Merkel się ugięła i odwołała twardy lockdown na Wielkanoc. "W Niemczech panuje obostrzeniowy chaos"

Surowe restrykcje, które chciały wprowadzić władze Niemiec na Wielkanoc, spotkały się z tak ostrą krytyką, że kanclerz Angela Merkel wycofała się z tej decyzji. Dlatego kościoły i handel nie są zamknięte, a w kraju panuje obostrzeniowy chaos, który w TOK FM próbował wyjaśnić prof. Klaus Bachmann. Zastrzegał jednak, że powody takiej sytuacji są zupełnie inne niż w Polsce.
Zobacz wideo

W liczących 83 miliony mieszkańców Niemczech średnio przybywa dziennie ok. 14 tys. zakażonych. Jednak w poniedziałek Angela Merkel ogłosiła, że restrykcje sanitarne zostaną na okres Wielkanocy znacznie zaostrzone. Tyle, że już dwa dni później, po środowym pilnym spotkaniu rządu federalnego i władz landów, Merkel oświadczyła, że wycofuje poniedziałkowe decyzje. Jakie zatem obostrzenia obowiązują obecnie w Niemczech? - Nawet pani kanclerz nie jest w stanie tego jasno i jednoznacznie powiedzieć - śmiał się w TOK FM prof. Klaus Bachmann, politolog z Uniwersytetu SWPS.

Jak wyjaśniał profesor, choć obostrzeniowy chaos w Niemczech może nawet przypominać sytuację w Polsce, to jednak wynika z czegoś zupełnie innego. - W Polsce jest tak trochę dlatego, że politycy sobie zaprzeczają, są kłótnie wewnątrz koalicji, jest fatalna komunikacja. Natomiast w Niemczech wynika to z tego, że mamy 16 landów, których premierzy prowadzą właściwie własną politykę wobec pandemii. To oni mają największe kompetencje - zauważał. 

Sama Merkel tłumaczyła, że pomysł "odpoczynku wielkanocnego", czyli przedłużonych obostrzeń, został "zaprojektowany w jak najlepszych intencjach", jednak wątpliwości dotyczących wprowadzenia surowych restrykcji nie można było rozwiać w tak krótkim czasie. Dodała również, że bierze na siebie odpowiedzialność za tę decyzję. - Ten błąd jest wyłącznie moją winą. Głęboko tego żałuję i za to proszę o wybaczenie wszystkich obywateli - powiedziała. 

- Okazało się po prostu, że nie da się zarządzać tym z Berlina, nawet jeśli uczestniczą w tym premierzy krajów związkowych, bo potem ci premierzy muszą wracać do siebie i uchwalić zmianę prawa w swoich regionalnych parlamentach, a to zabiera bardzo dużo czasu - mówił prof. Bachmann. - Głęboka decentralizacja, która jest w Niemczech, w ubiegłym roku doprowadziła do tego, że te restrykcje były znacznie bardziej dopasowane do lokalnych warunków, były znacznie bardziej elastyczne, bo decydowano na niższych szczeblach - zaznaczał. 

Zauważał, że centralizacja, taka jak w Polsce, sprawia, że decyzje można podejmować szybko, ale jest duże prawdopodobieństwo, że będą one przesadzone lub po prostu błędne. - Jeżeli mamy dużą decentralizację, to podejmujemy decyzje wolniej, ale za to będą one bardziej adekwatne do lokalnych warunków i potrzeb obywateli - stwierdził. 

Profesor przyznał, że w Niemczech też toczy się dyskusja o tym, czy zamykać kościoły. - Wśród decyzji Merkel była ta o zamknięciu świątyń - zaznaczył. Jak jednak dodał, niemieckie kościoły są na pandemię dobrze przygotowane. - Mają swoje zasady, jak wierni powinni się zachowywać, w jakiej kolejności powinni wchodzić, ile osób może przebywać w środku. Dlatego Kościoły ostro protestowały. Nawet premier Bawarii twierdził, że to było nieuzgodnione z nimi, niekonsultowane, że to jest niepotrzebne i okrutne wobec wiernych - dodał. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM