Rok temu tragiczne pożary, teraz powódź stulecia. Australia znów staje do walki z żywiołem

Rok temu cały świat obserwował dramatyczną walkę Australii z siejącymi zniszczenie pożarami, w tym roku zaś kontynent zmaga się z kolejnym żywiołem - wodą. - Będziemy wskakiwać z coraz większych ekstremów w coraz większe ekstrema, co już widzimy - mówił w TOK FM dr hab. Szymon Drobniak z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Zobacz wideo

Dziesiątki australijskich miast zostało odciętych od świata wskutek powodzi, którą tamtejsze władze oraz eksperci nazywają powodzią stulecia. Dramat dotyka w zasadzie ten sam region, który rok temu walczył z pożarami - Nową Południową Walię. Aż 38 części tego stanu ogłoszono obszarami klęski żywiołowej.

- Powodzie, które mamy w Australii, są przede wszystkim konsekwencją układów pogodowych, które teraz występują nad Oceanem Spokojnym - mówił w TOK FM dr hab. Szymon Drobniak z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak dodał, już pod koniec poprzedniego roku bardzo wilgotne powietrze nad oceanem "nasączyło" glebę Australii wodą. Teraz układy pogodowe sprowadzają nad ten kontynent jeszcze bardziej wilgotne powietrze i opady, których gleba zwyczajnie nie jest w stanie odprowadzić. Powstają zatem gigantyczne powodzie. 

- Czy to jest faktycznie spowodowane zmianami klimatu i wiąże się z suszami, które obserwowaliśmy rok temu? Większość klimatologów unika jednoznacznego powiedzenia, że te dwie rzeczy ze sobą mają związek. (...) Natomiast to, do czego naukowcy się zgadzają, to fakt, że te wszystkie cykliczne zjawiska będą coraz mniej przewidywalne i będą miały coraz większe amplitudy. Będziemy wskakiwać z coraz większych ekstremów w coraz większe ekstrema, co już widzimy - zaznaczał gość Jakuba Janiszewskiego. 

Prowadzący audycję zwrócił uwagę, że doniesienia medialne dotyczące sytuacji w Australii są "katastrofalne", i zastanawiał się, na ile jest to zgodne z rzeczywistością. - To są bardzo poważne powodzie - potwierdził Drobniak, podkreślając, że tamtejszy rząd mówi o "powodzi stulecia", co znajduje potwierdzenie także w statystykach i badaniach ekspertów. 

Ekspert zaznaczał, że do powstawania powodzi w przyczynia się kilka czynników. Przede wszystkim teren. Duża część Nowej Południowej Walii to równiny "pozamykane" płaskowyżami gór. - Mamy tam rozległe doliny, które są wyścielone piaskowcami, czyli bardzo trudno chłonną glebą. Jak już woda się tam wlewa, to nie ma się gdzie podziać i rozlewa się na ogromnych obszarach - opisywał.

- Poza tym większa część terenu Nowej Południowej Walii niemal płasko schodzi do oceanu, więc w wielu miejscach te powodzie wyglądają tak, jakby z lądu gigantycznymi "powodziospadami" przelewały się do oceanu. Na zdjęciach satelitarnych czasami wręcz nie widać granicy między oceanem a lądem - dodał. 

Prowadzący audycję redaktor Janiszewski zastanawiał się, czy ta sytuacja skłoni australijskie władze do zmiany polityki klimatycznej. Zdaniem Drobniaka - niekoniecznie. 

- Już nawet specjaliści od polityki australijskiej rozkładają ręce, bo po zeszłorocznych pożarach ruchy rządu, na które wszyscy spoglądali, nie były zbyt spektakularne - powiedział gość TOK FM. Podkreślał, że jeśli chodzi o ochronę klimatu, Australia robi "absolutne minimum", a w tamtejszym rządzie w ogóle "nie widać ambicji", by jakkolwiek próbować zaistnieć pozytywnie w kwestii ochrony środowiska, która w Australii jest przecież wyjątkowa. - Na razie władza konserwuje energetykę opartą na paliwach kopalnych, ma ogromny udział w eksporcie węgla, a nawet inwestuje w nowe kopalnie i elektrownie węglowe, i nie zanosi się na to, by to się zmieniło - podsumował dr Drobniak. 

DOSTĘP PREMIUM