowiadał redaktor Medek, akcja ta uśpiła czujność mieszkańców, którym wydawało się, że skoro przetestowano wszystkich i odizolowano ogniska choroby, to kraj jest bezpieczny. Takie złudne przekonanie w połączeniu z brakiem restrykcyjnych obostrzeń i dość swobodnym zachowaniem obywateli doprowadziło do tego, co obecnie obserwujemy na Słowacji. 

Problemy premiera Słowacji

Gdyby problemów wewnątrz kraju było mało, premier Matovicz rozpętał ostatnio międzynarodową awanturę. Poszło o planowany zakup przez Słowację rosyjskiej szczepionki Sputnik V. - Premier decyzję w tej sprawie podjął zupełnie samowolnie, przy sprzeciwie swojego rządu, a rząd ma dość skomplikowany, ponieważ jest to koalicja złożona z czterech bardzo różnych ugrupowań - zaznaczył dziennikarz.

- Tłumacząc swoją decyzję w radiu, premier Matovicz - na pytanie prowadzącego, co obiecał Rosjanom w zamian za szczepionkę - rzucił hasło "Zakarpacka Ruś". Jest to część przedwojennej Czechosłowacji, która po wojnie została zajęta przez ZSRR, a obecnie znajduje się w Ukrainie. Jak łatwo się domyśleć, na Ukrainie dowcip premiera Matovicza się bardzo nie spodobał. Szef tamtejszego MSZ najpierw na Twitterze stwierdził, że dobrze by było, gdyby premier Matovicz oddawał swoje części kraju Rosjanom, jeśli ma na to ochotę, ale na tym się nie skończyło. Ukraina zażądała bowiem oficjalnych przeprosin i premier Matovicz oficjalnie za ten dowcip przepraszał - opowiadał redaktor Medek.

Dziennikarz podkreślał, że koalicja rządząca, na czele której stoi Igor Matovicz, powoli się rozsypuje i jest to poważny problem tamtejszego premiera. Jego współkoalicjanci nie są z niego zadowoleni. Co więcej, jak podkreślał Medek, są "zdegustowani jego stylem rządzenia i twierdzą, że jest infantylnym szantażystą". Historia ze szczepionkami od Rosji przelała w tej sprawie czarę goryczy. 

Co będzie dalej? Sprawa prawdopodobnie rozstrzygnie się w tym tygodniu. Koalicjanci Matovicza nie chcą wcześniejszych wyborów, ale domagają się zmiany premiera i ministra zdrowia.  

DOSTĘP PREMIUM