Netanjahu musi zrobić koalicję niczym Konfederacja z Lewicą, aby mieć szanse na większość. "Nie ma twardego gruntu"

Premier Izraela Benjamin Netanjahu obwieścił swoje "wielkie zwycięstwo", jednak pierwsze sondaże nie wskazują jednoznacznego zwycięzcy. Choć partia Netanjahu zdobyła najwięcej głosów, to większości w Knesecie nie ma. - Jedyna możliwość, żeby zdobył większość, to jest przekonać islamistów - mówiła w TOK FM dr Patrycja Sasnal. Porównywała to jednak to do sytuacji, gdyby Lewica weszła w koalicję z Konfederacją.
Zobacz wideo

W ostatnich latach wybory w Izraelu odbywają się niemal co pół roku, a w tych wtorkowych - do parlamentu, według cząstkowych wyników, zwyciężyła partia Likud, której przewodniczy Benjamin Netanjahu. Drugie miejsce zajęła centrolewicowa partia Jesz Atid, której szefem jest Jair Lapid. Premier Izraela mówił o "wielkim zwycięstwie prawicy", jednak wcale nie jest pewne, że razem z sojusznikami będzie miał większość w Knesecie. - Najogólniejszy wniosek jest taki, że społeczeństwo izraelskie jest dokładnie po połowie podzielone na zwolenników i przeciwników Netanjahu – komentowała w TOK FM wyniki wyborów dr Patrycja Sasnal, kierowniczka Biura Badań i Analiz PISM.

Dr Sasnal stwierdziła, że izraelskie wybory można ostatnio nazywać "plebiscytem za i przeciw Netanjahu", a w izraelskiej polityce trwa patowa sytuacja. Bowiem większość ani nie jest przeciwna, ani nie popiera obecnego premiera. Jego partii i jej koalicjantom brakuje dwóch mandatów do większości w Knesecie. - Jedyna możliwość, żeby zdobył większość, to jest przekonać islamistów. Palestyńczyków mieszkających w Izraelu (…) których partia dostała sześć miejsc – mówiła ekspertka. - Szef tych islamistów nie wyklucza, że jeżeli zostanie jego partii zaoferowane coś korzystnego, to on do Netanjahu dołączy. Ale to jest zupełnie niewyobrażalne.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

- To jest tak, jakby Razem z Konfederacją utworzyło koalicję – porównywała do polskich realiów. Zauważała, że Netanjahu już ma u swojego boku rasistowskie i antypalestyńskie partie, dlatego taka koalicja jest niemal niemożliwa. - Netanjahu nie ma twardego gruntu pod nogami nie tylko dlatego, że nie ma jasnej sytuacji koalicyjnej – podkreślała. I zwracała uwagę, że również frekwencja wyborcza była najniższa do ponad dekady, wciąż jednak relatywnie wysoka, bo wyniosła 67 proc.

Eksperta zauważała również, że w tych wyborach najciekawsze zmiany zaszły po skrajnie lewej i skrajnie prawej stronie izraelskiej sceny politycznej. - Pierwszy raz do Knesetu wchodzi partia, którą lobby amerykańskie, proizraelskie, nazywa rasistowską i odrażającą. Tak mówią o partii Religijnych Syjonistów, której częścią jest frakcja, która nazywa się Żydowska Siła - wyjaśniała. - Szef syjonistów postuluje, że w szpitalach powinny być osobne oddziały położnicze dla Żydówek, żeby nie rodziły obok Palestynek – podawała przykład.

- Natomiast po stronie lewicowej jest delikatnie optymistyczna, dla lewicy izraelskiej, historia. Wszyscy się spodziewali, że Partia Pracy (…) już została pogrzebana, natomiast zdobyli 7 mandatów. Jeszcze bardziej lewicowy Merec miał w ogóle przestać istnieć, a też jednak dostali się po raz kolejny do Knesetu – mówiła dalej.

"Netanjahu ma poglądy w zależności od tego, co jest korzystne"

Ostateczne wyniki wyborów mają zostać podane pod koniec marca. Izraelskie media piszą, że wynik tych wyborów nie jest zaskakujący, a lewicowy "Haarec" stwierdził, że "w tej chwili gra nadal toczy się między prawicowym rządem a prawicowym rządem". - Netanjahu jest postrzegany przez swoich przeciwników jako populista, który jest w stanie zrobić wszystko dla władzy. Chyba to jest najbardziej odpychające dla centrowych wyborców – oceniała dr Sasnal.

Ekspertka dodawała, że wyborcy centrowi mają problem, żeby wybaczyć premierowi Izraela afery korupcyjne i skandale wokół członków jego rodziny. Opozycja wciąż przypomina, że ciążą na nim zarzuty korupcyjne. Jednak sam Netanjahu podkreślał często podczas kampanii wyborczej, że uczynił ze swojego kraju szczepionkową potęgę. Według najnowszych doniesień, ponad połowa populacji Izraela dostała dwie dawki szczepionki. 

Zaskakujący był jednak wynik skrajnych ugrupowań, a prowadzący Jakub Janiszewski dopytywał, co jest jego przyczyną. - To jest konsekwencja polityki Netanjahu. To on puszczał oko do Żydowskiej Siły i do partii Religijnych Syjonistów, w ubiegłym miesiącu podpisał z nimi porozumienie, że jeżeli wejdą do Knesetu, wspólnie utworzą koalicję, chociaż szef Żydowskiej Siły nie będzie członkiem rządu – zauważała dr Sasnal. - Netanjahu się boi, że jednak rasista w rządzie pogrzebie mu wiele możliwości, przede wszystkim, na arenie międzynarodowej – dodała.

- Netanjahu ma poglądy w zależności od tego, co jest korzystne dla niego politycznie – stwierdziła. - To jest człowiek, który nie tworzy tej fali, nie tworzy rzeczywistości, tylko on wykorzystuje nadarzające się okazje. Robi to z doskonała precyzją – podsumowała.

DOSTĘP PREMIUM