Turcja wypowiedziała konwencję stambulską. "Kilkaset kobiet rocznie jest mordowanych, najczęściej we własnym domu"

- Zdarza się, że kiedy Turczynka dzwoni po pomoc do jakiegoś biura pomocy rodzinie, to słyszy, żeby się pomodliła i próbowała uspokoić męża - mówiła w TOK FM Marta Urzędowska z "Gazety Wyborczej" , opowiadając o sytuacji kobiet w Turcji. Kraj ten właśnie wypowiedział konwencję stambulską.
Zobacz wideo

Decyzja tureckich władz o wycofaniu się z konwencji stambulskiej wywołuje poruszenie zarówno wewnątrz kraju, jak i na świecie. Zwłaszcza, że - jak przypomniała w TOK FM Marta Urzędowska, Turcja była jednym z pierwszych państw, które w 2011 roku konwencję tę podpisały. Głos w całej sprawie zabrał m.in. prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, który oznajmił, że "nagłe i nieuzasadnione" wycofanie się Turcji z konwencji stambulskiej, międzynarodowego porozumienia mającego na celu ochronę kobiet przed przemocą, jest "głęboko rozczarowujące".

Urzędowska nadmieniła, że dyskusja o wypowiedzeniu konwencji trwała w Turcji od bardzo dawna. Nasiliła się w minionym roku, kiedy rządząca partia i prezydent Recep Tayyip Erdogan wielokrotnie napominali, że "jest to konwencja szkodliwa, że namawia do rozwodów, że nie chroni kobiet przed przemocą, za to chroni prawa osób LGBT". - Jak mówił Erdogan, jest to niespójne ze społecznymi normami i wartościami Turcji, i narusza świętość rodziny - opowiadała rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego.

Dziennikarka zwróciła jednak uwagę, że decyzja o wypowiedzeniu konwencji miała także charakter polityczny. - Erdogan w tej chwili trochę traci poparcie i choć przez dwa lata nie będzie musiał tego sprawdzać w żadnych wyborach, to jednak jego popularność spada. Przyczyną jest kiepska sytuacja gospodarcza i pandemia. Prezydent czuje się mniej silny i ta decyzja to jakiś ukłon w stronę konserwatystów i nacjonalistów - mówiła. 

Urzędowska wskazywała też, że dyskusja o kobietach w Turcji od ostatnich 2-3 lat jest dość burzliwa. Obrońcy praw kobiet alarmują, że ich sytuacja się pogarsza - rośnie skala przemocy a także morderstw kobiet. 

- W Turcji działa organizacja "Powstrzymajmy morderstwa kobiet", która stara się zliczać te zgony, chociaż nie jest to łatwe, bo trudno o oficjalne statystyki. Wychodzi im, że rocznie kilkaset Turczynek jest mordowanych, najczęściej we własnym domu. To przyznaje także policja, która podaje, że ponad 70 procent kobiet ginie we własnym domu - mówiła dziennikarka. - Bardzo duża część zabójstw to są "zbrodnie honorowe" za to, że kobieta w jakiś sposób naraziła się mężowi czy rodzinie jakimś nieobyczajnym zachowaniem, na przykład seksem pozamałżeńskim - dodała. 

Podkreślała też, że kobiety doświadczające przemocy często nie otrzymują pomocy. - Zdarza się, że kiedy kobieta dzwoni po pomoc do jakiegoś biura pomocy rodzinie, to słyszy, żeby się pomodliła i próbowała uspokoić męża - opowiadała Urzędowska. - Z drugiej strony z kolei, jeżeli już dojdzie do jakiegoś zabójstwa, a mężczyzna - sprawca sprawia w sądzie dobre wrażenie i wydaje się religijny, to kara jest czasami śmiesznie niska - dodała. 

Dziennikarka podkreśliła, że Turczynki - mimo trudnej sytuacji i pandemii - nie dają za wygraną i organizują protesty. Część odbyła się już w weekend, ale większe spodziewane są w tygodniu, zwłaszcza w piątek, który jest "tradycyjnym dniem protestów w krajach muzułmańskich".

DOSTĘP PREMIUM